Reklama

"To wszystko jest jazz"

Płyta "Miles Of Blue" jest hołdem dla twórczości genialnego muzyka Milesa Davisa. Została nagrana przez polskiego skrzypka i kompozytora Michała Urbaniaka, któremu towarzyszyli jazzmani z kraju i zagranicy (m.in. Marcus Miller, Lenny White).

Współtwórca polskiej szkoły jazzu opowiada Justynie Tawickiej o swoich inspiracjach, podróżach muzycznych, doświadczeniach związanych z tworzeniem płyty oraz tłumaczy, jaki kolor ma dla niego jazz.

Reklama

Narodziło się Pańskie nowe dziecko "Miles Of Blue" - najnowsza płyta. Czy "blue" to jest kontekst wielkiego błękitu czy samotności?

Michał Urbaniak: To jest połączenie spraw. To kontekst błękitu, czyli niebieskości melancholijnej. Gdzieś w tym jest samotność, jest podniesienie, melancholia. Ale to w ogóle dotyczy całej muzyki jazzowej. Tytuł płyty to gra słów związana z Milesem Davisem. "Kind Of Blue" to jest najpiękniejsza, największa płyta jazzowa wszechczasów. Miles Davis - mój guru. I to wszystko się łączy w całość.

Jaki kolor ma jazz?

Michał Urbaniak: No właśnie ma niebieski kolor na czarnym tle. Są odcienie zieleni i to też Miles Davis kiedyś nazwał: "Blue In Green". Niebieskie z zielonym, a to cudownie gra na czarnym tle.

Zobacz fragment rozmowy z Michałem Urbaniakiem:

Pan kiedyś powiedział, że skrzypce są pana żoną, saksofon kochanką i na początku nie chciał Pan łączyć skrzypiec z jazzem. Dlaczego? I co pana przekonało do tego, żeby jednak połączyć?

Michał Urbaniak: Ja byłem wirtuozem skrzypiec i gdyby nie głos Ameryki i ci imperialiści w tamtych czasach, którzy na krótkich falach nadawali jakieś dziwne, a piękne przeczy, to ja bym prawdopodobnie po studiach skończonych w Moskwie wirtuozem skrzypiec pozostał.

Ale jak posłuchałem tego, to się po prostu zakochałem i to w ciągu paru nocy. Zacząłem słuchać, nagrywać. Kupiłem gitarę, bo już blues jakiś chodził po głowie, ale gitara była trudna. Kolega powiedział - tu w fabryce jest saksofon, gdybyś chciał, to byś mógł grać w naszym zespole. Ale ja nie umiem! To spróbuj. Sześć tygodni dni później grałem koncert.

Jazz to nie tylko dźwięki i kolory ale też stan emocjonalno-duchowy. Był moment w Pana życiu, gdy był Pan troszkę jak Doktor Jekyll i Mr. Hyde. Jak to wyglądało?

Michał Urbaniak: Ja po prostu uczciwie studiowałem muzykę klasyczną i nie chciałem tego stracić. Uczciwie chodziłem do szkoły, ale kiedy przyszła godzina trzecia po szkole, to wpadałem do klubu "Pod Siódemkami", gdzie było stowarzyszenie jazzowe i były zorganizowane kluby. Zrzucałem skrzypce i tornister w szatni, a potem wyjmowałem saksofon.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kolor | szkoły | Urbaniak | jazz | Michał Urbaniak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje