Reklama

Sebastian Bach "Give 'Em Hell": Kupcie sobie pudla (recenzja)

Nie lubię pudli. Mają absurdalne fryzury. I szczekają strasznie wysokim timbrem. W życiu bym sobie pudla nie kupił. Więcej - za darmo bym nie wziął. A tu nagle zaskoczenie - pudla imieniem Sebastian Bach kupuję bez chwili wahania.

Moda na hair/pudel metal wraca. Przynajmniej poza granicami naszego kraju. W Stanach nowych projektów, które udają, że grały na Sunset Strip pod koniec lat 80. jest całe zatrzęsienie. Połowa rockowych bandów ze Skandynawii też przeprosiła się z konturówką. A termin "sleaze" poza określeniem kogoś o wyjątkowo niskich moralnych standardach, jest również zrozumiały jako nazwa konkretnego gatunku muzycznego. Mówiąc offtopowo, lepsze to, niż nazywanie obrzydliwców spod znaku W.A.S.P., Poison, czy Mötley Crüe zespołami neo-glamowymi. Nie w tym jednak rzecz. Rzecz w tym, że słuchanie facetów z trwałą, którzy śpiewają wyżej niż wasza matka znowu przestało być synonimem absolutnego obciachu. I dobrze.

Reklama

Na tej fali nowy album Bacha surfuje znakomicie. Line-up obfituje w gości. I to nie byle jakich, bo na albumie udzielają się Duff McKagan (Guns N' Roses, Velvet Revolver), John5 (David Lee Roth, Marilyn Manson, Rob Zombie), Devin Bronson (Avril Lavigne, Pink, Demi Lovato), Steve Stevens (Michael Jackson, Billy Idol) oraz Bobby Jarzombek, który bębnił u Halforda, czy w Iced Earth. Z takimi kolegami można było nagrać naprawdę mocny album. I Sebastian Bach szansę wykorzystał znakomicie.

Po pierwsze: słychać, że album z jednej strony nie wstydzi się wzorców sprzed dwóch dekad, a z drugiej nie topi się w sentymencie. Jest wyprodukowany całkiem współcześnie i w odróżnieniu od wielu płyt z tej półki nie kaleczy uszu, ani nie przywodzi na myśl czasów, kiedy szczytem jakości dźwięku było to, co leciało z kasetowego Soniaka. Dwa, że - znów rzadka rzecz na scenie - Bach z kumplami nagrali naprawdę, naprawdę dobry materiał. Otwarcie w postaci "Hell Inside My Head" dosłownie urywa łeb. Perkusyjna galopada, mocne, a jednocześnie pełne polotu, dynamiczne riffy, bardzo dobra forma wokalna. Latka lecą, Bach nadal jednak potrafi swobodnie przemieszczać się między drapieżnym tenorem, a rejestrami tak wysokimi, że gdyby były choć odrobinę wyższe, słyszałyby je tylko psy. Dowodem tego fantastyczny, niesamowicie klimatyczny numer "Pushed Away", mój faworyt na płycie, w którym Bach ściga się z Hansenem, Halfordem, czy Dirkschneiderem. I nie wącha pyłu. Bynajmniej. Choć na szczęście takie partie nie dominują całego albumu, jak zdarzało się na jego poprzednich płytach.

Mielizny są, a owszem. Poniżej oczekiwań wypada brzmiące jakoś pop-punkowo "Harmony", nędzna power balladka "Had Enough", czy choćby toporne "Temptation" z wyjątkowo infantylnym tekstem. Na szczęście rzeczonych mielizn nie jest tak znowu wiele. Wysoki poziom trzymają "Dominator" z judasowskimi riffami, ładny refren w "Gun to a Knife Fight", czy miażdżące czerep "Taking Back Tomorrow". Ciężar, gęstość, dudnienie basu nie odbierają jednak płycie przestrzeni - tej jest całkiem sporo. Więcej niż na poprzednich solówkach Bacha. Wszystko to sprawia, że "Give 'Em Hell" słucha się bardzo bezkolizyjnie i z niekłamaną przyjemnością. Gdyby jeszcze wyrzucić z niej dwa-trzy niepotrzebne kawałki, mielibyśmy piękny hardrockowo-heavymetalowy album. Pokuszę się o stwierdzenie, że najlepszy w karierze byłego wokalisty Skid Row.

Broadwayowskie eskapady Bacha, niekoniecznie trafione ficzeringi, flirt z filmem - wszystko to niepokoiło, bo pachniało tradycyjną dolą podstarzałych hair metalowców, którzy nagrywają byle co, piszą łzawe biografie, udając że żałują chlania, ćpania i d...a, których przecież tak naprawdę nie żałują wcale. "Give 'Em Hell" to jednak dowód, że nie było się o co martwić. Bach jest w mocarnej formie i wszystko jest tak, jak być powinno. Włącznie z okładką. Tragiczną, żenującą i ohydną. Czyli dokładnie taką, jak trzeba. Brawo.

Sebastian Bach "Give 'Em Hell", Frontiers/Mystic

7/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Bach | Hell | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje