Reklama

"Muzyczni terroryści"

Nazwisko Maxa Cavalery zawsze kojarzyć się będzie z grupą Sepultura. Jej były lider od dłuższego czasu próbuje się jednak uwolnić od utożsamiania go wyłącznie z tym zespołem. Całą swą energię wykorzystuje pracując z formacją Soulfly. Przy okazji wizyty zespołu w Polsce o współpracy z Tomem Arayą, znaczeniu słowa „prymitywny” i przyszłości rocka z Maxem rozmawiał Konrad Sikora

To nie jest twoja pierwsza wizyta w naszym kraju. Jak wspominasz poprzednie pobyty w Polsce?

Reklama

Za każdym razem, kiedy tu jestem jest fantastycznie. Macie tutaj fantastyczną publiczność. Cieszę się, ze mogę zagrać tu znów podczas trasy promującej „Primitive”. Jestem pewien, że tak jak poprzednio będziemy się doskonale razem bawić.

Czy kiedy nagrywałeś nową płytę Soulfly było ci już łatwiej, pozbyłeś się tego ciężaru oczekiwań fanów Sepultury?

Tak. Zdecydowanie ta płyta powstawała w lżejszej i przyjemniejszej atmosferze. Można to wyczuć już przy pierwszym przesłuchaniu. Jest na nim bardzo dużo pozytywnej energii. To dla mnie bardzo ważne. Mogłem pójść krok naprzód z moją muzyką. Nie chcę być więźniem swojej przeszłości i swojej muzyki. Chcę robić ciągle nowe rzeczy. Pewne rzeczy zostają ciągle te same, ale niektóre elementy mojej muzyki ciągle się rozwijają i z tego jestem najbardziej zadowolony.

Na płytach Soulfly pojawia się wielu gości. Czy to celowy zabieg?

Bierze się to z tego, że słucham bardzo różnej muzyki, szczególnie dużo hip-hopu i hardcore’u. Wykonawcy tych gatunków zawsze maja na swych płytach ogromne ilości artystów, którzy gościnnie na nich śpiewają lub grają. Zapytałem więc sam siebie, dlaczego nie zrobić tego samego w przypadku Soulfly. Miałem wątpliwości jak później rozwiązać ten problem w przypadku koncertów. Stwierdziłem jednak, że płyta jest płytą i dlatego rozpocząłem zapraszanie moich przyjaciół. Mam zamiar robić to dalej przy następnych płytach. Chodzi mi o to, aby współpracować z ludźmi z różnych kręgów muzycznych i kulturowych, bo to czyni muzykę bardziej fascynującą.

Na tym albumie zaśpiewał m.in. Tom Araya. Jak do tego doszło? On nie zgadza się na granie z innymi artystami.

Pomysł takiej współpracy podsunął mi jeden z fanów. Napisał mi w liście, że powinienem współpracować z Tomem. Pomyślałem nad tym i stwierdziłem, ze to doskonały pomysł. Zadzwoniłem do niego i zapytałem czy zgodziłby się zaśpiewać na nowej płycie Soulfly. Byłem bardzo zdziwiony, bo od razu na to przystał. Miałem już wtedy gotową piosenkę „Terrorist”. Przypadła mu do gustu i nagranie poszło nam bardzo szybko. Zanim weszliśmy do studia, cały tydzień słuchałem w domu „Reign In Blood”. Od zawsze byłem fanem Slayera i próbowałem się wczuć w atmosferę. Współpracę z nim można określić jednym słowem – adrenalina! Max i Tom – dwóch rewolucjonistów, dwóch muzycznych terrorystów.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: muzyczne | Brazylia | okładki | metal | rzeczy | pomysł | rock | nazwisko | terroryści | muzyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje