Reklama

Shawn Mendes "Wonder": W Krainie Czarów [RECENZJA]

"Masz milion różnych twarzy, ale ludzie nigdy cię nie zrozumieją, jeśli nie pozwolisz im się do siebie zbliżyć. Byłeś w milionie różnych miejsc, więc chyba skorzystam z szansy, żeby zagubić się w Krainie Czarów" - taki wstęp szykuje nam Shawn Mendes na swojej najnowszej płycie "Wonder".

Shawn Mendes na okładce płyty "Wonder"

Kolejne trzynaście piosenek na albumie młodego gwiazdora to rzeczywiście ciekawa przeprawa. Przyzwyczajona do jego poprzednich wydawnictw pełnych hitów, mogę powiedzieć, że to najbardziej interesujący z jego albumów, co wcale nie oznacza, że najlepszy.

Reklama

O "Wonder" było głośno jeszcze na długo przed premierą. Machina promocyjna wystartowała dosyć wcześnie, głównie za sprawą dokumentalnego filmu "In Wonder", który pojawił się na Netflixie. W filmie (swoją drogą dosyć patetycznym jeśli weźmie się pod uwagę, że Mendes obecnie ma zaledwie 22 lata) widzimy zmagania Shawna z samym sobą - cały czas chce być lepszym artystą i lepszym człowiekiem. Dosyć naiwnie stwierdził, że znalazł receptę na wszelkie bolączki... czyli miłość.

"Wonder" można porównać właśnie do procesu zakochiwania się. Kiedy Shawn próbuje wyobrazić sobie, jak by to było, gdyby jego ukochana odwzajemniła jego uczucia, rozsadza go energia, jak w tytułowym kawałku. Kiedy jest zrezygnowany, pojawia się "Song for No One" (posłuchaj!), niczym beatlesowe "Hey Jude", utwór dodający otuchy. Są piękne harmonie, jak w "Dream" (posłuchaj!), które automatycznie kojarzy się z Beach Boys.

"Wonder" to także momenty zaskoczenia. Mowa tutaj chociażby o elementach disco w "Piece of You" (sprawdź!), czy niesamowitym "Teach Me How to Love" (posłuchaj!) z Andersonem .Paakiem na bębnach. W sytuacjach, w których Mendes sam nie do końca potrafi się jeszcze odnaleźć, dostajemy "Call My Friends" (posłuchaj!) czy "Always Been You", opisujące nowe wyzwania w jego życiu, a jednocześnie różniące się diametralnie od wszystkich pozycji w muzycznym katalogu artysty.

Oczywiście, nie można tu pominąć długo wyczekiwanego duetu z Justinem Bieberem. "Monster" to jednak kawałek, który zupełnie niczym się nie wyróżnia i gdyby nie tekst, który pasuje do całej konwencji płyty, równie dobrze mógłby po prostu nie istnieć.

"Wonder" to rzeczywiście wycieczka po Krainie Czarów, ale przede wszystkim dla samego Mendesa. Dla nas, słuchaczy, jest to podróż, którą już kiedyś odbyliśmy. Nie zmienia to faktu, że dla 22-latka z Kanady, który w kilka lat podbił serca milionów, jest to etap wkraczania w kolejny rozdział swojego życia. Rozpoczęły się dla niego ekscytujące poszukiwania siebie - jeśli dobrze mu pójdzie, "Wonder" będzie za kilka lat określane jako przełom w jego karierze.

Shawn Mendes "Wonder", Universal Music Polska

7/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Shawn Mendes | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje