Recenzja Tede & Sir Mich "NOJI?": Rap do Merola

Jak streścić swoją karierę w kilkudziesięciu minutach? TDF wie to doskonale.

Tede na okładce płyty "NOJI?"

Starzeć się z klasą nie jest łatwym zadaniem, a przecież nie każdy jest Borixonem. Można rapować cały czas o tym samym (oczywiście z przekazem, a jakże) dla czternastu osób i mieć pretensje do świata, że gimnazjaliści, studenci, pracownicy banków i prezesi firm mają gdzieś twórczość prosto z serca.

Reklama

Można również podążać za trendami, starać się je kreować (nawet w social media), nagrywać dużo kawałków i mieć problem z ich selekcją. Ta druga kategoria idealnie pasuje do Tedego. Do teraz, bo "NOJI?" powinno w końcu zamknąć usta największym krytykom.

Dużo było dziwnych wyborów, ale uczciwie trzeba przyznać, że gdyby udało się wybrać najlepsze i najciekawsze numery duetu od 2009 roku, na jeden, góra dwa longplaye, to dostalibyśmy konkretne klasyki. Płyty były strasznie nierównie i dopiero "Vanillahajs" pokazała, że da się zrobić mocny, migosowy album. Co z tego, skoro za chwilę był przyzwoity, aczkolwiek dłużący się "Keptn'", którego błędy naprawił świetny "Skrrrt". Spowolniona, kodeinowa wizja, była światełkiem w tunelu, ale dopiero "NOJI?" rzuca wyzwanie najlepszym dokonaniom Tedego.

Wydawać by się mogło, że irytujące są te ciągłe historyjki o fajnych butach ("AIRMAX98") i Mercedesach (boskie wersy "Ile tym masz? 16 lat? O.. / 19-9-2, W Stuttgarcie na taśmie stoi twój Mercedes-Benz / Właśnie taki jak ten, dokładnie to ten", "199II" oraz "Trzy klucze do trzech meroli / Zanim to tobie do głowy tu dotrze to czwarty oddałem Grzechowi" w tytułowym numerze), ale ilu młodych nawinęło ostatnio o tym z taką werwą w tym temacie? Nie każdy potrafi zrobić tak dobry follow-up do samego siebie, jak w "HOT18BANGLASZ", bezsensowny refren zamienić w hooka ("WJNWJ"), a z absurdu zrobić banger ("ŻELIPAPĄ"). Jest dobrze, TDF jest w wysokiej formie i mimo, że czasami zdarzają się pojedyncze, niezrozumiałe linijki, to "NOJI?" pod tym względem nie notuje większych wpadek.

Z produkcjami Sir Micha jest trochę jak z wersem w fantastycznej "HEJCE" - "Czuję, że przy Tobie mam życie, potrzebuję ciebie jak skrzypiec futerał (eej!)". Tede nie mógł lepiej trafić, czuć chemię, producent rządzi i miesza imprezowe produkcje, z miękkimi, ślicznymi podkładami. Jest przebojowo ("SINUSOIDALNE TENDENCJE"), nostalgicznie ("FILOZOFIA WNDB"), narkotycznie ("DRUGBOX").

Nawet ci, którzy tęsknią za starym TDF-em, powinni być zadowoleni z doskonałego "AMSTERDAMU", więc przy okazji może zerkną na okładkę, która zdradza esencję "NOJI?". Cały Tede, który wraz z Sir Michem, na przestrzeni jednej płyty zrobił swoją nową wizytówkę. Z kilkoma wybitnymi wersami, niewielką liczbą wypełniaczy ("STADNINA"...) i bez słabych beatów. W ciągu 44 minut, dzieje się tu o wiele więcej niż u kilku weteranów przez całą karierę. Zasłużyłeś na tego Rolls-Royce'a.

Tede & Sir Mich "NOJI?", Wielkie Joł

8/10

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Tede | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje