Reklama

Gutek "Stan rzeczy": Kup ojcu, włącz sobie [RECENZJA]

Co wyjdzie, jeśli dodasz reggae, rocka, elektronikę i trochę swingu? A to już zależy, kto dodaje. Gutka akurat nie należy pytać, czy wynik się zgadza. No chyba, że lubimy pytania retoryczne.

Okładka płyty "Stan rzeczy" Gutka

Kiedy jesteś czwarty dzień na festiwalu w Ostródzie, nawet zęby myjesz i łyżką w zupie poruszasz w specyficznym rytmie reggae. Niewiele robi na tobie wrażenie. Ale wtedy, a był to rok 2018, Gutek wyszedłszy na scenę jak najbardziej je zrobił. Jest w jego głosie cała ta słodycz, żarliwość i prostolinijność jamajskiej muzyki, jest też jednak poczucie obcowania z szefem, który zaśpiewa na luzie wszystko, co zechce, wyciągnie górki, a gdy tylko zejdzie z wokalem niżej i dobędzie go mocniej, publiczność od razu ma w garści.

Reklama

To był festiwal, więc artysta wykonał parę swoich klasyków, ukradł też show reszcie kolegów z "Tribute to Alibabki", jednak zapamiętałem przede wszystkim nowe utwory, na przykład "Króla złotego". I tak jak gutkowe, tworzone z Banachem Indios Bravos szanowałem z bezpiecznej odległości, tak na solówkę czekałem. Wyszło na to, że aż do wiosny 2021 roku.

Jest i w sumie wiadomo, dlaczego to tyle trwało. Artysta sam stworzył teksty i kompozycje. Nagrywał już z wieloma zdolnymi, sprawdzonymi na żywo ludźmi, ale też zaprezentowane cyzelowanie brzmienia, dbałość o ogrom aranżacyjnych detali musiała zabrać mnóstwo czasu.

Weźmy singlowe "Ogniwa" - niby to chlaśnięte rockiem, radiowe reggae o tym, że "świat stanął na głowie" i że "zapłonie ogień" (nie ma pewności), ale jest jeszcze druga, dubowa połowa kawałka, gdzie łowcy smaczków znajdą pole do popisu, zaś tzw. "zwykły słuchacz" może się zaniepokoić, że jest mu za dziwnie.

A "Co noc"? To muzyczny kameleon. Gitara akustyczna prowadzi zwrotkę do wodewilowego refrenu, później mamy solo gitary elektrycznej, pianino w mini-dialogu z dęciakiem. Bodźców aż za dużo, odrywają od tekstu, który z perspektywy mężczyzny (nie chłopca) opowie o miłości. Za mało jest takiego pisania.

Piotr Gutkowski nie zapomniał o muzycznej macierzy. "Ogniwa" jedno, "Król złoty" (ta organiczna sekcja rytmiczna!) drugie i to w żadnym razie nie koniec. "Góra dół" jest "regałowe", umie przyspieszyć do ska, a ta często zarzucana polskiej jamajszczyźnie naiwność wkrada się w rymowankowy, nadto upraszczający rzeczywistość tekst. Nic to, melodia rekompensuje.

Sprawdź piosenkę "Król złoty" w serwisie Teksciory.pl

"Nie mam" wjeżdża z rocksteady i pokazuje to, co najbardziej w odbiorze płyty może przeszkadzać. Jej tak zwany "rockowy pazur" to pazurzysko, krogulczy szpon, któremu w 2021 przydałoby się trochę pilniczka i lakieru, choć Wiesław Weiss zapewne uważa inaczej. Klawisz jest za to nienachalny i precyzyjny. 

To nie jest płyta dla ostródzkich załogantów. Zbyt wiele wyprowadzi ich poza strefę komfortu. Tu nie ma dwóch takich samych piosenek. I właściwie nie ma piosenek słabych. Najwyżej są te mocno klimatycznie odstające jak zimny, pofiltrowany "Stan rzeczy" z gitarową ścianą, specyficznie orientalizującymi wokalami i stojącym jak kat nad dobrą duszą, podsuniętym przez wytwórnię porównaniem do Nirvany. Memogenne odniesienie bym wyrzucił, sam utwór zostawił na inną płytę. Jak już wiosło ma zacinać, to jak w "Ratunkowym kole", w towarzystwie pięknie uwydatnionego basu i równo tłukącej (do refrenu), zaszumionej perkusji.

Ale już inny eksperyment, "Wschodni wiatr", zatrzymywałbym za wszelką cenę. Z jednej strony przed oczami stają mi The Roots z Cody Chesnuttem, z drugiej - mignie za szybą fragment postrockowego krajobrazu, zaś z okolic trzeciej minuty można by wysamplować ładne interludium na płytę dub techno. Brawo za mnogość pomysłów. Za to, że taneczne "Dobrze wiem co czujesz" zwalnia na refren, nie boi się ani porządnego groove'u, ani elektronicznego wykończenia, ani finiszu, w którym od trapowego niemal zejścia do riffowania zaledwie chwila. Takiego ja "Ty tam ja tu" słucham dlatego, że stoicyzm tekstu koresponduje z matowością brzmienia, ale przede wszystkim dla refrenu z tym wspierającym wokalem pod spodem i tremolo na końcu.

Nie wątpię, że część słuchaczy nie odlepi sobie od Gutka naklejki z napisem "polskie rege", inni będą sarkać na sypiące się z przesterów próchno (to cytat z jednej z moich rozmów o płycie), ale Gutek jest po czterdziestce, większą część artystycznego życia spędził u boku Piotra Banacha w Indios Bravos i nie ma najmniejszego powodu, by udawać, że było inaczej i rzucić się przekonywać do siebie fanów, dajmy na to, Coals. Jest sobą, rozgląda się na boki, pisze naprawdę dobre piosenki i dopina je z zespołem na ostatni guzik. To, kto będzie tego słuchał i czy aby nie weźmie dojrzałości za przejrzałość, to nie jest jego problem.

Gutek "Stan rzeczy", Mystic Production

8/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gutek | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje