Reklama

Reklama

Patrick The Pan "Miło wszystko": Nam też jest miło [RECENZJA]

Patrick the Pan zmienił swoje życie nie do poznania – na lepsze. W jasnym sposób wpłynęło to na jego twórczość – na lepsze.

Patrick The Pan na okładce "Miło wszystko"

Zgaduję, że gdyby nie pandemia, płytę tę usłyszelibyśmy dużo później. Patrick the Pan - wbrew pseudonimowi mający tak naprawdę na imię Piotr - znaczną część swojej siły artystycznej przełożył na bycie częścią składu koncertowego Dawida Podsiadły. Jeszcze tuż przed pandemią jego głównym zajęciem było podróżowanie w ramach trasy "Leśna muzyka", na której prezentowano aranżacje utworów z "Małomiasteczkowego" na instrumenty akustyczne.

To, że tak rozpocząłem, nie jest przypadkiem. "Miło wszystko" w dość oczywisty sposób wpisuje się w kanon tej alternatywy głównego nurtu, która tak naprawdę stała się dominującym kierunkiem wśród wszystkich, którzy chcą poświęcić muzyce nieco więcej czasu niż włączenie radia przy robieniu śniadania. Tak więc - w dużym skrócie - otrzymujemy zgrabnie napisane utwory z tekstami, w których wersy spełniają nieco większe zadanie niż zapewnienie wokaliście słów do wyśpiewania.

Reklama

A w mniejszym skrócie? Ten, kto kojarzy dotychczasową twórczość Patricka zdziwi się z pewnością, jak ciepła w brzmieniu jest to płyta. Dużo mniej tu melancholii, smutku, więcej za to stawiania na wyraziste melodie i przebojowość oraz... nadzieję. Słychać to już w singlowym "Porozmawiajmy o emocjach", który może i mówi o rozpadającym się związku, w którym "brak szans na lepszych nas". Ale jednocześnie słychać ewidentną chęć naprawy, wszak "nie wystarczy byle jak". A przy okazji otrzymujemy wkręcającą się melodię oraz refren, który z trudem opuszcza głowę z charakterystycznym "oo-oo-o" będącym subtelnym tropem kierującym ku ejtisowym zespołom disco.

"Nie chcę psa" to również utwór o rozpadającym się związku, ale rozwiązany na oryginalny sposób. Pojawia się tu adoptowany przez bohaterów utworu tytułowy pies, który w pewnym momencie krąży między dwoma pokojami, aby "szukać resztek nas", aż w końcu podróżuje między dwoma mieszkaniami niczym dziecko rodziców po rozwodzie.

Patrick the Pan okazuje tu swoja skłonność do konceptów, które nie prezentują się może efektownie na papierze, ale pokazują ciekawą narrację, która jest precyzyjnie prowadzona od początku do końca. Trochę tutaj tego klimatu ze starszych płyt Nosowskiej, trochę z Artura Rojka, pewien sznyt pozwalający użyć słowa "poezja" bez cienia zażenowania, nawet jeżeli przy pierwszym kontakcie niekoniecznie każdy się z tym zgodzi.

Zazwyczaj bowiem są to teksty proste, oszczędne w słowa, pełne rymów męskich, a jednocześnie skrywające w sobie naprawdę ciekawe zbitki pokroju "Źle podpowiada mi Google Maps/mój dom to już nie tam" czy "Wszyscy wszystko wszędzie źle/Mierzymy za nisko i osiągamy cel". Ale mimo kilku gorzkich momentów, mamy tu też sporo treści pozytywnych - zresztą, w porównaniu do poprzednich krążków Patrick the Pan musiał się zdefiniować na nowo, gdyż sam w "Toronto" śpiewa "Nie umiem tworzyć, kiedy nie jest źle/A źle już nie mieszka tu".

A coś o muzyce? "Trochę mniej" to taka zaginiona kompozycja z czasów polskiego synthpopu lat 80., którą postanowiono uwspółcześnić po latach kurzenia się w szafie. Ba, kiedy Piotr przechodzi w ostatnim refrenie na falset, skojarzenia z Papa Dance są niemal odruchowe. Takie "Toronto" opiera się przede wszystkim na dźwiękach fortepianu, podbitego ambientowymi padami, ale udało się wpiąć w całość zaskakująco dużo słońca. W "Dzień dobry Pani" mamy dużo zabawy samplami wokalnymi i elektroniką, przy czym mix sprawia, że eksperymenty te wydają się mało ekspansywne. A przy tak ciepłym, matowym brzmieniu, w którym czuć analogowego ducha, łatwo byłoby to zepsuć jakimś plastikiem. Klasa. 

Gość wokalny, poza chórkami, pojawia się wyłącznie jeden: Meek, Oh Why?, którego rapu w "Zmianach" słucha się przyjemnie z uwagi na barwę głosu i rzucenie zwrotek bez specjalnego ciśnienia w głosie. Z drugiej strony, wciąż mamy do czynienia z twórcą, którego styl nie stoi wciąż w pełni na własnych nogach. I prawda jest taka, że z tym gadanym flow i wersach pokroju "Nie rozmawiam z nikim/no bo nawet księżyc mówi, że ma dość tych westchnień" rzadko był aż tak blisko starego Taco Hemingwaya jak zdarzyło mu się w tym występie gościnnym.  

"Miło wszystko" to bardzo udany krążek, wyraźnie będący nowym początkiem w karierze Patricka. To pozycja bardziej popowa, przebojowa, dużo przystępniejsza i cechująca się większą dawką optymizmu, a przy okazji wysoką jakością wykonania. Miło słuchać takich albumów, a jeszcze milej jakby płyta okazała się trampoliną do większej rozpoznawalności. Tego też życzę gospodarzowi "Miło wszystko".

Patrick the Pan, "Miło wszystko", Agora

8/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Patrick The Pan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje