Reklama

Reklama

Teresa Werner: Nie znoszę nudy [WYWIAD]

Teresa Werner jest jedną z najpopularniejszych polskich piosenkarek. Przez lata związana była z zespołem Śląsk, teraz z powodzeniem kontynuuje solową karierę. W Polo TV prowadzi uwielbiany przez widzów program "Koncert życzeń z Teresą Werner". Interii opowiedziała o swoim trudnym dzieciństwie, drodze do sukcesu, marzeniach i nadchodzących polsko-włoskich świętach.

Nazywana ikoną śląskiej piosenki Teresa Werner debiutowała jako 16-latka w Zespole Pieśni i Tańca "Śląsk", z którym występowała na całym świecie. Pojawiła się m.in. na Broadwayu i w Carnegie Hall w Nowym Jorku.

W 2011 r. rozpoczęła swoją karierę solową, wydając płytę "Spełnić marzenia" promowany singlem "Miłość jest piękna" (sprawdź!).

W krótkim czasie Werner zdobyła sporą popularność na Śląsku, regularnie zdobywając tytuł wykonawcy roku regionalnej telewizji TVS.

Reklama

Do największych przebojów wokalistki należą m.in. "Dałabym ci dała", "Miłość jest piękna", "Szczęśliwi we dwoje" (posłuchaj!), "Kocham swoje morze" (posłuchaj!), "Spełnić marzenia" (posłuchaj!), "Trzeba zacząć żyć" i "Miłość to nie zabawa". Teledyski do tych piosenek zebrały po kilka-kilkadziesiąt mln odsłon.

Na początku października 2020 r. na antenie Polo TV pojawił się program "Koncert życzeń z Teresą Werner". Razem z Teresą Werner prowadzi go prezenter Polo TV - Maciej Smoliński.

Od 2010 r. mężem pani Teresy jest Wiesław Werner. Wokalistka z pierwszego małżeństwa ma córkę Joannę.

Anna Rzążewska: Święta już za kilka dni. Dla wielu będą inne niż zwykle. A jak pani zamierza je spędzić?

Teresa Werner: - Z prawdziwą choinką, w towarzystwie najbliższych. Przy wigilijnym stole w moim domu, zasiądzie mój tato, córka Asia z partnerem oraz ja z mężem. Wspólnie spędzimy kilka dni. Przygotowania już trwają. Będą to dla mnie wyjątkowe święta. Już nie mogę się doczekać tych radosnych i szczęśliwych chwil. Dzięki Bogu, wszystkim dopisuje zdrowie.

Dzisiaj mój dom jest na wskroś nowoczesny, tak jest też urządzony. Trudno doszukiwać się tego wszystkiego co było w domu mojej babci, czy mamy. Tym bardziej, że łączy tradycję dwóch narodów, ze względu na obecność partnera mojej córki Asi, który jest rodowitym Włochem. Mogę śmiało powiedzieć, że wigilia będzie polsko-włoska. Pojawią się dania wywodzące się z tradycji wigilijnej nie tylko polskiej, ale również włoskiej.

Jak wyglądają święta w pani domu? Jakie tradycje z domu rodzinnego kultywuje pani nadal?

- W Wigilię zachowujemy odpowiedni nastrój i powagę Świąt Bożego Narodzenia. Pod biały obrus wkładamy sianko. Staramy się być dla siebie wyjątkowo dobrzy, odnosząc się do siebie z miłością, nie kłócimy się, nie zachowujemy się głośno, nie hałasujemy, żeby to wszystko, co zrobimy w Wigilię nie spadło na nas w nadchodzącym roku. Do portfeli chowamy łuski ze świątecznego karpia, na szczęście, aby niczego nam nie zabrakło. Z pierwszą gwiazdką siadamy do pięknie zastawionego stołu. Najpierw jednak, łamiemy się opłatkiem i składamy sobie świąteczne życzenia. Śpiewanie kolęd w naszej rodzinie to niemal obowiązek, który wszyscy spełniamy z wielką radością.

Jakie potrawy muszą być zawsze na pani świątecznym stole?

- Tradycją w moim domu jest zupa grzybowa, koniecznie przyrządzona z suszonych grzybów, które sama zbierałam w lecie. Nie może zabraknąć ziemniaków i kapusty zasmażanej z grzybami, makówek i kompotu z suszonych owoców. Karp smażony, przyrządzony przez mojego tatę, nie ma sobie równych. Od jakiegoś czasu w naszym domu pojawiają się również dania kuchni włoskiej. Partner mojej córki, Beppe specjalnie przygotowuje na tę okazję frittelle baresi, calzone pugliese, no i oczywiście panettone, bez którego nie może się obejść żadna Wigilia we Włoszech.

Kończy pani urządzać dom. W jakim jest stylu? Czy korzysta pani z pomocy profesjonalistów?

- Mój dom jest na wskroś nowoczesny. Znalazły w nim zastosowanie najnowsze rozwiązania techniczne i elektroniczne. Pragnę jak najwięcej w nim przebywać. Ostatnio nawet to mi się udaje z powodu znanego nam wszystkim. Korzystam z niewielkiej pomocy profesjonalistów. Większość pomysłów jest jednak moja. Mąż uważa, że sama sobie najlepiej radzę, że moje pomysły są najlepsze, praktyczne, dostosowane do moich potrzeb. Można wszystko na papierze narysować, a w praktyce jednak nie wszystko się sprawdza. Bywa całkiem inaczej. Projekt powinien być nie tylko efektowny, ale i praktyczny.

Skąd u pani ten niezwykły talent i miłość do muzyki? Czy w pani rodzinnym domu muzyka była obecna?

- Odkąd pamiętam, zawsze śpiewałam. Tak było w przedszkolu, szkole podstawowej i w szkole średniej. Lubiłam recytować wiersze, czytać lektury na głos w klasie, śpiewać piosenki. Występy podczas szkolnych akademii, dawały mi dużą satysfakcję, a rodzinie radość. W domu zawsze chętnie śpiewało się przy różnych okazjach. Tato wyciągał akordeon i grał na nim, śpiewał. Lubiliśmy razem kolędować. Do dzisiaj nam to pozostało.

Miała pani zaledwie 16 lat, kiedy zaczęła pani występować w Zespole Pieśni i Tańca "Śląsk". Jak pani tam trafiła?

- Do egzaminów namówił mnie wujek, znany społecznik z Koszęcina. To on, widząc moje możliwości estradowe, nalegał, żebym postawiła wszystko na jedną kartę i spróbowała sił na zupełnie innym poziomie. Kiedy zdałam egzaminy, poczułam się wyjątkowo wyróżniona faktem, że należę do tak elitarnego zespołu jakim był i jest ZPiT "Śląsk". W ten sposób zaczęła się moja zawodowa, artystyczna kariera. W wieku 16 lat musiałam też rozpocząć bardzo odpowiedzialne, dorosłe życie, łącząc szkołę z pracą zawodową.

Występy w ZPiT "Śląsk" wiązały się z wyjazdami zagranicznymi, statusem gwiazdy. To był zupełnie inny świat niż PRL-owska szara codzienność. Co z tamtego czasu wspomina pani najlepiej?

- W tamtym czasie zespół dużo koncertował poza granicami kraju, za "żelazną kurtyną". Tak, to był zupełnie inny świat. Bajeczny, kolorowy, w którym było wszystko, a u nas w sklepach brakowało podstawowych artykułów. Byliśmy wizytówką kultury z Polski, to zobowiązywało. Zespół "Śląsk" był postrzegany jako coś niewyobrażalnie elitarnego. Wszyscy czuliśmy, że nasza praca jest wyjątkowa. Dawaliśmy z siebie maksimum możliwości. Miałam zaszczyt przepracować w tym wspaniałym zespole 32 lata i 8 miesięcy. Nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas przeleciał.

Trudno jest pogodzić życie rodzinne i karierę. Jak pani się to udawało? I jak będąc kochającą matką znosiła rozstania z córką?

- Nie było łatwo, ale przy pewnej dyscyplinie i zrozumieniu można było się realizować artystycznie. Przecież to była moja praca, a ja w tym co robię zawsze jestem solidna. Tak zostałam wychowana. Więc reżim pracy jaki sobie narzuciłam, nie był dla mnie niewykonalny, a po jakimś czasie, przynosił bardzo pozytywne efekty. Kiedy wyjeżdżałam, córką opiekowała się babcia. Asia lubiła z nią zostawać. Babcia uczyła ją piosenek, gier i zabaw. Zapraszała do wspólnej zabawy jej koleżanki. Razem czas oczekiwania na mój powrót, upływał jej niepostrzeżenie.

Zawsze pamiętałam o prezentach, które były szczególnie oczekiwane przez dzieci. Często były to prezenty nieosiągalne na polskim rynku w czasach PRL-u. Rozstania, szczególnie z małym dzieckiem, nie są łatwe. Tęsknota jest wielka. Zamartwiasz się, czy wszystko jest w porządku, a w tamtym czasie nie było aż tylu możliwości stałego kontaktu, choćby telefonicznego, co obecnie.

Kiedy autobus zespołu prosto z lotniska wjeżdżał na dziedziniec Pałacu w Koszęcinie, gdzie swoją siedzibę ma ZPiT "Śląsk", emocje były ogromne. Powroty z wyjazdów to były cudowne chwile. Na powitanie rodziców, dzieci uczyły się przedstawień i wierszyków. Jednak na widok rodziców, wszyscy o tym zapominali. Rzucali się sobie w ramiona i pędzili jak najszybciej do domów, żeby nacieszyć się sobą i prezentami.

Powtarza pani, że jest optymistką, że przez życie należy iść z uśmiechem. Czy w pani życiu nie zdarzały się kryzysy? Skąd brała pani siłę, żeby je pokonać?

- Jestem urodzoną optymistką, niektórzy mówią, że szczęściarą. Faktem jest, że urodziłam się w czepku, ale czy to coś znaczy? Moje dzieciństwo miałam trudne, nie przelewało się w domu. Ojca straciłam zaraz po moim urodzeniu, mama wychowywała mnie sama, jednocześnie pracując. Musiałam od najmłodszych lat radzić sobie sama.

- To mnie nauczyło, że w życiu nie jest ci dane wszystko na tacy, ale musisz zawalczyć, jeśli chcesz zdobyć coś więcej niż inni. Nigdy się nie zatrzymywałam, choć nieraz było ciężko, mój wrodzony optymizm, nie pozwalał mi myśleć, że nie może być inaczej jak tylko dobrze. Kryzysy są i odchodzą. Nie można myśleć cały czas negatywnie, bo w ten sposób nie dopuszczamy do siebie tej dobrej aury. Sił nieraz mi brakowało, wtedy czerpałam z rezerw i szłam do przodu. Bez mojego mocnego charakteru i konsekwencji w tym co robię, nie było by mnie tutaj gdzie dzisiaj jestem.

Od lat z ogromnymi sukcesami prowadzi pani solową karierę, czy myślała pani kiedyś, żeby przestać śpiewać?

- Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Nie mam aż tyle czasu, żeby rozmyślać co będę robić. Moje projekty estradowe sięgają daleko do przodu. Nie znoszę nudy. Cechuje mnie duża aktywność zawodowa. Jestem ciągle w rytmie pracy. Oczekiwania publiczności, moich fanów, motywują mnie do dalszej pracy. Koncerty i spotkania z moją publicznością kocham najbardziej. Mam wiernych fanów, ich oczekiwań nie mogę zawieść. Zdrowie i kondycja dopisują mi, więc nie myślę o zakończeniu kariery.

Czy znajduje pani czas dla siebie? Jak najbardziej lubi pani odpoczywać?

- Zawsze znajdę czas dla siebie. Lubię podróże, które wiele mnie nauczyły. Bywam często poza granicami kraju, również tam pracuję. Całkowite oderwanie się od rzeczywistości jest bardzo trudne, a każdy urlop szybko się kończy i trzeba stawić czoła obowiązkom. Zawsze czynię to z pełnym zaangażowaniem, lubię nowe wyzwania. Żyjąc ciągle na walizkach, cenię sobie ponad wszystko, relaks i odpoczynek w moim domu w Koszęcinie. To jest to miejsce na ziemi, do którego tęsknię najbardziej i najchętniej wracam. Cieszy mnie, każdy dzień w nim spędzony. Tu najlepiej wypoczywam. Podobne wrażenie odnosi moja córka Asia, tato oraz mój mąż. Wszyscy bardzo lubimy przebywać tu razem.

Jak Teresa Werner poznała swojego drugiego męża? Czytaj na następnej stronie!

Historia miłości pani męża jest wręcz filmowa! Jak się poznaliście? Jaki jest pani przepis na udany związek?

- Poznaliśmy się przypadkowo. Ubezpieczał mnie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale dopiero dzisiaj widzę, że nieźle mnie ubezpieczył i to na całe życie. Od tego spotkania otrzymywałam od niego SMSy z zaproszeniem na kawę. Przychodziły w różnych momentach - gdy byłam akurat na lotnisku w Amsterdamie albo w Paryżu, w drodze do USA itp. Trwało to około siedmiu lat.

Byłam w ciągłych rozjazdach z zespołem, a on coraz mniej wierzył, że coś z tego będzie. Uważał, że jestem dla niego nieosiągalna. Był chyba w niezłym szoku, gdy dostał ode mnie SMSa z wiadomością, że wracam do Polski i możemy się spotkać. Dalej wszystko potoczyło się szczęśliwie. Dzięki temu, jesteśmy dzisiaj małżeństwem. Wzajemne zrozumienie, umiejętność kompromisu to podstawa dobrego małżeństwa. Nie skupianie się na błahostkach i drobnych problemach, wzajemny szacunek, te cechy dają podstawy do wspólnego, długiego życia.

Mąż znosi cierpliwie uwielbienie, jakim otaczają panią fani. Które z "wyczynów" pani fanów, zapadły wam najbardziej w pamięć?

- Mój mąż to spokojny, zrównoważony człowiek, towarzyszy mi niemal we wszystkich projektach. Jak wielkie było zaskoczenie i szok dla wszystkich, kiedy w finałowej części koncertu tuż obok estrady wylądował helikopter. Okazało się, że jeden ze znanych biznesmenów, przyleciał nim specjalnie po mnie.

Innym razem w innym miejscu byłam zaproszona wraz z ekipą do prywatnej rezydencji na bankiet. Właściciel nikogo nie uprzedził o formie mojego powitania. Zrobił to za pomocą dwóch armat z których oddał salwę powitalną. Wszyscy z wrażenia, a może i huku, dosłownie padli na kolana. Tak więc, zawód ten może dostarczać również ogromnych wrażeń, nie tylko estradowych.

Mówi pani, że czuje się jak osiemnastolatka i tak pani wygląda. Jaki jest sekret pani urody? Co z dietą i ćwiczeniami?

- Sekretem mojej urody są przede wszystkim moje geny. Moja mama była kobietą zadbaną, modną, poruszającą się z gracją. Miała wszystko to co mężczyźni najbardziej cenią u kobiety, łącznie z urodą. Dbanie o swoją urodę, podkreślanie jej walorów makijażem, czy ubiorem, uzupełnienie biżuterią i wykończenie bukietem zapachu to indywidualne cechy i decyzje każdej kobiety.

Styl jaki wykreowałam przez lata pracy, pasuje do mnie. Pasuje do mojej urody. Jestem dojrzałą kobietą, ze sporym doświadczeniem, nie mam zamiaru wprowadzać nagłych zmian w mojej artystycznej karierze. Mój wizerunek i styl ubierania się, poruszania się, a nawet zachowania podkreśla moją osobowość i jest z nim nierozłączny i bardzo spójny. Jak na razie to z ćwiczeniami jest słabo. Wędrówki do lodówki, trzeba jak najszybciej zakończyć. Cała ta sytuacja w kraju i na świecie, wywołuje u nas nienajlepsze zachowania.

Ma pani wspaniałą garderobę, cudne kreacje, które podziwiają fani. Kto dba o pani stylizacje? Kto je wybiera?

- Wszyscy, którzy mnie bliżej znają, wiedzą, że ja na nikogo się nie kreuję. Po prostu taka jestem. Taki jest mój wizerunek i odpowiednia do niego stylizacja. Kobieta zadbana, dobrze ubrana to dzisiaj nie taka rzadkość. Ciągle słyszę, że jestem oryginalna i niepowtarzalna. Cieszą mnie takie opinie. Jestem całkowicie niezależna w tym co robię. Nikt mi niczego nie podpowiada, nie doradza. Wszystko to są moje wybory. Czy dobre, czy złe to już pozostawiam do oceny publiczności. Najważniejsze, żebym ja sama w tych stylizacjach dobrze się czuła.

Jako kobieta, muszę powiedzieć, że w sukienkach czy kreacjach, które wybieram dla siebie, czuję się świetnie i komfortowo. Nie pracuje ze mną sztab projektantów, doradców modowych, czy makijażystów, choć nieraz chętnie bym skorzystała z fachowej pomocy.

Jakie ma pani plany na najbliższy czas?

- Jak już wcześniej wspominałam, moje projekty estradowe, jak również te z nimi powiązane, sięgają dalej niż w najbliższy czas, co oczywiście bardzo mnie cieszy. W przyszłym roku, wypada 10 lat pracy na estradzie związanych z moją solową karierą. Równa dekada. Jak ten czas szybko leci! Odnoszę wrażenie, jakbym dopiero zaczynała, a tu pora na podsumowanie tego okresu.

W związku z tym, przewidziane są jubileuszowe koncerty, podczas których będą niespodzianki, prezenty i specjalni goście, a wszystko to dla mojej kochanej publiczności. Czeka mnie promocja książki, która jest przygotowana do wydania na tą okazję. Autor zawarł w niej, historię mojej solowej kariery na kilkuset stronach, dokumentując moje najważniejsze dokonania, a wszystko to bogato ilustrowane fotografiami. Czy to, jak na jeden rok nie wystarczy?

Czego życzyłaby pani wielbicielom, słuchaczom, widzom na święta i Nowy Rok?

- Życzę wszystkim wspaniałych, ciepłych, rodzinnych świąt. Zdrowia i uśmiechu. Niech przyszły rok będzie szczęśliwy. Niech spełnią się wam wszystkie marzenia.

Rozmawiała: Anna Rzążewska


----------------------------------------

Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii!

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź!

W tym roku świętujemy swoje 20-lecie i mamy dla Ciebie niespodziankę. Masz szansę wygrać wielką gotówkę już dziś!  Zapraszamy do udziału w Multiloterii. Każdego dnia do wygrania minimum 20 000 złotych, a w wybrane dni grudnia nawet 40 000 złotych! Dołącz do tysięcy Internautów biorących udział w grze! Kliknij link GRAM o duże pieniądze już teraz!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL