Reklama

Reklama

Spice Girls: 25 lat zwariowanego debiutu

Masz 14 lat, trwają szalone lata 90., a z twojego Boomboxa leci płyta Spice Girls. Tak mógłby wyglądać mem, który z łatwością rozczytywałyby dzisiejsze 30-kilkulatki. Bo to właśnie dla tego pokolenia dziewczyn najpopularniejszy girlsband w historii muzyki był tym, czym dla współczesnych nastolatków Young Leosia czy Mata. Spicetki świętują 25-lecie wydania swojego debiutanckiego albumu - z tej okazji cofamy się o ćwierć wieku wstecz i przypominamy sobie, jak to było, gdy na rynek trafiła płyta "Spice".

Spice Girls w 1996 r. - od lewej: Victoria Beckham (Posh Spice), Geri Halliwell (Ginger Spice), Emma Bunton (Baby Spice), Melanie Chisholm (Sporty Spice) i Melanie Brown (Scary Spice)

Jeśli byłaś nastolatką w Polsce, kiedy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, to po prostu musiałaś słuchać Spice Girls. Nie było innej opcji. Szaleństwo na punkcie piątki dziewczyn z Wielkiej Brytanii przetoczyło się w drugiej połowie lat 90. dosłownie przez cały świat. A wszystko zaczęło się dokładnie w roku 1994 roku, kiedy magazyn "The Stage" na fali popularności boysbandów takich jak m.in. New Kids on the Block czy Backstreet Boys postanowił wcielić w życie ich żeńską wersję.

Spice Girls - ostre dziewczyny

Przeprowadzono casting, podczas którego wyłoniono pięcioro dziewcząt w wieku od 18 do 21 lat. Były to: Melanie Brown, Melanie Chisholm, Victoria Adams, Geri Halliwell i Michelle Stephenson, która jednak musiała opuścić zespół z powodów osobistych. Jej miejsce zajęła Emma Burton, zostając tym samym najmłodszą członkinią zespołu... Touch. Taką bowiem nazwę nosiło pierwsze wcielenie Spice Girls. W 1995 ówcześni menedżerowie grupy nie potrafili zapewnić swoim podopiecznym sukcesu, zrezygnowali więc z pracy i zaproponowali rozwiązanie Touch. Dziewczyny jednak na to nie przystały i postanowiły kontynuować swoją muzyczną ścieżkę na własny rachunek. I tak powołany do życia został projekt o nazwie Spice Girs.

Reklama

Nowy menedżer zespołu, Simon Fuller dostrzegł w piątce młodych, odważnych i ambitnych Brytyjek spory potencjał. Uruchomił swoje szerokie znajomości i wkrótce Spicetki podpisały kontrakt z wytwórnią Virgin Records. Przygotowania do nagrywania debiutanckiej płyty ruszyły pełną parą.

Girl Power, czyli niech żyje kobieca moc!

Virgin Records chciało, aby pierwszym singlem girlsbandu był utwór "Love Thing". Dziewczyny jednak absolutnie nie zgadzały się na to i wymogły na wytwórni, aby ta postawiła na kawałek "Wannabe". Decyzja ta miała okazać się wkrótce strzałem w sam środek tarczy. Jednak zanim się to stało, obie Melanie, Victoria, Geri i Emma stawiły się pewnego letniego wieczoru w Grand Hotelu przy londyńskiej stacji metra St. Pancras. Hotel ten był wtedy już nieczynny i cała jego przestrzeń mogła zostać wykorzystana do nakręcenia jednego z najlepszych teledysków w historii.

Jego scenariusz był banalnie prosty, ale efekt okazał się wprost piorunujący. Oto paczka szalonych, kolorowych i wyzbytych wszelkich kompleksów dziewczyn zjawia się w roli nieproszonych gości na eleganckim przyjęciu i przejmuje nad nim całkowitą kontrolę. Wideoklip stylizowany był na tzw. "one shot clip" czyli nakręcony jednym ujęciem, jednak prawda jest taka, że klaps reżyserski szedł w ruch aż 18 razy, a w teledysku znajdują się dwa cięcia, zmontowane na tyle sprytnie, że są praktycznie niewidoczne. Tak czy inaczej, powstały bez choćby linijki scenariusza obraz okazał się ogromnym sukcesem.

Podobnie, jak sam singel "Wannabe", dzięki któremu świat poznał Scary Spice (Melanie B), Posh Spice (Victoria Adams), Sporty Spice (Melanie C), Ginger Spice (Geri Halliwell) i Baby Spice (Emma Bunton) niosące na swoich sztandarach nowocześnie brzmiące hasło "Girl Power".

Spice Girls - miliony fanów, miliony sprzedanych miliony płyt i miliony na koncie

W niespełna miesiąc utwór znalazł się na samym szczycie listy przebojów Wielkiej Brytanii. Podobnie stało się zaraz potem w USA, gdzie "Wannabe" zawędrowało na 1. pozycję w zestawieniu Billboard. Identyczne miejsce kawałek zajął również w 20 różnych krajach. Teledysk do utworu obecnie ma ponad 521 milionów odsłon w serwisie YouTube.

W Polsce nie było inaczej - nastąpił prawdziwy desant brytyjskiej grupy na nasze ziemie. Twarze dziewczyn zdobiły niemal wszystkie magazyny, od "Bravo" po "Tele Tydzień". Rzadko która nastolatka nie miała powieszonego nad swoim łóżkiem tuż obok plakatu Nicka Cartera z Backstreet Boys, posteru Spice Girls.

Debiutancki album grupy zatytułowany "Spice" pojawił się w październiku 1996 roku. Miesiąc później do rąk rozentuzjazmowanych fanów trafił drugi singel - "Say You'll Be There", a w grudniu w stacjach radiowych zaczęto promować świąteczny singel "2 Become 1". Obie piosenki dotarły na pierwsze miejsce list przebojów w ponad 30 krajach. Płyta została sprzedana w ponad 31 milionach kopii na całym świecie, stając się najchętniej kupowanym albumem wykonywanym przez żeński zespół w historii.

Co przesądziło o tak gigantycznym sukcesie grupy? Oddajmy głos Stevie Mackenzie-Smith, która była nastoletnią fanką zespołu w latach 90., i która to dla magazynu "Vice" pisała: "Girl Power przemawiała bezpośrednio do młodych fanek, które nie musiały analizować skomplikowanych politycznych aspektów dołączania do jakiegoś ruchu. W 'Spice World' mogłyśmy podziwiać skąpo odzianych tancerzy z pośladkami na wierzchu, a dorośli śmiali się z wydumanych, politycznych artykułów na temat grupy w 'The Spectator'. Kochaliśmy dziewczyny z zespołu bezwarunkowo. Sprawiły, że czułyśmy się dumne z bycia dziewczynami, a nie słabe".

Dla nas - chłopaków, którzy w 1996 roku mieli po 12-14 lat, członkinie Spice Girls jawiły się jako wyluzowane, zakręcone, uśmiechnięte i stylowo ubrane fajne dziewczyny, na które patrzyliśmy z uznaniem i szacunkiem. To nie było The Kelly Family czy Take That, z których można było drzeć łacha, nie były to też wymalowane, puste lale, a kobiety z krwi i kości, posiadające wyraziste charaktery i pewną budzącą respekt zadziorność. Takim laskom nie zaśmiejesz się w twarz, bo po prostu dadzą ci w zęby i skończy się zabawa. Jasne, że publicznie okazywaliśmy do tej muzyki dystans, ale w domowym zaciszu pewnie prawie wszyscy tańczyliśmy i śpiewaliśmy przed lustrem do "Wannabe", jestem tego pewien. To nie był pusty, banalny pop - kawałki Spice Girls przesiąknięte były fantastyczną energią Brytyjek, ich zaangażowaniem. Spicetki były w tym, co robiły, szczere, prawdziwe. Dlatego trafiły wprost do naszych nastoletnich serc.

Spice Girls na zawsze

Oczywiście nie byłoby hypu na Spice Girls, gdyby nie dokładnie przemyślany i precyzyjnie wdrażany w życie marketing, który musiał sobie radzić w czasach kiedy nawet nikt nie myślał nawet o czymś takim jak Facebook i Instagram. Dlatego też podobizny dziewczyn pojawiały się niemal na wszystkich produktach, z których korzystały młodsze i starsze dzieciaki. Spicetki doczekały się własnej linii kosmetyków, czekoladek, lizaków, chipsów, gum do żucia, a nawet... skuterów. W grudniu 1997 premierę miał film "Spice World" będący wówczas drugim najczęściej oglądanym filmem po "Titanicu" Jamesa Camerona.

Choć kariera zespołu nie trwała zbyt długo (ostatni album Spice Girls zatytułowany "Forever" ukazał się w 2000 roku), to piątka dziewczyn zdążyła odcisnąć swoje piętno na całej popkulturze i ruchach feministycznych. Wydając zaledwie trzy albumy studyjne Melanie Brown, Melanie Chisholm, Victoria Adams, Geri Halliwell i Emma Bunton sprzedały łącznie ponad 80 milionów płyt - najwięcej spośród wszystkich żeńskich zespołów w historii muzyki rozrywkowej.

Zarobki grupy w maju 1998 roku szacowane były na kwotę ok. 800 milionów dolarów. Jednak tu nie chodziło tylko o kasę i liczby. Spice Girls zachęciły nastolatki na całym świecie do wiary we własne możliwości, dodały im pewności siebie i motywowały do działania. Tego nie sposób w żaden sposób wycenić.

Celebrację 25. rocznicy wydania swojego debiutanckiego albumu Spicetki obchodzą przez cały trwający obecnie rok. 29 października do sprzedaży trafiła podwójna wersja płyty pod tytułem "Spice25", na którą trafiła piosenka "Feed Your Love". Ta urocza ballada powstała również 25 lat temu podczas sesji nagraniowej do Spice, jednak nie trafiła ostatecznie na oryginalny album. Fani mogli usłyszeć ją dopiero w tym roku.

Na swoich profilach w mediach społecznościowych zespół zachęca do dzielenia się swoimi wspomnieniami związanymi z debiutancką płytą. "Wierzymy, że w każdym z nas jest Spice Girl i chcemy, abyś dołączył do nas w podróży w głąb wspomnień! Chcemy zobaczyć, jak śpiewasz z całego serca, popisujesz się najlepszymi ruchami tanecznymi" - czytamy w jednym z postów. I szczerze powiedziawszy, sam mam ochotę nagrać jakiś filmik, na którym śpiewam słynne "Zig a Zag ahhhh".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Spice Girls

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama