Reklama

Florence Welch: Rudowłosej rusałce stuknęła trzydziestka

Liderka grupy Florence & The Machine, Florence Welch, 28 sierpnia kończy 30 lat, a swoim entuzjazmem i doświadczeniem mogłaby obdzielić niejednego artystę. Chwalona przez Dave'a Grohla, kochana przez fanów i rozchwytywana przez organizatorów festiwali. Nie musiała ani zarzucać blond lokami, ani trząść pupą, ani nawet świecić głębokim dekoltem, by wspiąć się na szczyt popularności i zdobyć uznanie na całym świecie. Jaka jest rudowłosa nimfa z Camberwell?

Zespół Florence & The Machine zadebiutował płytą "Lungs" z 2007 roku. W ciągu tych dziewięciu lat liderka formacji, Florence Welch, wyrosła na światowej sławy gwiazdę i ikonę stylu zaliczaną do grona najbardziej wpływowych artystów.

Reklama

Z czego słynie rudowłosa wokalistka, której właśnie stuknęła trzydziestka?

Burzliwe początki

Uwielbiana dziś na całym świecie Florence Welch od dziecka przejawiała dość nietypowe zainteresowania. Szalenie ciekawiły ją takie pojęcia, jak: magia czarownice, rzucanie uroku i wywoływanie duchów.

Była dziewczynką nad wyraz energetyczną, a jej ulubioną dziecięcą zabawą było tańczenie w supermarketach i nagabywanie do tego swojej młodszej siostry:

"To dziwne miejsce, bo nikt na ciebie nie patrzy. Wszystko ma swoje miejsce i każdy jest skupiony tylko na tym, co w danym momencie robi, więc nikt nie zwróci uwagi, gdy wirujesz w tańcu" - mówiła Florence.

W dzieciństwie Florence miała jedno największe marzenie - chciała zostać syreną. Z czasem, gdy do jej świadomości (mimo usilnych prób oddychania pod wodą, prawie zakończonych utonięciem) dotarło, że fantazje te nigdy nie zamienią się w rzeczywistość, motyw wody zaczął być obecny w jej twórczości.  

Rodzice Florence pozwalali, by ich dzieci żyły pełnią życia już od najmłodszych lat. Pewnie dlatego dziewczyna po raz pierwszy po alkohol sięgnęła już jako czternastolatka, a dwa lata później podobno próbowała ecstasy.

Ważnym momentem w jej życiu było poznanie Isabelli Summers, z którą zaczęła współpracować  i... ostro imprezować. Po ich pierwszym wspólnym występie, w euforycznym nastroju, Florence wjechała turkusowym samochodem Isabelli prosto do stawu.

Brytyjka podkreśla w wywiadach, że już nie pije tyle, co wcześniej, ale otwarcie mówiła o tym, że ma pewien problem z alkoholem. Wokalistka traktuje go jako jeden ze swoich demonów, z którymi walczy. Raz przyznała, że kiedy zaczynała podbój muzycznego świata bardziej niż z obecności na jakimś festiwalu, cieszył ją darmowy karnet na drinki, jaki dostawała. Zdradziła, że kiedyś przed koncertami ona i jej muzycy prześcigali się, kto więcej wypije.

"W Irlandii wspinałam się po ścianie w teatrze po to, by na balkonie walnąć kieliszek whiskey z siedzącymi tam ludźmi, a potem zejść na scenę" - opowiada wokalistka.

Wśród jej alkoholowych ekscesów znalazło się także podpalenie pokoju w nowojorskim hotelu Bowery, po tym jak wypiła "siedemnaście brudnych Martini" i zostawiła palącą się, cynamonową świeczkę.

"Myślałam, że o to w tym wszystkim chodzi, żeby wyjechać w trasę i upić się do nieprzytomności. Życie prawie na krawędzi" - mówi Florence.

Sceniczne zwierzę

Florence Welch słynie z nieprzewidywalnych zachowań, a na koncertach uwielbia "stage divingi". Kiedyś podczas koncertu obiecała publiczności, że skoczy ze sceny do umiejscowionego obok basenu. Fani oczywiście nie musieli długo na to czekać...

"Gdy stamtąd wyszłam, cała mokra, wiedziałam, że nie mogę wrócić na scenę, bo było tam mnóstwo sprzętu elektrycznego, więc musiałam się wydostać, czołgając się pod nią" - wspomina z rozbawieniem Welch.

Koncerty Florence & The Machine ewoluują wraz z kolejnym wydawnictwem zespołu. Dochodzą nowe instrumenty, scena zmienia szatę wizualną, Florence styl. W jej koncertowym repertuarze przez te wszystkie lata znalazło się m.in. wspinanie się w szpilkach na sceniczne rusztowania czy zakulisowe rytuały mające na celu poskromienie intensywnych emocji (czyt. tańczenie w garderobie w samych majtkach). Kto choć raz uczestniczył w występie FATM, ten wie, że Brytyjka daje się ponieść emocjom i nie potrafi dłużej ustać w miejscu.

Podczas koncertów promujących trzeci album FATM zatytułowany "How Big, How Blue, How Beautiful" wokalistka namawiała publiczność do rozbierania się. Tak było również podczas występu zespołu w Łodzi w 2015 roku.

"Teraz chcę żebyście coś z siebie zdjęli i zaczęli tym machać! O ile już tego nie zrobiliście!" - krzyczała artystka, a na spełnienie prośby nie musiała długo czekać. Co więcej, Florence nie pominęła w tej zabawie także siebie - piosenkę (i koncert) zakończyła w samym staniku.

Takie spontaniczne szaleństwa i sceniczne pląsy skończyły się u Florence złamaniem stopy podczas występu grupy na festiwalu Coachella w 2015 roku. Wokalistka uszkodziła kończynę w trakcie swoich intensywnych podskoków.

Sytuacja omal nie powtórzyła się na oczach polskich fanów. Rudowłosa wokalistka zaliczyła mocne koncertowe wejście pierwszego dnia tegorocznego Open’era - niczym na skórce od banana (i wciąż z wdziękiem) zaliczyła upadek na scenie. "Zdarzyło mi się to czwarty raz, ale tym razem chyba niczego sobie nie złamałam - żartowała Brytyjka, po czym dodała - Nawet nie jestem pijana! A uwierzcie mi, zaliczałam nie raz upadki po pijaku".

Wierni polscy fani zaangażowanej idolki

Zespół Florence & The Machine cieszy się w naszym kraju bardzo dużą popularnością, a członkinie polskiego fanklubu grupy przy okazji każdego koncertu nad Wisłą szykują specjalne akcje na koncert rudowłosej wokalistki i jej towarzyszy.

Nieodłącznym już elementem takich niespodzianek są dziewczyny przystrojone w kolorowe wianki z twarzą pokrytą brokatem. Liderka FATM każdorazowo docenia starania polskich fanów, podkreślając ich zaangażowanie i pracowitość.

"Klasyczna polska brokatowa twarz. Dziękuję bardzo" - napisała Florence w podpisie zdjęcia, które umieściła na Instagramie już po wspomnianym koncercie w Łodzi.

Członkinie polskiego fanklubu Florence & The Machine w rozmowie z Interią opowiedziały o swoich wizytach na backstage'u u artystki i zdradziły, co zespół myśli o polskich fanach.

- Florence uwielbia polskich fanów. Jej muzycy mówili to tysiące razy. Nawet jak byłam prywatnie w kawiarni Chrisa, perkusisty, to mówił, że polski tłum jest naprawdę wyjątkowy i niesamowity. Nigdy nie spotkali czegoś takiego w innych krajach - mówiła nam jedna z członkiń fanklubu FATM.

Welch wie, jak bardzo ważnym elementem jej muzycznej kariery są fani. Artystka stara się utrzymywać z nimi kontakt i okazywać im wdzięczność za ich wsparcie i miłość. Florence Welch zdarza się również odwiedzać swoich sympatyków, zmagających się z ciężkimi chorobami. Tak było w maju tego roku, kiedy to wokalistka w towarzystwie gitarzysty FATM, Roba Ackroyda, złożyła wizytę 15-letniej fance, która przebywa w hospicjum w Austin, w Teksasie. Nastolatka kupiła bilet na koncert Florence & The Machine, ale z powodu choroby nie mogła wziąć udziału w wydarzeniu.

Do sieci trafiło nagranie z wizyty Roba i Florence, na którym Florence Welch, siedząc przy łóżku swojej dziewczynki, trzyma ją za rękę i śpiewa specjalnie dla niej utwory "Dog Days Are Over" i "Shake It Out".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Florence Welch | Florence & The Machine

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje