Reklama

Tede / Sir Mich "Disco Noir": W dzień gorącego lata [RECENZJA]

Tede znowu robi co mu się podoba. Nie patrzy na innych i wyczekuje chwili, kiedy ci, którzy śmieją się teraz najgłośniej, będą próbowali się we wschodnim disco i wymarzą sobie swoje "Sukki". Z tą różnicą, że oni dorobią do tego ideologię.

Tede cały na biało na okładce płyty "Disco Noir"

"Pewnego gorącego dnia, stojąc na karaibskiej plaży, postanowiłem spróbować czegoś zupełnie nowego (...) Połączenie parkietowego rytmu z rapem. Nie daj się zwieść pozorom, disco to niekoniecznie musi być cukierkowe brzmienie i teksty o niczym - ta płyta nie jest cukierkowa i jest bardzo o czymś". Zapowiedzi "Disco Noir" nie pozostawiały złudzeń, zwłaszcza że gdzieś w głowie ciągle grało do bólu złe, jednocześnie absurdalnie chwytliwe "Biełyje nosy". Bez obaw, tutaj jest lepiej, momentami znacznie, a klimaty kawałka z Kapotą, zwłaszcza w warstwie tekstowej, zostały ograniczone do minimum.

Reklama

Znowu jest coś nowego. Coś, co skręca w kierunku, w którym scena jeszcze nigdy nie podążała, a nawet jeśli to tylko nieliczne przypadki odniosły sukces. Reszta była marginesem w czeluściach streamingów. I tu, całe na biało, a jakże, wchodzi "Disco Noir". Jak Tede na okładce. Trudna płyta pełna hip hopu w tanecznej otoczce. O przemijaniu, miłości, pieniądzach i kolejnych strzałach skierowanych w tych, którzy teraz chichoczą, a za ileś tam lat będą robili to samo.

Może lepiej, może gorzej, takie dywagacje można odłożyć na bok, bo Tede i Sir Mich oferują sporo już teraz, więc eksperymentów starczy na jakiś czas. W tytułowym numerze pada niemalże mantra, za którą w tym przypadku trzeba podążać - "Muzyka to tylko tło, bo hip hop to jest po prostu prawda / Do rytmu, ziom". Okej, na "Disco Noir" nie mamy znanych czterech elementów, DJ-ów, breaków i tych wszystkich innych rzeczy, bez których niektórzy nie uznają nawet minimalnych odstępstw od reguły.

Tede tańczy i śpiewa ("W ten dzień" nie da się tak szybko wymazać z pamięci, a szkoda...), ale najlepiej i tak rapuje - powspomina w "Allince", opowie historię w "Dziewczynie z klubu techno" i uderzy w konkurentów. Dużo jest tu TDF-a w tej najlepszej wersji, bo na "Disco Noir" raper napisał sporo linijek, które mogłyby się znaleźć w jego topce.

"Mówią mi - złego licho nie tyka, mówię im - Keith Richards / W sumie blisko, dodasz riff to wyjdzie z tego disco Metallica" w "Ja będę tańczył" czy "Ja się skończyłem po 'S.P.O.R.C.I.E.' / Wy się zaczęliście po streamie" w "Nie znam ich". No i oczywiście świetna geneza całej płyty - "Ja mówię deep hop, ty mówisz deep house / Jakaś p*** robi mi unfollow / K***, co my robimy tu ziom? / Deep hop polo". Najlepsza liryczna forma od czasów "Kurta Rolsona".

Parkietowe rytmy bez podpierania ściany. Uniwersalność Sir Micha poraża, bo ten całkiem sprytnie i co najważniejsze umiejętnie potrafi szybko przetransportować się z Miami do Atlanty, po czym wpada z wizytą na Podlasie w "Ja będę tańczył". A jak ma czas, to i do Moskwy z "Sukkami" czy "Allinką" zajrzy. "Disco Noir" to zabawa, której na szczęście daleko do banału i beatów klepanych na 120 BPM-ów, pozbawionych basu i przekombinowanych perkusji.

Ejtisowy klawisz świetnie rozpoczyna "Być jak wy" i wprowadza w taneczną część numeru. "Dziewczynie z klubu techno" daleko do tytułowego gatunku, bliżej do "Das Boot" U96, ale ciężko sobie wyobrazić lepszy podkład do historii kreowanej przez rapera. Że niby nudno? To zapraszam do "Jak zawsze", gdzie rytmiczną muzykę uzupełniają... jazzowe sample w najbardziej refleksyjnym momencie piosenki, oraz akordeon, który wieńczy to chore dzieło.

Są tu oczywiście momenty, których na trzeźwo nie da się przetrwać. "W ten dzień" bije nijakością, podobnie jak patetyczny ton "Się liczy hajs", w którym fortepian nie może dogadać się z dyskotekowym podkładem. "Nanananan (Dziupla 2.0)" mogłoby namieszać na listach Polo TV, a Tymek w "Być jak wy" zapisał się najmniej wymagającym featuringiem w polskim rapie. Podobno ktoś odnotował występ PlanaBe w "Disco Noir", ale z nim jest tak jak z jego zeszłoroczną "Modą" - jeśli komuś było dane usłyszeć, równie szybko o tym zapomniał.

"Disco Noir" miało polaryzować i udaje mu się to znakomicie. Tede i Sir Mich tutaj są już bez tak karykaturalnych numerów jak "Biełyje nosy", ale ciągle uskuteczniają ruski house, ekhm, deep hop polo, pod przykrywką hiphopowej ideologii. A przy tym dużo jest tu ich samych, dlatego "Disco Noir" sprawdza się nie tylko na srogo zakrapianych domówkach, gdzie najważniejszy jest dudniący beat, ale i w fotelu z drinkiem w ręku, który pomoże jeszcze lepiej zrozumieć "Allinkę".

Tede / Sir Mich "Disco Noir", Wielkie Joł

7/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tede | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje