Reklama

Z Nowego Jorku, ale przez Kalifornię

TV On The Radio "Nine Types Of Light", Universal Music Polska

Wybornie, choć nie wybitnie. Inteligentnie, ale to już norma. Tym razem z większym groovem i tytułowym światłem, które jednak nie zdołało przyćmić blaskiem genialnych poprzedników: "Return To Cookie Mountain" i "Dear Science".

Reklama

TV On The Radio od czasu wydania wspomnianego "Dear Science" (2008) rozproszyli się po świecie muzycznego show-biznesu, zajmując się czy to solowymi przedsięwzięciami, czy też produkując płyty dla innych. Kiedy wreszcie po kilkunastu miesiącach pracowitego wypoczynku od TV On The Radio, muzycy zeszli do macierzy, okazało się, że w celu nagrania albumu zdecydowali się opuścić artystowsko ponury Nowy Jork i przenieść się do słonecznie kreatywnej Kalifornii. Czy zmierzam do tego, że zmianę klimatu słychać w muzyce zespołu? Dokładnie tak.

Ciepło wpłynęło także na libido zespołu, bo "Nine Types Of Light" to chyba tematycznie najbardziej miłosna płyta w dorobku grupy. Co więcej, miłość jest tu postrzegana bardzo romantycznie i w jasnych, fluorescencyjnych kolorach (ech, ta Kalifornia...). Jest tak entuzjastycznie, że Kyp Malone w piosence "Keep Your Heart" pozwala sobie nawet zaproponować słuchaczom lukrowany banał w postaci wersu: "Choć świat się wali, ja i tak zachowam twoje serce". Jeżeli jesteśmy już przy upadku świata, to od rzewnych wyznań mnie bardziej przekonuje anarchistyczny anty-zaśpiew "Do the no future! Do the no future!" w pulsującym neonami brudnej i przeludnionej metropolii "No Future Shock".

Tym samym wracamy do brzmienia albumu. Zafunduję sobie zarzut o lenistwo i taniochę, ale odważę się napisać, że TV On The Radio to zespół jedyny w swoim rodzaju i na "Nine Types Of Light" w tej materii nic się nie zmieniło. Jak ktoś zna poprzednie płyty Nowojorczyków, to wie, że tylko oni potrafią w tak błyskotliwy, przemyślny i popowo-przebojowy sposób połączyć na przykład ostrą jak żyleta post-punkową gitarę z jamajskim pulsem i osobliwymi klawiszami. Acha, jest jeszcze prawie bigbandowa partia instrumentów dętych ("No Future Shock"). Wszystko to wychodzi TV On The Radio bardzo naturalnie, bez "napinki", co zresztą wyraźnie słychać na "Nine Types Of Light". Bo kombinowanie na siłę w muzyce wyczuć można przecież na kilometr.

Poza groove'owymi przytupami, jak "Will Do" czy "New Cannonball Blues" (w tym drugim głęboko kłania się Prince), TV On The Radio potrafią płynnie przejść w bardziej liryczny klimat, jak na przykład w "Killer Crane", w której udało im się pojednać folkowy kameralizm z epickością ballady. Intrygująco napięcie spowalnia również "Forgotten", które - poza tym, że zostało wyskrzeczane falsetem - mogłoby trafić na ostatnią płytę Massive Attack. Wreszcie całość wieńczy "Caffeinated Consciousness", które pobrzmiewa nie tylko dla mnie dokonaniami tuzów gitarowej alternatywny z Pixies. Jak widać, "Nine Types Of Light" to takie dla każdego coś miłego. W dziewięciu odcieniach.

7/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: radio | light | Nowy Jork | TV On The Radio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje