Reklama

Reklama

Ulewny Obscene Extreme

W niedziele, 13 lipca, we wczesnych godzinach rannych dobiegła końca jubileuszowa, X edycja czeskiego Obscene Extreme Festival.

Choć Obscene Extreme stał w tym roku pod znakiem nieubłaganie padającego deszczu i błota, w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło to kilku tysiącom fanów w świętowaniu 10. rocznicy bodaj najważniejszego grindowego festiwalu w Europie.

Organizatorzy jak zwykle dali możliwość zaprezentowania się wielu podziemnym zespołom z niemal całej Europy, a także USA czy Australii.

Pierwszego dnia, w czwartek, 10 lipca, jak stało się to już tradycją, mogliśmy zobaczyć podpisy didżejów oraz "Kabaret Dziwolągów" artystycznej trupy Hell. Niespodzianką był za to akustyczny występ amerykańskiej formacji Macabre. Biesiadny show minstreli grindu wypadł wyjątkowo osobliwie. Był to zresztą pierwszy tego typu koncert w historii grupy słynącej z zamiłowania do opowieści o cieszących się złą sławą, seryjnych zabójcach ze Stanów.

Reklama

Prawdziwa zabawa zaczęła się jednak w piątek, 11 lipca. Ze sporym aplauzem spotkał się koncert m.in. niemieckiego Cock And Ball Torture, których "polka grind" zmuszał wręcz do ruchu. Potwornie przesterowanemu, niskiemu brzmieniu niemieckiego tria oraz równie odczłowieczonym wokalom - będącym nie od dziś ich znakiem rozpoznawczym - trudno było się oprzeć.

Nie gorzej poradziła sobie tego wieczoru szwedzka formacja Regurgitate, ciesząca się dużym uznaniem wśród zwolenników grindcore'a, oraz legendarna grupa Agathocles. Weteranów grindu z Belgii długo nie chciano puścić ze sceny. Może dlatego, że koncert załogi popularnego Jana AG okazał się być zbyt krótki?

Nie można też nie wspomnieć o Malignant Tumour z Ostrawy. Przy dźwiękach ich "motörycznego" grindu nikt nie stał w miejscu. Rewelacyjny koncert z rock'n'rollem w tle.

Już po północy na deskach amfiteatru "Na Bojisti" pojawił się szwedzki Demonical (powstały na gruzach Centinex), którego tradycyjny, rodzimy death metal z pewnością przypadł do gustu fanom klasycznej, szwedzkiej sceny deathmetalowej.

Nikt nie myślał jednak o spaniu, gdyż mimo rzęsiście padającego deszczu i późnej pory, po raz kolejny na scenie w przygranicznym Trutnowie miał się pojawić czeski Isacaarum. Pełen obscenicznego wyrazu i niebywale żywiołowy koncert Czechów potwierdził tylko ich wysoką pozycję nie tylko na krajowym podwórku. Piekielna szybkość, doskonałe przygotowany show, śmiertelny repertuar - te dźwięki rezonowały jeszcze w namiotach.

Warto dodać, że tego dnia wystąpił również jeden z dwu polskich reprezentantów - wrocławski Ass To Mouth. Ekspresja jak z najlepszych dokonań Napalm Death, nieco amerykański sznyt i pulsujący gdzieniegdzie groove. Mogliśmy być dumni. Zresztą nie po raz ostatni.

Ostatniego dnia festiwalu, w sobotę, 12 lipca, niemal w samo południe na scenę wkroczyli warszawiacy z Pyorrhoea. Mimo wczesnej pory, potężny, brutalny death metal warszawiaków przyciągnął całkiem spore grono fanów. Zawodowo wyegzekwowany death metal stał na bardzo wysokim poziomie. Klasyczny moshing i headbanging gitarzystów przywodził na myśl to, co najlepsze w Vader czy Behemoth, a sam warsztat muzyków wydawał się być Everestem, na który większość kapel z Obscene nigdy nie zdoła się wspiąć. Brawo Polacy!

"Suomi Finland Perkele!" - tymi słowami rozpoczął się koncert Impaled Nazarene, jeden z gwiazd jubileuszowej edycji Obscene Extreme. Mika Luttinen i koledzy zagrali kilka numerów z pierwszych płyt (m.in. "Sadhu Satana" z albumu "Urga-Karma", "Kuolema Kaikille" z "Suomi Finland Perkele", "1999: Karmakeddon Warriors" z "Latex Cult"). Większość koncertu wypełniły jednak utwory z ostatnich longplayów, w tym "Pro Patria Finlandia" i "Manifest".

Po raz drugi wystąpił również chicagowski Macabre, cieszący się w Czechach niemal kultowym statusem. Tym razem już wajdeloci z Illinois ubrali swoje opowieści grozy elektrycznym brzmieniem. Mrocznie i na temat.

Najbardziej legendarną formacją Obscene Extreme 2008 był jednak brytyjski Extreme Noise Terror. Protoplaści grindcore'a z Ipswich po raz kolejny potwierdzili, że wciąż są siłą, z którą należy się liczyć. Tańcom pod sceną i skakaniu ze sceny nie było końca. Iście atomowy show.

Ostatniego dnia festiwalu udane koncerty zaliczyli też m.in. Australijczycy z Pisschrist, kalifornijscy crossoverowcy z Voetsek oraz grindcore'owi eksperymentatorzy z niemieckiego Le Scrawl, mający w swym arsenale nie tylko gitary, ale i flet poprzeczny czy saksofon!

Nie zabrakło też wielu osobistości podziemnej sceny, którzy przybyli specjalnie na 10. urodziny Obscene Extreme, w tym choćby Danny'ego Lilkera, basisty kultowych amerykańskich grup Nuclear Assault i Brutal Truth czy popularnego Cyjana, perkusisty i lidera Dead Infection, praojca polskiego grindu.

Jubileuszowej edycji Obscene Extreme, podobnie jak przez ostatnich dziewięć lat, towarzyszyła niesamowita atmosfera, której na próżno szukać na innych imprezach tego typu w Europie. "In Grind We Trust", jak brzmiało hasło tegorocznego Obscene. Nic dodać, nic ująć. Wszystkiego najlepszego i do zobaczenia za rok!

Bartosz Donarski, Trutnow, Czechy

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: W.E. | show | metal | sceny | koncert

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje