Reklama

Reklama

donGURALesko "Mowa ciemna": Sens w bezsensie [RECENZJA]

Muzyka produkowana taśmowo. Domena nowych raperów? A skąd, weterani też harują na kolejne cyferki na kontach, co doskonale widać w (po)pandemicznym okresie u tych, którzy bardzo mocno uaktywnili się na wydawniczym poletku. Jednym wychodzi lepiej, innym gorzej, więc jak jest z Guralem?

Muzyka produkowana taśmowo. Domena nowych raperów? A skąd, weterani też harują na kolejne cyferki na kontach, co doskonale widać w (po)pandemicznym okresie u tych, którzy bardzo mocno uaktywnili się na wydawniczym poletku. Jednym wychodzi lepiej, innym gorzej, więc jak jest z Guralem?
Okładka płyty "Mowa ciemna" donGURALesko /

Donguralesko to jeden z większych pewniaków na naszej scenie. Nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a bangery oparte na rymowanym słowotoku zawsze dobrze się sprawdzały. Gorzej było, kiedy poznański raper za bardzo odpływał w filozoficzno-artystyczne rejony. Na szczęście ostatnio czasu na przemyślenia było niewiele, bo takiej liczby płyt, jaką wydał Gural od 2020 roku to niektórzy nie mają w swojej dyskografii.

Niemniej w tym nawale znalazły się dobre produkcje: "Dziadzior", "Utwory rapowane, których można słuchać w domu, w aucie albo w jakimś innym miejscu" i przede wszystkim "Vrony & Pro-tony" to najczystszej wody hip hop, który przypomina pierwsze produkcje rapera. A jak sobie radzi Gural na "Mowie ciemnej"? Ekhm, powtórka z rozrywki to mało powiedziane.

Reklama

Nowy album to ponownie uśmiech w stronę bardziej osiedlowych klimatów i numerów, które testują jakość i moc sprzętów audio. Donguralesko pisiorom w pas się nie kłania, poprawia oksy dziadoksy, nagrywa z prawdziwymi hip-hop heads jak Ero i zbiera na jednej płycie zarówno Tedego, jak i Peję. Swoim skillem ściga się z VNM-em, oddaje trochę pola do popisu młodszym, jak Floral Bugs i Miły ATZ, którzy nadają "Mowie ciemnej" trochę świeżości. Poza tym jest tu zwyczajnie guralowo: trochę sensu w bezsensie, rym dla rymu, przewózka w niepodrabialnym stylu i znakomita robota DJ-ów, zwłaszcza w "Potopie", w którym DJ Soina idealnie dobrał cuty z Guziora.

"Mowa ciemna" to Gural w pigułce - gadki chore, podwójne rymy - podwójne dno, genialne flow. On ciągle gra po swojemu, we własnej lidze, jednak przy takiej częstotliwości nowych, często bardzo podobnych do siebie materiałów, nuda zwyczajnie bierze górę. Tam, gdzie trzeba Gural wjeżdża cały na biało, ewentualnie przebrany za Gargamela, i nic sobie z tego nie robi - "Wchodzę taranem, baranem, Las Vegas Paranem / Tego gówna nie zatrzymasz stoperanem / Gruby lot, niczym z panem kormoranem / Zakończony lądowaniem pod kranem nad ranem". Stylistyka raczej znana, prawda?

Nie spodziewajcie się nieoczekiwanych zwrotów akcji - między kolejnymi przechwałkami a ławkowymi rozkminkami i ulicznymi mądrościami znalazło się też miejsce na ważne tematy ("M.B.U." z dosadnym "Niech grodzi nas od obcych żyletkowy drut / Nadchodzi siła i duma / Wiara w polski cud"), jednak z dala od rapowej interpretacji Harariego. W innym miejscu - konkretnie w niezłym "Trudno wierzyć w coś" - wersy pokroju "Zapyta Bóg w swym niebie / Jak Raz, Dwa, Trzy / Co dałem mu od siebie? / Trudno nie wierzyć w nic" dodają odrobinę powagi całości.

W tym całym nadmiarze luksusowego pustosłowia i kilku refleksji na mocniejsze tematy jak zwykle obronną ręką wychodzą podkłady, które wyszły spod rąk Magiery, The Returners, Cehy, Tailor Cuta i Jamesa Wantany. Jest tu klasyczny hołd dla najtis w postaci tytułowego numeru, "Potopu" i "Pół jawy". Znalazło się też miejsce dla nowych form bez purpurowych naleciałości jak "Twarzy na wynajem", "Bomb" i "M.B.U.". "W imię zasad" i "STILO" uderzają basem od dołu, a urozmaiceniem całości jest egzotyczne zacięcie w postaci "La vida loca". I z muzyką jest trochę jak z rapowaniem gospodarza: niby nic nowego, słyszane dziesiątki razy, jednak można mieć do tego trochę słabości, nawet kiedy samplowanie deszczu zdarza się tutaj więcej niż raz.

"Mowa ciemna" jest solidnym kawałkiem rasowego hip-hopu, rapu bez trzymanki ("Płatki jem na śniadanie / A potem dz*** spuszczam lanie / w imię ojca, dziada, amen")  i treści, której czasami trzeba się doszukać. Ciężko o opadającą szczękę, równie dobrze można byłoby wymieszać utwory z poprzednich płyt z tymi nowymi i nie byłoby żadnej różnicy. Tylko i aż tyle, czysta powtórka z rozrywki. Nie lubisz, nie kumasz? To unfollow.

Donguralesko "Mowa ciemna", Shpady

6/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL