Reklama

Reklama

Adam Palma nagrał nowy album. "Otrzymałem drugą szansę na życie"

Album "Second Life" to zapis przemyśleń człowieka, który po 44 dniach śpiączki otrzymał szansę na tytułowe "drugie życie".

Album  "Second Life" to zapis przemyśleń człowieka, który po 44 dniach śpiączki otrzymał szansę na tytułowe "drugie życie".
Adam Palma przygotował album "Second life" /Leszek Kotarba /East News

"Second Life" to album nagrany w całości na gitarę akustyczną i orkiestrę smyczkową. Za aranżację utworów odpowiedzialny jest Adam Palma, natomiast za orkiestrację - kompozytor Krzesimir Dębski. Na płycie słyszymy Orkiestrę Kameralnę Polskiego Radia Amadeus pod batutą Agnieszki Duczmal.

"W 2020 r. moje życie zatrzymało się na 44 dni. Odbudowując zdrowie fizyczne, jak i psychiczne, przewartościowałem spojrzenie na świat i wszystko, co nas otacza. I choć był to najtrudniejszy czas w moim życiu, pozwolił mi jednak spojrzeć na siebie z perspektywy osoby, która, być może, już nigdy w życiu nie będzie w stanie wystąpić na scenie. Zacząłem się również zastanawiać, jakie utwory muzyczne spowodowały, że 10-letni chłopak z blokowiska zaczął błagać rodziców o kupno gitary, później ukończył szkołę muzyczną w klasie kontrabasu, a wiele lat później otrzymał tytuł profesora za osiągnięcia artystyczne" - tłumaczył Palma. 

Reklama

I tak na albumie znalazły się utwory, które miały wpływ na rozwój gitarzysty - melodie ludowe, piosenki harcerskie, pieśni patriotyczne, znane tematy filmowe, niewykonywane dotąd na gitarze kompozycje Chopina oraz kompozycje własne. "W końcu lat 70. i na początku lat 80. muzyka zagraniczna była dostępna w ograniczonym wydaniu, nie była obecna ani w mediach (jedynie w późnych godzinach nocnych), ani w formie nagrań w sklepach muzycznych. Swoje wspomnienia muzyczne w dużej mierze zawdzięczam harcerstwu, festynom z muzyką ludową i telewizji, w której w tamtym czasie wszechobecna była muzyka poważna ze szczególną atencją na twórczość Fryderyka Chopina. Oczywiście później dotarła do mnie polska muzyka rockowa, jazz i muzyka zagraniczna, ale to już opowieść na kolejną płytę" - mówił muzyk. 

"Na tym albumie, w kilku utworach autorskich, dzielę się również ze słuchaczami swoimi emocjami, które towarzyszyły mi w okresie rekonwalescencji — radością z otrzymania drugiej szansy na życie oraz refleksją nad kruchością naszego istnienia. Moim marzeniem było nagrać płytę na gitarę akustyczną z towarzyszeniem orkiestry smyczkowej. To marzenie się właśnie ziściło, za co dziękuję wszystkim, którzy przy tym projekcie mnie wspomagali" - podsumował. 

Adam Palma wygrał walkę o życie

Pierwszy wpis o zakażeniu koronawirusem pojawił się na facebookowym profilu Adama Palmy 4 kwietnia 2020 roku. Tego samego dnia podzielił się z fanami swoimi objawami. Zwrócił uwagę m.in. na zawroty głowy, bóle mięśni, olbrzymie zmęczenie, gorączkę, ucisk w klatce piersiowej i duszności. Ostatecznie ze względu na zły stan zdrowia został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, w której pozostał przez 44 dni. 31 maja Adam Palma wreszcie miał dobre informacje dla swoich fanów. "Lekarze powiedzieli, że to cud, że wciąż tu jestem. W pewnym momencie przypuszczali, że umrę. Wczoraj, po raz pierwszy od 50 dni, spotkałem się z moją rodziną. Jestem niezwykle szczęśliwy i wdzięczny, że w końcu mogłem być razem z żoną i z synem" - napisał gitarzysta.

"Lekarz, który mnie przyjmował, powiedział, że mój stan jest beznadziejny, że płuca są zdewastowane, ale są trzy czynniki na moją korzyść. Pierwszy - nie przekroczyłem pięćdziesiątki. Drugi - jestem w miarę wysportowany, na szczęście od blisko półtora roku ćwiczyłem, żeby trzymać formę. I trzeci czynnik - nie miałem żadnych poważniejszych pobocznych chorób. Lekarz stwierdził, że nie chce kłamać i będzie ze mną szczery, po czym usłyszałem, że będę naprawdę potrzebował szczęścia, żeby z tego wyjść" - wspominał gitarzysta w rozmowie z Onetem. 

"To, co się działo potem, było bardzo traumatyczne dla mojej rodziny. Żona i syn przeżywali to bardzo. Dzwonili codziennie, żeby spytać o mój stan. Po pewnym czasie ktoś z personelu powiedział im, że to, że szpital do nich nie dzwoni, to bardzo dobra informacja, bo dzwonią tylko wtedy, kiedy sytuacja jest już krytyczna. I 12 godzin później odebrała telefon ze szpitala. Lekarz powiedział, że jest ze mną źle. Tak bardzo źle, że prosi, żeby ona i syn przyjechali, by ostatni raz pożegnać się ze mną" - opowiadał. 

"Przez te prawie sześć tygodni przyszło do mnie wielu ludzi, z którymi rozmawiałem, śmiałem się i dobrze czułem. Kiedy odzyskałem świadomość, powiedziałem żonie, żeby podziękowała im - i tu wymieniłem kilka osób - za to, że przyjechali, odwiedzali mnie, że to dla mnie wiele znaczyło. Na co ona stwierdziła: 'Adam, nikogo u ciebie nie było, przez blisko sześć tygodni leżałeś na intensywnej terapii, ja tu zajrzałam tylko raz z Piotrkiem, kiedy lekarza kazali nam się z tobą pożegnać'. Wtedy odpadłem. Przez pięć minut nie mogłem słowa z siebie wydusić. Uświadomiłem sobie, że to wszystko była moja wyobraźnia" - dodał.

Ze szpitala wyszedł po 50 dniach. "To były akurat urodziny żony. Bardzo się ucieszyliśmy wszyscy, gdy wróciłem do domu. Przez pierwszą godzinę siedzieliśmy z żoną i synem, przytulaliśmy się i płakaliśmy ze szczęścia, że wróciłem do świata żywych. Zwłaszcza, że w pewnym momencie obiema nogami byłem już po tamtej stronie" - wyznał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama