Reklama

5 zaskakujących epizodów Zbigniewa Wodeckiego

W przeszłości śpiewał dla Pszczółki Mai, zachwalał polskie miejsca dla nudystów oraz zachęcał, aby "Zacząć od Bacha". Jednak Zbigniew Wodecki, bo oczywiście o nim mowa, kilkoma decyzjami zaskoczył zarówno swoich zagorzałych fanów, jak i postronnych słuchaczy. W dniu 65. urodzin artysty, warto wspomnieć o jego pięciu mniej znanych epizodach.

Zbigniew Wodecki potrafi zaskoczyć

Zbigniew Wodecki królem hipsterów

Wszystko zaczęło się w 2008 roku, kiedy to Mitch & Mitch zaprosili na koncert w studiu Trzeciego Programu Polskiego Radia Zbigniewa Wodeckiego. Muzyk wykonał z grupą Macio Morettiego m.in. utwór "Panny mego dziadka", pochodzący z debiutanckiego albumu Wodeckiego z 1976 roku. Współpraca na linii Mitche - Wodecki przebiegła wzorcowo. Spodobała się ona tak mocno Arturowi Rojkowi, że zaprosił projekt na OFF Festival w 2013 roku.

Reklama

Po tym zaskakującym ogłoszeniu część osób pukała się w głowę, część (ta, która znała płytę Wodeckiego z 1976 roku) była zachwycona pomysłem, a jeszcze pewna grupa traktowała artystę od "Pszczółki Mai" jako ciekawostkę. Swoim występem oczywiście "Zbig" nie przekonał do siebie wszystkich, jednak dla sporej części festiwalowiczów stał się królem hipsterów.

Wodecki oraz Mitch & Mitch co jakiś łączą siły na kolejne koncerty. Tak było m.in. na imprezie z okazji krakowskich Wianków w 2014 roku. We wrześniu 2015 roku niezwykły projekt pojawi się po raz kolejny na Śląsku. Tym razem muzycy wystąpią w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca.

Zobacz występ Wodeckiego i Mitch & Mitch w 2008 roku:

Zbigniew Wodecki z metalowym zacięciem

"Pan Zbyszek zapier..la, jakby całe życie metal grał. Dobry numer, Panowie!" - to najpopularniejszy komentarz pod utworem Zbigniewa Wodeckiego z grupą Exilibris "The Day of Burning". Jak się okazuje sami członkowie zespołu początkowo nie wierzyli w możliwość współpracy. Jednak pomysł, który pojawił się spontanicznie przy piwie, okazał się możliwy do wdrożenia, a sam muzyk bardzo chętny do przełamania po raz kolejny barier gatunkowych.

Zobacz klip "The Day of Burning":

Zbigniew Wodecki interpretuję Peję

Najnowszym projektem, w który zaangażował się skrzypek i wokalista, była płyta "Albo Inaczej", której pomysłodawcami byli Ten Typ Mes oraz Stasiak. Na albumie, na którym gwiazdy polskiej piosenki mierzyły się z klasykami hiphopowymi, Zbigniew Wodecki otrzymał jedno z największych wyzwań. Artyście przyszło zmierzyć się z utworem Pei "Jest jedna rzecz". Muzyk z tej potyczki wybrnął zwycięsko, stwarzając cover jedyny w swoim rodzaju.    

Zobacz klip "Jest jedna rzecz":

Zbigniew Wodecki walczy ze smogiem

Zanim jednak Wodecki zajął się interpretowaniem poznańskiego hiphopowca, wziął udział w innym, równie interesującym przedsięwzięciu. Dokładniej rzecz biorąc chodzi o stworzenie antysmogowego utworu wraz z Bzykiem i Antkiem Dębskim z nowohuckiej grupy Wu-Hae. "Pozwól mi oddychać" mimo szczerych chęci twórców oraz poparcia krakowskich organizacji społecznych nie rozszedł się wiralem i nie zdobył popularności. A szkoda.

Zobacz klip "Pozwól mi oddychać":

Zbigniew Wodecki jako zombie w klipie Afro Kolektywu

Ostatnim epizodem, o którym warto tutaj wspomnieć jest klip Afro Kolektywu do utworu "Jeżeli kiedyś zabraknie mnie" z płyty "Piosenki po polsku". Od razu uprzedzę, że tym razem Wodecki nie zaliczył żadnej błyskotliwej solówki na skrzypcach oraz nie dokonał żadnej zaskakującej interpretacji. Tym razem Zbigniew Wodecki wykazał się talentem aktorskim i sporym dystansem do siebie. Jaka inna gwiazda estrady zdecydowałaby się na drugoplanową rólkę w klipie alternatywnego zespołu. Zwłaszcza, gdy trzeba wcielić się w krwiożerczego zombiaka, któremu na samym końcu odpada ręka?

Zobacz klip "Jeżeli kiedyś zabraknie mnie":

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Wodecki | Wu-Hae | Mitch & Mitch | peja | Afro Kolektyw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje