Reklama

Foo Fighters w Krakowie: Dave, mój bohater (relacja z koncertu)

Dave Grohl (Foo Fighters) na swoim specjalnym tronie /fot. Bartosz Nowicki

Jeśli straciliście wiarę w rock'n'rolla, to Dave Grohl z kolegami przywróci wam ją w kilka chwil. A jeśli gra przez blisko 2,5 godziny, to skutek może być tylko jeden: najfajniejszy koncert 2015 roku.

Właśnie najfajniejszy, a nie najlepszy, najbardziej zaskakujący czy najefektowniejszy pod względem widowiska. Bo Dave Grohl to naprawdę najfajniejszy koleś w tym zwariowanym świecie show-biznesu. Kumpel, z którym najchętniej wyskoczyłbyś na piwo, by spędzić długie godziny na rozmowach o życiu i muzyce. Facet, który jest taki sam na scenie, jak i poza nią, który nie udaje kogoś innego, nie błaznuje i nie umizguje się do publiczności. A ta i tak je mu z ręki.

Reklama

Poniedziałkowy występ (9 listopada) w szczelnie wypełnionej (ok. 15 tys. ludzi) Tauron Arenie Kraków był pierwszym koncertem Foo Fighters w Polsce po 19-letniej przerwie. Nic więc dziwnego, że oczekiwania polskich sympatyków były spore, ale też widać było, że występ w stolicy Małopolski był szczególny dla Amerykanów. A fani dobrze zadbali, żeby ten wieczór na długo zapadł im w pamięci - od biało-czerwonej kartoniady na otwarcie, przez papierowe samolociki rzucane na scenie podczas "Learn to Fly", chóralnie odśpiewany "My Hero" (tak, Dave Grohl też jest moim bohaterem) po rozświetlające ciemność ekrany telefonów komórkowych.

Po złamaniu nogi lider Foo Fighters na scenie występuje na zaprojektowanym przez siebie specjalnym tronie - to na nim siedział też w Krakowie. Nietypowy fotel od czasu do czasu wyjeżdżał w głąb sali, dzięki czemu muzyk mógł być jeszcze bliżej fanów. Patrząc na niezwykłą energię i ekspresję Grohla aż dziwne, że ten tron wytrzymał tak długo. Dave (w specjalnym bucie usztywniającym złamaną prawą kończynę) wyglądał, jakby chciał wyskoczyć z ograniczającego go mebla, kilkakrotnie zresztą stawał na obie nogi. Na szczęście po Krakowie ma się z tronem już pożegnać.

Rozgadany (często gęsto rzucający żartami) i uśmiechnięty Grohl kilkakrotnie nawiązywał do tego, jak długo nie było jego zespołu w Polsce. "Cieszę się, że też czekaliście. Wtedy mieliśmy 12 piosenek, a teraz mamy dużo więcej" - mówił, wywołując zrozumiały entuzjazm fanów. "Kocham swoją robotę" - dodał i tę miłość było widać i czuć w każdej sekundzie tego wieczoru.

Dave kocha nie tylko swoją robotę, ale też kolegów z zespołu (ze szczególnym naciskiem na grającego na perkusji Taylora Hawkinsa, odpowiadającego w niektórych utworach także za wokale) i ekipę współpracowników, czemu dał wyraz w przeboju "Big Me", zagranym w wolniejszym tempie. Na telebimach mogliśmy zobaczyć przebitki na dźwiękowców, oświetleniowców, technicznych i inne osoby sprawiające, że drużyna Foo Fighters w ciągu ponad 20 lat kariery solidnie zapracowała na status rockowej gwiazdy wypełniającej największe hale.

"Fuckin' stupid asshole" - powiedział pod koniec o sobie Dave Grohl (z grzeczności nie przetłumaczymy), nawiązując raz jeszcze do 19-letniej nieobecności w Polsce. Przy okazji obiecał, że na kolejną wizytę nie będziemy musieli czekać aż tak długo. "Miałbym wtedy 66 lat" - mówił ze śmiechem. A z Polską pożegnał się dając z siebie co najlepsze - "Best of Me" w wydłużonej, chyba kilkunastominutowej wersji, w której przeplatały się gitarowo-rockowa ekspresja ze spokojniejszymi fragmentami wyśpiewanymi na kilkanaście tysięcy gardeł.

Oto setlista koncertu Foo Fighters w Krakowie:

"Everlong"
"Monkey Wrench"
"Learn to Fly"
"Something From Nothing"
"The Pretender"
"Big Me"
"Congregation"
"Walk"
"Cold Day in the Sun"
"My Hero"
"Times Like These"
"Breakout"
"Arlandia"
"White Limo"
"Skin and Bones"
"All My Life"
"These Days"
"This is a Call"
"In the Flesh?" (cover Pink Floyd)
"Best of You"

Michał Boroń, Kraków

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Foo Fighters | koncert w Polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama