Reklama

Olly Alexander (Years & Years): Uwielbiam mówić o seksualności [WYWIAD]

Years & Years to obecnie solowy projekt Olly'ego Alexandra /Universal Music Polska

Utwór "Starstruck" jest pierwszym oficjalnym singlem Years & Years po trzyletniej przerwie od albumu "Palo Santo" i jednocześnie pierwszą piosenką po przekształceniu zespołu w solowy projekt Olly'ego Alexandra. To właśnie on w rozmowie z Interią opowiedział, co zmieniło się u niego w ostatnim czasie, jak radzi sobie z akceptacją i problemami psychicznymi.

Olly Alexander niedawno zagrał główną rolę w bijącym rekordy popularności serialu HBO "Bo to grzech".

Reklama

Jako lider Years & Years, Olly Alexander stał się jedną z najciekawszych gwiazd współczesnego popu. Wokalista ma na koncie dwa świetnie przyjęte albumy, 5 nominacji do BRIT, wyprzedane trasy koncertowe na całym świecie, a także bogaty dorobek aktorski. 

Jest także głosem wsparcia dla środowiska LGBTQ+. Okazywał je na różne sposoby, czy to podczas poruszającej przemowy w trakcie występu na Glastonbury 2016 czy w dokumencie BBC "Olly Alexander: Growing Up Gay", jak również w intrygującym świecie stworzonym wokół "Palo Salto" (premierze płyty towarzyszył film krótkometrażowymi z Judi DenchBenem Whishawem).

Do sieci trafił właśnie remiks singla "Starstruck", w którym Alexandrowi towarzyszy jedna z najjaśniejszych gwiazd popu i ikon środowiska LGBT - Kylie Minogue.

To nie pierwszy gwiazdorski duet Years & Years w tym roku. W trakcie ceremonii 2021 BRIT Awards Olly wystąpił z sir Eltonem Johnem, prezentując nową wersję "It's A Sin".

Kasia Gawęska, Interia: Od naszego ostatniego spotkania przed jednym z koncertów Years & Years minęło aż sześć lat! Byliśmy wtedy dzieciakami, dzisiaj rozmawiam z dojrzałym artystą. Co się u ciebie zmieniło w tym czasie?

Olly Alexander (Years & Years): - O rany! Nauczyłem się wielu rzeczy. Objechałem cały świat w ramach tras koncertowych, odniosłem sukces z Years & Years - samo to doświadczenie odmieniło moje życie. Zawsze chciałem być muzykiem, śpiewać i pisać piosenki. W momencie, w którym marzenie stało się rzeczywistością, poczułem coś pięknego, nieopisanego. Nie mam pojęcia, jak do tego doszło, co takiego zrobiłem, że akurat ja na to zasłużyłem.

Później minęło trochę czasu i odkryłem, że w zasadzie jestem tą samą osobą, co kiedyś. Moje problemy nie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dlatego, że wydałem piosenkę, która spodobała się ludziom. To była dobra lekcja, bo nauczyłem się doceniać więź, którą mam z ludźmi słuchającymi mojej muzyki, kochającymi Years & Years. Zrozumiałem, dlaczego uwielbiam tworzyć muzykę, dlaczego uwielbiam Years & Years. Teraz też mocniej doceniam to, co mam, to, co kocham. Czasami bardzo łatwo jest o tym zapomnieć, bo na pierwszy plan wychodzą ego albo niepotrzebne dramaty. Każdy zawsze będzie miał takie momenty, bez względu na swoją osobowość, zawód, czy branżę, w której działa. Ale w tym momencie jestem podekscytowany tym, że mogę robić swoje i jestem szczęściarzem, nagrywając muzykę. A, i na koniec: odkryłem, że nic nigdy nie jest takim, jak się wydaje, ale często tak jest lepiej.

Muszę przyznać, że jestem dumna słuchając tego, co teraz mówisz i obserwując na co dzień twoje osiągnięcia. Mam wrażenie, że jesteś po prostu szczęśliwy, dobrze się bawisz, coraz bardziej akceptujesz siebie. "Starstruck" według mnie idealnie pokazuje drogę, którą musiałeś przejść do pokochania siebie.

- Masz rację i bardzo cieszy mnie wszystko, co właśnie powiedziałaś. Dziękuję! Jestem w takim momencie życia, gdzie rzeczywiście z roku na rok jest mi coraz lepiej z samym sobą. I chociaż "Starstruck" rzeczywiście do tego nawiązuje, to nie taka jest geneza tej piosenki.

Jakiś czas temu wybrałem się na wycieczkę nieopodal Londynu. Spędziłem trochę czasu w studio nagraniowym na wsi z ludźmi, z którymi pracuję. Pewnej nocy wpadłem na pomysł na ten utwór i od razu go podłapaliśmy. Chodziło mi o dążenie do radości, szczęścia, beztroski i nierozstawania się z tym uczuciem. W przeszłości pisałem piosenki, które przypominały wpisy do pamiętnika. Tym razem chciałem poczuć prawdziwą wolność i opisać swoją fantazję, wyobrażenie, bo uważam, że wyobrażone rzeczy są tak samo wielką częścią życia każdego człowieka, jak to, co się mu przytrafia.

Właśnie to kocham w muzyce pop. Mimo to rzeczywiście pisząc tę piosenkę zacząłem opisywać swoją drogę do pokochania siebie. Kiedy nadszedł czas na nakręcenie teledysku, odbyłem cudowną rozmowę z Sherrie Silver, choreografką i moją zaprzyjaźnioną reżyserką. Rozmawialiśmy o tym, że mogłoby gonić mnie moje lustrzane odbicie. Pokochałem ten pomysł, bo tak naprawdę w większości teledysków Years & Years chodziło o podobne motywy, zawsze związane z kwestiami tożsamości. Ale dopiero teraz mogłem tak mocno zaangażować się w taki projekt. Jestem starszy i bardziej doświadczony i nadal odczuwam głód koncertowania, występowania, tworzenia, wywoływania w moich fanach dumy i ekscytacji. Nigdy wcześniej nie miałem na tyle odwagi, żeby to przyznać i zmierzyć się ze sobą.

Kiedyś Years & Years było trzyosobowym zespołem. Teraz to tylko ty. Na przestrzeni lat byłam na wielu waszych koncertach i myślę, że ta decyzja musiała kiedyś zapaść. Mocno dojrzałeś jako artysta.

- Masz rację, ta ewolucja była naturalna i trwała kilka lat. Ogłoszenie decyzji, że Years & Years będzie moim solowym projektem było nagłe i stanowiło zaskoczenie dla naszych fanów, ale od dawna każdy z nas tworzył muzykę w inny sposób. Nie byliśmy już tym samym zespołem, w którym zaczynaliśmy. Nie uważam, żeby to było coś złego. Po prostu dorośliśmy i każdy z nas mocno się zmienił. Stworzyłem też wiele muzyki bez Mikey'a i Emre. Mimo to jeździliśmy wspólnie w trasy koncertowe. Zawsze dawali od siebie wiele. Bardzo się cieszę, że tak było.

Ale w trakcie pandemii doszliśmy do wniosku, że nadszedł czas na szczerość i przemyślenie tego, co chcemy robić i co robimy. Każdy z nas ma swoje życie. Mikey i Emre mają teraz swoje zajęcia. Doszliśmy do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie rozstanie jeśli chodzi o zespół. Wszyscy się na to zgodziliśmy. To dziwne, bo przywykłem do tego, że są obok mnie. Ale zmiana to często dobra rzecz. Staram się skupić na pozytywach. No i wciąż się kochamy, więc jest dobrze.

Czyli wciąż są przy tobie, tyle że nie fizycznie.

- Dokładnie. Cieszy mnie to.

Rozmawialiśmy o teledysku do "Starstruck", więc nie mogę nie wspomnieć o serialu "Bo to grzech" i twojej niesamowitej roli. Zastanawia mnie, czy coś się zmieniło? Zawsze grałeś w różnych produkcjach, ale twierdziłeś, że muzyka jest ci bliższa. Jak to wygląda teraz?

- Aktorstwo i muzyka umożliwiają mi różne rzeczy. Często myślę nad tym, jak mocno te dziedziny na siebie oddziałują. Lubię myśleć o sobie jako o artyście, a artyści zawsze myślą o swoich występach. Kiedy pracuję jako aktor, wszystko jest dla mnie przygotowane, opisane, wcielam się w postać, która ma wypowiedzieć konkretne słowa. Staję się częścią wielkiej grupy, którą nadzoruje reżyser. Bardzo mnie to ciekawi. Lubię to.

A kiedy tworzę muzykę, to chociaż współpracuję z wieloma osobami, to dużo bardziej osobista ścieżka. To moje słowa, moje życie. Ja jestem wokalistą, ja jestem autorem, mogę być reżyserem, jestem bohaterem. Stoję za wszystkim, co uwielbiam.

Nagrywając "Bo to grzech", znowu mogłem być częścią większej drużyny. To może się też wiązać z dużą presją. Całą pewność siebie, którą zdobyłem w trasie z Years & Years, włożyłem w tę rolę. Inspiruje mnie też muzyka z tego serialu. Dzięki temu zapragnąłem znowu pisać piosenki. Lubię płynnie przechodzić z aktorstwa do śpiewania i na odwrót.

Ja zawsze postrzegałam aktorstwo jako formę udawania, może nawet umożliwiającą ochronę przed oceną. Z kolei jako wokalista nie masz się za czym schować. Dużo mówisz o zdrowiu psychicznym i społeczności LGBT, za co ci dziękuję. Ale czy to nie jest czasami przytłaczające?

- Szczerze mówiąc, czasami bardzo mnie to przytłacza. Nie zawsze jestem świadomy, że właśnie mówię o czymś, co dla innych ludzi może być trudnym tematem. Nigdy tego nie żałuję, ale nie zawsze mam tę wiedzę. Później widzę, że powstaje z tego nagłówek, artykuł, czy tweet. To strasznie dziwne. Często mnie to przeraża, bo uwielbiam mówić o seksualności, życiu jako gej, znaczeniu zdrowia psychicznego w życiu każdego z nas. Gdybym nie był Ollym Alexandrem z Years & Years, nadal chciałbym o tym mówić.

Osoby otwarcie mówiące o takich rzeczach bardzo mi pomogły i sama myśl o tym, że mógłbym zrobić dla kogoś to samo, napędza mnie do podejmowania prób w tym kierunku. Ale czasami rzeczywiście muszę postawić jakąś granicę i zrobić sobie przerwę od mówienia o problemach, z którymi wciąż się zmagam. Wiesz, cały czas mam problemy psychiczne i czasami muszę sprawdzić, czy jest ze mną w porządku, żebym mógł kontynuować swoją działalność. To zawsze będzie mi towarzyszyło. Nie zawsze chodzi o rezultaty, czyli o to, że bez przerwy uczę się siebie, ale o sam proces.

To, o czym mówisz, jest bardzo ważne. Sama nie mam problemu z mówieniem o własnych problemach, ale przeraża mnie fakt, że mogłabym komuś zrobić krzywdę, bo nie jestem profesjonalistką. Jakie masz do tego podejście?

- Zawsze uważam na to, co mówię. Ciężko to zrobić i myślę, że kilka razy powiedziałem różne rzeczy, które dzisiaj ująłbym inaczej. Pocieszam się tym, że ludzie są mądrzy i zawsze są w stanie dotrzeć do twoich intencji. Nawet jeśli nie wiesz, co powiedzieć, większość osób zwykle doceni to, że w ogóle próbujesz. To bardzo trudne, zawsze stanowi to wyzwanie, ale zachęcam cię do jego podjęcia.

Kończy nam się czas, więc szybko wrócę do lżejszych tematów... Jakie są twoje plany na najbliższą przyszłość?

- Właśnie kończę przygotowania nowego albumu. Będzie świetny. Jestem mega podekscytowany, bo kocham wszystkie piosenki, które się na nim znajdą. Nie mogę się doczekać, kiedy ludzie je usłyszą. Następnym krokiem jest zdecydowanie, jaki będzie następny krok [śmiech]. Na pewno płyta będzie bardzo radosna, będziesz mogła przy niej tańczyć, będzie inna niż "Starstruck".


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Years & Years | wywiady | Olly Alexander

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje