Reklama

Amy Winehouse: Ojciec o córce

"W sobotę, 23 lipca 2011 roku, moja ukochana córeczka odeszła na zawsze" - tak kończy się książka "Amy. Moja córka" autorstwa Mitcha Winehouse'a, ojca wokalistki. Poniżej - tylko u nas - możecie przeczytać fragmenty tej opowieści.

Przytul mnie, tato

Reklama

Przez następnych kilka dni wielu internautów zamieściło na serwisie Twitter oskarżenia pod moim adresem za występ Amy w Belgradzie. "Jak mogłeś dopuścić, by wyszła na scenę w takim stanie?" - pytali fani. "Mogłeś przewidzieć, że tak właśnie się stanie".

Nikt nie wiedział, co działo się z Amy w ostatnim czasie. Nikt nie wiedział, że przez kilka tygodni przed występem w Belgradzie nie tknęła ani kropli alkoholu. Ludzie nie wiedzieli też, jak ważnym elementem procesu zdrowienia była dla niej muzyka. Wiele osób winiło mnie. Inni odpowiedzialność zrzucali na menadżerów, ale ja wiedziałem, że Raye nic tu nie zawinił. Amy sama bardzo chciała odbyć tę trasę, więc wszystkie te komentarze były dla nas wyjątkowo bolesne.

20 czerwca, dwa dni po koncercie w Belgradzie, Reg poleciał do Stambułu spotkać się z Amy. W jego obecności od razu odżyła - uspokoiła się i znowu była w stanie racjonalnie myśleć o przyszłości. Nie chciała więcej występować, póki nie upora się z atakami panicznej tremy. Uznała, że woli poświęcić się pracy w studiu nad materiałem do nowej płyty, która ciągle była w proszku. Wiedziałem, że album "Back to Black" zmaterializował się dopiero, gdy Amy uznała, że ma spójną całość opartą na brzmieniu jej ukochanych kobiecych zespołów z lat 60. Chyba już nigdy nie udało jej się odnaleźć tak silnej inspiracji, by połączyć w całość pomysły na kolejną płytę.

Amy wróciła do domu 22 czerwca i wyglądała dużo lepiej. Starałem się nie poruszać drażliwego tematu, ale to ona pierwsza nawiązała do występu w Belgradzie. Powiedziała mi, że była sobą strasznie rozczarowana, gdy wreszcie wytrzeźwiała. Było jej przykro, że picie wyrządza jej samej, jej rodzinie i Regowi tak dużą krzywdę. Miała koszmarne wyrzuty sumienia, że wszystkich zawiodła. Wtedy też opowiedziała mi o tremie. Od początku nie czuła się na siłach zagrać tej trasy, a na kilka godzin przed tym pierwszym koncertem dosłownie trzęsła się z przerażenia. Pomyślała, że kilka drinków ją rozluźni, ale tak się nie stało, więc piła dalej.

- Piłam i myślałam, jak bardzo tego nienawidzę. Naprawdę, tato, myślałam o tym, że chcę z tym skończyć. Nie chcę już nigdy więcej przez to przechodzić. Za każdym razem zdarza się coś niefajnego. Wierzysz mi, prawda?

- Oczywiście, że tak - powiedziałem. - Ale je nie potrafię temu zapobiec. Zawsze gdzieś w zasięgu ręki będzie alkohol i zawsze będą się powtarzać sytuacje, kiedy będziesz miała ochotę po niego sięgnąć. Sama musisz znaleźć w sobie siłę, by się wtedy powstrzymać.

Ja mogłem jedynie ją wspierać. Wiedziałem, że nie cierpiała tego powtarzającego się cyklu, ale zarazem nie miałem pojęcia, kiedy znowu sięgnie po kieliszek.

To był dziwny dzień. Spędziłem z Amy godzinę, może dwie. Po rozmowie na temat Belgradu wpadła w bardzo refleksyjny nastrój. Mówiła dużo o mojej mamie, co zdarzało jej się często, więc mnie nie zdziwiło. Potem natomiast, co było dziwne, zaproponowała, żebyśmy obejrzeli jej nagrania na YouTube z występów na żywo.

- Myślisz, że jestem dobra, tato? - spytała po chwili oglądania.

- Pewnie, że tak. Przecież wiesz o tym.

Następnie spytała:

- Myślisz, że jestem ładna?

- Myślę, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie, ale pytasz niewłaściwą osobę. Jestem twoim ojcem.

O ile mi wiadomo, nigdy wcześniej nie patrzyła na siebie w ten sposób. Nigdy nie oglądała się za siebie. To był chyba pierwszy raz, kiedy tak wnikliwie przyglądała się samej sobie. Nie chodziło do końca o jej image - wiedziałem, że z tym miewała już wcześniej problemy, z których chyba wyrosła. Tym razem to była chłodna analiza jej własnych występów scenicznych i poszukiwanie tego elementu, który ją wyróżniał.

- Przytul mnie, tato - poprosiła i przez następną godzinę siedzieliśmy tak obok siebie, a ja trzymałem ją w ramionach. To była cudowna, wyjątkowa chwila, choć wtedy nie przywiązywałem do niej tak wielkiej wagi. Można by łatwo pomyśleć, że Amy coś przeczuwała, ale nie wierzę w takie rzeczy. Dla mnie to był po prostu niezwykły moment.

Na drugi dzień znowu widziałem się z Amy. Rozmawialiśmy głównie o pracy, która czekała ją jeszcze w związku z nową płytą. Niepostrzeżenie rozejrzałem się po domu w poszukiwaniu alkoholu, ale niczego nie znalazłem. Przez kolejnych kilka tygodni widywaliśmy się prawie codziennie albo przynajmniej rozmawialiśmy przez telefon. Stopniowo z tych rozmów znikało słowo "alkohol" i cieszyłem się, że na razie Amy udaje się zachować trzeźwość.

W niedzielę, 10 lipca, spędziliśmy cudowny dzień w domu przy Camden Square - ja, Amy i Jane. Zjedliśmy lunch, a potem siedzieliśmy, rozmawiając i słuchając muzyki. W poprzednim tygodniu Amy zupełnie bez przygotowania wystąpiła w jednym z miejscowych pubów w roli DJ-a i była szalenie dumna ze swojej kolekcji płyt. To była bardzo przyjemna, normalna, rodzinna niedziela.

Następnego dnia Amy zadzwoniła, że wybiera się do jednego z barów w Camden pograć w bilard. Zaniepokoiło mnie to, bo dla mnie obraz Amy grającej w bilard w barze był synonimem picia. Zadzwoniłem do Andrew z prośbą, by dał mi znać, gdyby Amy coś wypiła. Gdy tylko Amy i Andrew przyszli do baru, Amy podeszła do barmana i zapowiedziała:

- Pod żadnym pozorem nie sprzedawaj mi dziś alkoholu.

Tego wieczoru mój wpis do dziennika wyglądał następująco: "Jestem szalenie dumny z Amy. To bardzo pozytywny znak".

14 lipca znowu spędziliśmy razem. Amy buszowała w internecie i znalazła kilka tanecznych przeróbek "Please Be Kind" - jednej z piosenek z mojej płyty. Słuchaliśmy ich razem, a Amy uznała, że są całkiem niezłe, i żartowała:

- Wiesz co, tato, następnym razem wezmę je ze sobą do klubu jako DJ i ani się obejrzysz, trafię z tym na szczyty list przebojów dance.

- Więc masz zamiar robić to regularnie? Mam nadzieję, że ci za to płacą - zażartowałem.

- A tam, cicho bądź! Ja to kocham, tato. Czuję, że tu w Camden mogę robić, co tylko chcę. To miejsce jest dla mnie jak plac zabaw. A jak mi się znudzi, mogę wrócić do domu, gdzie jest cicho i spokojnie, i gdzie czuję się bezpiecznie.

22 lipca wylatywałem do Nowego Jorku zagrać kilka koncertów, więc dzień wcześniej wstąpiłem na Camden Square, żeby się pożegnać. To wtedy pokazała mi zdjęcia, które odnalazła. Powiedziała, że wieczorem wybiera się do Roundhouse w Camden, na występ Dionne w ramach festiwalu iTunes. Poprosiłem, by przekazała Dionne, że trzymam za nią kciuki. Gdy rozmawialiśmy na drugi dzień, mówiła, że świetnie się bawiła - Dionne zaprosiła ją na scenę i tańczyła, podczas gdy Dionne śpiewała.

Niestety był to ostatni publiczny występ Amy.

W sobotę, 23 lipca 2011 roku, moja ukochana córeczka odeszła na zawsze.

-----

Książka "Amy. Moja córka" ukazała się nakładem wydawnictwa SQN

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Amy Winehouse | Amy Winehouse nie żyje | Mitch Winehouse | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje