Reklama

Reklama

Britney Spears dzwoni z pożyczonych telefonów, bo boi się ojca. Kolejne szokujące fakty

Sam Lutfi, były menadżer Britney Spears, w najnowszym wywiadzie zdradził kolejne szczegóły na temat kurateli, jaką sprawuje nad gwiazdą jej ojciec. Wyznał, że piosenkarka od czasu do czasu dzwoni do niego z telefonów, które pożycza od obcych ludzi. Wszystko po to, by nie namierzono jej rozmów. Prywatny telefon gwiazdy wciąż monitoruje bowiem jej ojciec.

Sam Lutfi, były menadżer Britney Spears, w najnowszym wywiadzie zdradził kolejne szczegóły na temat kurateli, jaką sprawuje nad gwiazdą jej ojciec. Wyznał, że piosenkarka od czasu do czasu dzwoni do niego z telefonów, które pożycza od obcych ludzi. Wszystko po to, by nie namierzono jej rozmów. Prywatny telefon gwiazdy wciąż monitoruje bowiem jej ojciec.
Britney Spears wciąż pozostaje pod kontrolą ojca / Axelle/Bauer-Griffin/FilmMagic /Getty Images

Fani Britney Spears żyją obecnie wstrząsającymi zeznaniami, które gwiazda złożyła niedawno przed sądem wyższej instancji w Los Angeles. Artystka zwróciła się z prośbą o zakończenie trwającej niemal 13 lat kurateli, którą sprawuje jej ojciec, Jamie. 

Gwiazda wyznała, że była wykorzystywana przez swoją rodzinę i została całkowicie pozbawiona prawa do prywatności oraz decydowania o swoim losie - m.in. w kontekście posiadania dziecka czy wyjścia za mąż. Była również zmuszana do przyjmowania leków i środków antykoncepcyjnych. 

Reklama

"Znęcano się nade mną psychicznie i wykorzystywano mnie finansowo. Chcę odzyskać swoje życie. Ludzie, którzy mi to zrobili, powinni trafić za kratki" - zaapelowała gwiazda. Sąd jednak odrzucił jej wniosek.

O kolejnych szokujących szczegółach kurateli nad piosenkarką opowiedział w rozmowie z tygodnikiem "The New Yorker" jej były menadżer, Sam Lutfi. Dwa lata temu otrzymał on sądowy pięcioletni zakaz zbliżania się do gwiazdy, bo jej rodzina oskarżyła go o kradzież i odurzanie jej lekami. Wyrok obejmuje też zakaz "wypowiadania się o niej w negatywny sposób". 

Jak twierdzi Lutfi, Spears mimo to sporadycznie kontaktuje się z nim. Aby uniknąć namierzenia jej rozmów przez kuratora, dzwoni do dawnego przyjaciela z telefonów pożyczanych od przypadkowo spotkanych ludzi.

"Zdarza się, że bardzo długo nie mamy kontaktu i nagle ona dzwoni do mnie z jakiegoś obcego numeru. Ostatnim razem, kiedy do mnie zadzwoniła, była w Ralphs w Calabasas. Po tym, jak się rozłączyła, ktoś zadzwonił do mnie z tego samego numeru - był to azjatycki lekarz, który powiedział: 'Wow, to surrealistyczne, Britney właśnie pożyczyła mój telefon!'. Innym razem pożyczyła telefon na siłowni i po prostu z nim uciekła" - wyznał były menadżer artystki. 

Podkreślił, że jego zdaniem nadzór kuratorski ma fatalny wpływ na zdrowie i kondycję psychiczną gwiazdy. "To zmieniło jej sposób myślenia. Ona ma depresję, stany lękowe. Zrobili z niej zombie. To już nie jest ta sama dziewczyna" - stwierdził gorzko Lutfi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL