Grająca psychodelicznego rocka grupa Iron Butterfly przeszła do historii za sprawą trwającego ponad 17 minut utworu "In-A-Gadda-Da-Vida" z 1968 roku. Tak samo zatytułowana płyta jako pierwsza w USA otrzymała status platyny (w 1976 r.). Do tej pory na całym świecie rozeszło się ponad 30 mln egzemplarzy tego albumu.
Tytuł "In-A-Gadda-Da-Vida" to efekt mocno podlewanej tanim winem sesji nagraniowej zakończonej późno nad ranem. Pijany lider Doug Ingle próbował powiedzieć zdanie "In the Garden of Eden", co przy plączącym się języku dało "In-A-Gadda-Da-Vida".
Na początku lat 70. grupa po raz pierwszy zawiesiła działalność po odejściu organisty i wokalisty Douga Ingle'a i grającego na basie Lee Dormana. W 1974 r. zespół Iron Butterfly powrócił w składzie: Ron Bushy (perkusja), Eric Braunn (gitara, wokal), Philip Taylor Kramer (bas, klawisze, wokal) i Howard Reitzes (klawisze, wokal). Ten ostatni po krótkim czasie został zastąpiony przez Billa DeMartinesa.
W 1975 r. formacja wydała aż dwie płyty studyjne, które do tej pory pozostają ostatnimi w dorobku: "Scorching Beauty" i "Sun and Steel". Na każdej z nich Philip Taylor Kramer zaśpiewał jako główny wokalista w dwóch utworach: odpowiednio "High on a Mountain Top" i "Pearly Gates" (w duecie z Jonem Andersonem z Yes) oraz "Lightnin'" i "I'm Right I'm Wrong". Oba albumy jednak kompletnie przepadły na listach przebojów.
Zniechęcony brakiem sukcesów Kramer odszedł z zespołu w 1977 r., który w kolejnych latach przechodził wielokrotne zmiany składu. Obecnie tworzą go Ron Bushy, gitarzysta Mike Pinera (po raz pierwszy w zespole pojawił się w 1969 r.) i Doug Ingle Jr. (organy, wokal), syn współzałożyciela Iron Butterfly.
Sam Kramer występy w Iron Butterfly wspominał niechętnie. "To było jak pytanie Pete'a Besta o to, jak się czuje będąc Beatlesem" - takie porównanie pojawiło się w tekście "The Washington Post" o Kramerze.
25-letni rockman po zawieszeniu instrumentu na kołku ukończył szkołę wieczorową w zakresie inżynierii kosmicznej i pracował nad systemami naprowadzania rakiet. W późniejszym okresie związał się także z branżą komputerową, gdzie prowadził prace między innymi nad programami komunikacyjnymi szybszymi od światła. Kramer miał mówić najbliższym, że to kwestia czasu, kiedy z gratulacjami do niego przyleci ówczesny prezydent Bill Clinton. Na początku lat 90. razem z Randym Jacksonem (bratem Króla Popu, Michaela) założył spółkę Total Multimedia Inc., ale interesy nie szły dobrze.
12 lutego 1995 r., Taylor Kramer pojechał na lotnisko w Los Angeles by odebrać partnera biznesowego z którym się ostatecznie nie spotkał. Po godzinie czekania ruszył autostradą 101. Po drodze wykonał 17 połączeń z telefonu komórkowego do członków rodziny, przyjaciół i wspólników.
"Do zobaczenia po drugiej stronie" - usłyszał perkusista Iron Butterfly Ron Bushy. "Ktoś przyłożył mu pistolet do głowy, bo dokonał przełomowego odkrycia w tej nowej technologii" - przekonywał potem Bushy, który wierzy w to, że za zaginięciem przyjaciela stoją tajemnicze siły związane z tajnymi służbami USA lub innego państwa.
"911, czy mogę w czymś pomóc?"
"Tak. Mówi Philip Taylor Kramer"
"Aha. Tu numer 911. Czy mogę panu pomóc?"
"Tak, możesz. Zamierzam się zabić..."
Tak wyglądała ostatnia zarejestrowana rozmowa Philipa Taylora Kramera z alarmowym numerem 911 do której doszło 12 lutego 1995 roku prawie w samo południe. To zarazem ostatni kontakt z żyjącym Kramerem. Mimo szeroko zakrojonych poszukiwań nie natrafiano na żaden ślad.
"Nie mieliśmy motywu, dowodu, niczego" - mówił po latach prywatny detektyw i były policjant Chuck Carter wynajęty przez współpracowników Kramera. Nigdy więcej nie użyto kart kredytowych ani telefonu zaginionego.
Zwolennicy spiskowych teorii mieli ogromne pole do popisu - poza tropami związanymi z "przełomowym odkryciem" i działaniem tajnych służb w grę wchodzić mieli m.in. kosmici (jedna z organizacji powiązała zniknięcie Kramera z równie tajemniczym zaginięciem Richeya Edwardsa z Manic Street Preachers, do którego doszło 1 lutego 1995 roku w pobliżu okrytego niesławą mostu na rzece Severn, jednego z ulubionych miejsc samobójców w Wielkiej Brytanii). Inni wskazywali, że Kramer miał upozorować zaginięcie, by w ten sposób ochronić swoją rodzinę przed "tajemniczymi siłami", którym miało zależeć, by jego odkrycie nie wyszło na jaw.
29 maja 1999 roku na dnie wąwozu w Malibu odkryto samochód, w którym znaleziono szkielet mężczyzny. Na podstawie dokumentacji dentystycznej zidentyfikowano go jako Philipa Taylora Kramera, a jako przyczynę śmierci uznano samobójstwo, choć z tymi doniesieniami do dziś nie chcą zgodzić się najbliżsi rockmana.
"Czy Philip Taylor Kramer sam się zabił czy został uciszony na zawsze w związku ze swoim monumentalnym odkryciem, które mogło zdyskredytować dorobek życiowy wielu wpływowych ludzi?" - stawia pytanie "Skeptic Magazine" w swojej publikacji na temat tajemniczego zaginięcia.











![Pokusa "Głowy": Mniej, a kusi jeszcze bardziej [RECENZJA]](https://i.iplsc.com/000N4TRE0RW9IUR8-C401.webp)