Reklama

Mick Hucknall (Simply Red): Muzyka ma pomóc uciec od problemów

"Uwielbiam to, co robię i szczerze nie mogę się już doczekać tej trasy" - mówi w rozmowie z RMF FM Mick Hucknall. Brytyjski wokalista ze swoją grupą Simply Red wystąpi 25 listopada 2020 r. w hali COS Torwar w Warszawie w ramach promocji płyty "Blue Eyed Soul".

Na czele grupy Simply Red stoi Mick Hucknall

Simply Red ma w dorobku ponad 60 mln sprzedanych płyt. Do największych przebojów należą takie utwory, jak m.in. "Holding Back The Years", "If You Do not Know Me By Now", "Something Got Me Started", "Right Thing", "Stars", "Fairground", "The Air That I Breathe".

Reklama

Ekipa Micka Hucknalla w 2015 r. powróciła po 5-letniej przerwie. Ukazał się wówczas album "Big Love" z premierowym materiałem, a grupa ruszyła w trasę z okazji 30-lecia działalności.

"Lubię rocznice, a ta jest wielka. Czuję, że to dla nas dobry i odpowiedni moment" - mówił wtedy rudowłosy lider.

Pod koniec 2016 r. w Irlandii i Wielkiej Brytanii zespół zagrał specjalne koncerty z okazji 25. rocznicy wydania płyty "Stars".

Na początku listopada ukazała się funkowa płyta "Blue Eyed Soul", którą grupa będzie promować w 2020 r. na europejskiej trasie. Obejmie ona łącznie 33 miasta. Jedyny koncert w Polsce odbędzie się 25 listopada 2020 r. w COS Torwar w Warszawie.

Mateusz Opyrchał, RMF FM: Pierwsza myśl po odsłuchu albumu "Blue Eyed Soul" - nie mogę się doczekać, aż usłyszę te utwory na żywo. Sporo funkowego brzmienia! Przypomina mi bardzo energię i klimat debiutanckiej płyty "Picture Book".

Mick Hucknall (Simply Red): - To chyba najbardziej funkowy album, jaki kiedykolwiek nagraliśmy. Bardzo mnie to cieszy! Myślę, że "Blue Eyed Soul" bardzo spodobałby się producentowi, który pracował z nami w 1985 roku.

To właśnie funkowe zespoły były tymi, które ukształtowały cię jako muzyka?

- Na samym początku, kiedy byłem jeszcze bardzo młodym dzieciakiem, moją pierwszą, największą inspiracją byli The Beatles. Potem dołączyli The Rolling Stones, Tamla, Motown. Kiedy zacząłem karierę z Simply Red, zagłębiłem się mocno w muzykę lat siedemdziesiątych. Barry White i Marvin Gaye to artyści, którzy mieli znaczący wpływ na początek mojej drogi muzycznej.

Podczas pracy nad "Blue Eyed Soul" te inspiracje wciąż ci towarzyszyły?

- Tak, zwłaszcza klimat późnych lat siedemdziesiątych. Brzmienie lat osiemdziesiątych wykorzystywało więcej elektroniki i automatów perkusyjnych, których nie usłyszycie na tym albumie. Wszystko nagraliśmy używając instrumentów akustycznych.

Masz raczej klasyczne podejście do nagrywania w studiu...

- Na pewno jeśli chodzi o ten zespół, którego najmocniejszą stroną są koncerty na żywo. Piosenki, które znalazły się na płycie, będą brzmiały dokładnie w ten sam sposób na scenie.

Jesteś autorem wszystkich utworów. Jak wyglądał sam proces komponowania?

- Napisałem wszystkie piosenki w swoim domu, używając telefonu i iPada. Teksty zapisywałem na iPadzie, a kiedy miałem w głowie pomysł na melodię, śpiewałem ją do telefonu. Kiedy miałem już gotowy utwór, wysyłałem go do producenta, mojego dobrego przyjaciela Andiego Wrighta. Zanim wszedłem do studia, stworzyłem wszystkie aranżacje. Potem nadszedł czas na próby i pierwsze nagrania demo całych utworów.

Nagrywanie pomysłów na telefon brzmi bardzo oldschoolowo.

 - Nie wiem, czy samo nagrywanie na telefon jest bardzo staromodne. Największą zaletą urządzeń elektronicznych jest to, że możesz na nich zapisać dosłownie wszystko i masz pewność, że tego nie stracisz. Dawniej, kiedy wpadł mi do głowy pomysł na melodię i byłem akurat w samolocie, nie miałem możliwości, żeby od razu ją gdzieś zapisać. Przez to mogła mi bardzo szybko umknąć. Teraz mam pewność, że żaden pomysł nie przepadnie.

Rok 2020 będzie dla ciebie bardzo intensywny. Zagracie 33 koncerty na trasie.

- To moja praca! Uwielbiam to, co robię i szczerze nie mogę się już doczekać tej trasy. Nie sprawia mi to większej trudności. Mam wokół ludzi, którzy bardzo o mnie dbają i będę miał też sporo czasu na odpoczynek.

Jako wielki fan, będziesz mógł na przykład spokojnie obejrzeć mecz Manchesteru United.

- Możliwe! (śmiech) Pamiętam, że przez to raz miałem spore kłopoty. Oglądałem mecz w garderobie, który bardzo się przedłużał. Miałem wyjść na scenę, ale musieli poczekać na mnie piętnaście minut, zanim mecz się skończył! To było jakieś ważne spotkanie, chyba półfinał Ligi Mistrzów. Staram się tak oczywiście nie robić, ale czasem się to zdarza. (śmiech)

Wracając do trasy koncertowej, jak sam wspomniałeś, granie na żywo jest dla ciebie czymś wyjątkowym.

- Sam koncert to wyjątkowy moment, przepełniony energią, którą ciężko jest opisać. Dla mnie najważniejsza jest publiczność, dla której gram. Trzeba pamiętać o tym, że ludzie, którzy przychodzą na koncert, wydali pieniądze żeby zobaczyć zespół w najlepszej formie. Za każdym razem chcę sprawić, by im się to opłaciło. Granie na żywo to dla mnie cudowna interakcja z publicznością. Uwielbiam, kiedy ludzie śpiewają razem ze mną i mogą poczuć, że są istotną częścią całego show.

Jako artysta z tak ogromnym doświadczeniem, na pewno zgodzisz się ze stwierdzeniem, że muzyka i emocje, które niesie ze sobą, mogą być lekarstwem na wiele problemów. Może przynajmniej sprawić, że na chwilę zapomnimy o tych gorszych momentach w życiu.

- Muzyka ma przede wszystkim spełniać funkcję rozrywki, ale tak jak powiedziałeś, buduje niesamowite emocje. Zawsze kochałem słowa utworu "Hey Jude" Paula McCartneya "Take a sad song and make it better". Czasem zagrasz smutny utwór, który sprawi, że poczujesz się szczęśliwy. Nie jestem zwolennikiem głoszenia ze sceny wielkich słów o problemach na świecie, kiedy publiczność przychodzi na koncert właśnie po to, by od tych problemów choć na chwilę uciec. Moim zadaniem jest sprawić, by ludzie poczuli się dobrze, słuchając muzyki.

Niech tak będzie podczas nadchodzącej trasy.

- Zrobię wszystko, co w mojej mocy!

RMF FM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Simply Red | Mick Hucknall

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje