Reklama

Hej, Cavatina Guitar Festival! Zafundowaliście mi koncert roku [RELACJA]

Muszę na początek się do czegoś przyznać. Kiedy ktoś mnie pytał, dokąd znowu jadę na delegację, to trochę śmiałam się mówiąc, że do Bielska-Białej, no bo… nie kojarzy się to jakoś z polskim centrum muzyki. Ale na pierwszym koncercie odszczekałam te słowa, przestałam śmieszkować i przepraszam.

Muszę na początek się do czegoś przyznać. Kiedy ktoś mnie pytał, dokąd znowu jadę na delegację, to trochę śmiałam się mówiąc, że do Bielska-Białej, no bo… nie kojarzy się to jakoś z polskim centrum muzyki. Ale na pierwszym koncercie odszczekałam te słowa, przestałam śmieszkować i przepraszam.
Miles Kane na scenie Cavatina Guitar Festival 2024 /Eris Wójcik /INTERIA.PL

Śmiałam się też po wyjściu z dworca, bo przypomniała mi się Łódź i brak chodników po wyjściu z Fabrycznej. A to dopiero początek atrakcji!

A na poważnie - pierwsze wrażenie samego miasta nie było najszczęśliwsze, ale po dziesięciu minutach i dojściu na deptak z pomnikiem Reksia już podobało mi się bardziej. Jeszcze bardziej spodobało mi się po zobaczeniu Cavatina Hall, bo budynek naprawdę robi wrażenie i przy okazji nie jest nowoczesną bryłą wpakowaną w środek miasta, jak to często bywa.

Natomiast po usłyszeniu, jak brzmią tam koncerty, byłam już w tym miejscu zakochana. Jeśli jesteście skrzywieni na tym punkcie i lubicie, jak dźwięk masuje wam mózg, to zdecydowanie Cavatina daje radę. W tej sali Matecki rozpoczął festiwal i bardzo się cieszę, że zobaczyłam go właśnie tam, a nie na jakiejś plenerowej scenie. Widzów było jeszcze nie za wiele, ale mam nadzieję, że są świadomi tego, co stracili.

Reklama

Skoro już o plenerowych scenach - taka też na Cavatina Guitar Festival jest. Tę otworzył oysterboy, którego (chyba) wcześniej nie miałam okazji usłyszeć na żywo, a przecież ileż razy już śpiewałam "Nie maaam ochoooty rooobić aaabsoluuutnie nic"! Teraz usłyszeliśmy m.in. "Nostalgia mnie wykończy", "Tęskno", "Nadaję się tylko do spania" czy "Chciałbym mieszkać nad morzem". Chciałabym posłuchać tego jeszcze raz, ale tym razem może w jakimś bardziej kameralnym klubie?

Kolejny na scenie głównej był John J. Presley, wyróżniający się już samym tym, że zespołu dopełniają dwie kobiety, bo damski zespół z męski wokalem - rzadko spotykane. A perkusistka wskoczyła do mojego topu ulubionych kobiet w muzyce. Totalny ogień. Wiem, że nawiązanie do Elvisa będzie tu najoczywistszym, ale o ile Elvis był królem rock'n'rolla, to John pokazuje, że blues-rock żyje i ma się dobrze. Jeśli kiedykolwiek zrobię trip po amerykańskich barach, gdzie grają brudnego rocka, i nagram z tego film, to muzyka Johna J. Presleya będzie tam soundtrackiem.

Niemoc dała trochę oddechu i o ile do koncertu naprawdę nie ma się o co przyczepić, to też widziałabym to bardziej w jakimś lekko zadymionym klubie.

A potem Miles Kane. Czy to był mój koncert roku 2024? Nie chcę przesądzać w maju, ale nie wykluczam. Szło nawet przeżyć piski małoletniego, żeńskiego fanklubu, który zebrał się pod sceną. Gdybym była za mikrofonem, to chyba by mnie to peszyło, tak sobie myślę. Ale ja nie jestem stworzona do bycia gwiazdą rocka, za to Miles dzielnie dawał się dotknąć i złapać za rękę. Nad nagłośnieniem już się nie będę rozpływać, ale świetlik też powinien dostać premię i jakiś dobry obiad w nagrodę. A Miles wpada na koncertowe must see, jeśli ktoś spyta.

Pierwszy dzień Cavatina Guitar Festival zamknęła Misia Furtak na scenie plenerowej. Co też mnie trochę, przyznaję, zaskoczyło, bo jednak zazwyczaj kończy się festy jakiś mocnym, tym... akcentem, na scenie głównej.

Przed nami jeszcze cztery dni. Czy usłyszymy lepszy koncert niż Milesa Kane’a? Nie wiem, ale mam nadzieję, że będą podejmowane próby.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: miles kane | Niemoc | Misia Ff | Oysterboy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy