Reklama

Jim Marshall nie żyje

W wieku 88 lat zmarł Jim Marshall, bez którego nie byłoby gitarowych wzmacniaczy w obecnym kształcie.

Na sprzęcie założonej 50 lat temu firmy Marshall Amplification grały takie legendy rocka, jak m.in. Jimi Hendrix, Eric Clapton, Joe Perry (Aerosmith), Kurt Cobain (Nirvana), Randy Rhoads (Ozzy Osbourne), Zakk Wylde (Black Label Society) i Slash (eks-Guns N'Roses, Velvet Revolver).

Reklama

"Jim stał się jednym z ojców chrzestnych odpowiedzialnych za powstanie narzędzi, które sprawiły, że mogły powstać rockowe gitary w kształcie jakie znamy i kochamy dziś" - czytamy w oświadczeniu na oficjalnej stronie Marshall Amplification, która opublikowała informację o śmierci Jima Marshalla.

W prowadzonym przez Marshalla sklepie z instrumentami w Londynie spotykali się m.in. Pete Townshend (The Who) czy Ritchie Blackmore (Deep Purple), którzy dopytywali go o sprzęt gitarowy. Wówczas Marshall zaczął sprowadzać wzmacniacze Fendera, które jednak były bardzo drogie. Wraz z serwisantem Kenem Branem i technikiem Dudleyem Cravenem stworzył własne modele wzmacniaczy.

Po latach Marshall dorobił się przydomka "Ojciec hałasu". W połowie lat 80. otrzymał królewską nagrodę za eksport, w uznaniu za handlowe sukcesy zagranicą.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: życia | Życie | zycie | Nie | gitara | sprzęt | nie żyje | Marshall

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama