Reklama

Reklama

Bob Dylan z poważnymi oskarżeniami. Są nowe informacje w sprawie

W połowie sierpnia ubiegłego roku do sądu trafił pozew przeciwko Bobowi Dylanowi, w którym pojawiły się zarzuty o molestowanie seksualne. Muzyk miał się go dopuścić 50 lat temu, a jego ofiarą miała być 12-letnia dziewczynka, którą rzekomo uwiódł po odurzeniu jej narkotykami i alkoholem. Teraz kobieta przekazała nowe informacje.

Bob Dylan został oskarżony o molestowanie

W mediach na całym świecie zawrzało, gdy ujawniono informację, że do sądu w Nowym Jorku wpłynął pozew, w którym anonimowa kobieta (oznaczona w dokumentach jako J.C.) oskarża Boba Dylana o molestowanie seksualne. Miało się to zdarzyć w 1965 roku, w jego apartamencie w hotelu Chelsea na Manhattanie.

Z dokumentów, do których dotarł "The Mirror", wynika, że kobieta zarzuca muzykowi, iż wykorzystał swą sławę, by ją uwieść, zdobyć jej zaufanie i "dopuścić się zaplanowanego wielokrotnego molestowania seksualnego i wykorzystywania". Kobieta oskarżyła Dylana także o napaść, pobicie, uwięzienie, zadawanie cierpienia psychicznego, a także o to, że odurzał ją narkotykami i alkoholem. Kobieta dodała także, że była "kilkukrotnie wykorzystywana od kwietnia do maja 1965 r.". 

Reklama

Rzecznik Boba Dylana wszystkie te oskarżenia zdementował i zapowiedział w sądzie walkę o oczyszczenie z zarzutów uhonorowanego nagrodą Nobla 80-letniego muzyka.

Głos w sprawie zabrał również Clinton Heylin, autor książki "The Life of Bob Dylan: A Restless, Hungry Feeling, 1941 - 1966", która dokładnie opowiada o pierwszych latach kariery muzyka. Pisarz wyraził swoje wątpliwości wokół pozwu, który trafił do sądu. Na potwierdzenie swoich słów przytacza harmonogram muzyka.

"To niemożliwe. Dylan w tamtym czasie koncertował w Anglii, był na dwa tygodnie w Los Angeles oraz dwa dni w Woodstock. Trasa trwała 10 dni, Bob przyleciał do Londynu 26 kwietnia, a do Nowego Jorku wrócił 3 czerwca" - tłumaczył Heylin w rozmowie z "Huffington Post". "Jeśli Dylan przebywał w Nowym Jorku w połowie kwietnia, to nie dłużej niż na dzień lub dwa. Woodstock był miejscem, w którym spędzał większość czasu, gdy nie koncertował. A jeśli był w Nowym Jorku, to mieszkał u swojego menedżera, a nie w dzielnicy Chelsea" - kontynuował.

Teraz portal Page Six donosi, że przedstawiciel oskarżającej kobiety zmienił treść zarzutów, twierdząc, że jej spotkania z Dylanem obejmowały "okres kilku miesięcy na wiosnę 1965 roku". 

Na aktualizację zarzutów odpowiedział prawnik muzyka. "Zmieniona skarga przetwarza te same sfabrykowane roszczenia, co pierwotna skarga złożona w sierpniu. Były tak samo fałszywe jak teraz. Będziemy realizować wszystkie opcje prawne, w tym dochodzić sankcji wobec prawników stojących za tą haniebną i zniesławiającą sprawą" - skomentował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje