Reklama

"Mam sentyment do Polski i Polaków"

W żyłach urodzonego we Francji Matta Pokory (naprawdę Mathieu Totta) płynie polska krew - dziadkowie piosenkarza pochodzili z naszego kraju i wyemigrowali do Francji. Właśnie w tym kraju i w Polsce Matt zyskał największą popularność. Piosenkarz wygrał francuski telewizyjny konkurs talentów, by później zainteresować swoją osobą samego Timbalanda.

Super producent pomógł Mattowi w nagraniu trzeciego albumu zatytułowanego "MP3" (2008), który wokalista promował w Polsce między innymi na festiwalu w Sopocie. Pokora przyjechał także do Krakowa, by pomóc bić rekord Guinnessa w liczbie jednocześnie tańczących par.

Reklama

Podczas pobytu w Krakowie z Mattem Pokorą rozmawiała Katarzyna Malenda.

Cześć Matt! Jak ci się podoba Polska, Kraków, Warszawa...?

Nie miałem możliwości spędzenia dłuższego czasu w tych miastach, ale ten skrawek, który widziałem, był na prawdę fajny, ładny. Byłem też w Sopocie, teraz jestem tu w Krakowie i zachwyca mnie Rynek, ci wszyscy ludzie, słońce, cudowna pogoda, piękna architektura. Naprawdę czuję się tu świetnie.

A reakcja ludzi na twój widok? Jak się czułeś?

Jestem bardzo szczęśliwy widząc, ile ludzi przyszło dzisiaj do Empiku po mój autograf, żeby się ze mną spotkać i jak ludzie reagowali, kiedy występowałem. Cieszy mnie fakt, że Polska jest drugim po Francji krajem, który odwiedzam najczęściej w celach promocyjnych. Byłem tu trzy razy w ciągu dwóch miesięcy, a zazwyczaj jest to jeden raz na trzy miesiące.

Ja i moja ekipa dobrze czujemy się w tym kraju. Zwłaszcza ja, bo moi dziadkowie są z Polski, więc zawiązuje się tu moja historia, mam sentyment do Polski i Polaków.

Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką? Kiedy poczułeś, że śpiewanie to jest to, co chcesz robić w życiu?

Najpierw zacząłem tańczyć, gdy miałem 7-8 lat, a śpiewanie pojawiło się dopiero później, w wieku 12 lat. Następnie, w wieku 15 lat, pisałem już własne utwory. Wiesz, robiłem swoje w moim mieście, Strasburgu, na zachodzie Francji.

I tam odbywał się casting do programu telewizyjnego "Popstars", który miał kreować przyszłe gwiazdy. Miałem wtedy 17 lat, wziąłem w nim udział i wygrałem. Razem z pozostałymi dwoma zwycięzcami programu przez rok byłem w składzie zespołu Linkup, ale już po pierwszym albumie zdecydowałem się odejść i zacząć solową karierę.

Nad ostatnim albumem "MP3" pracowałeś z Timbalandem, jednym z najlepszych i najpopularniejszych na świecie producentów muzycznych. Jak to było nagrywać z kimś takim? Zgadzaliście się co do brzmienia muzyki?

Timbaland wywarł na mnie ogromny wpływ, jestem wielkim fanem jego muzyki odkąd skończyłem 15 lat. Zaczynał wtedy z Aaliyah, Ginuwine, Missy Elliot... Zawsze podobała mi się jego muzyka, kariera jako producenta i współpraca z nim była wielką szansą. Więcej nauczyłem się przez dwa miesiące w studiu z nim, niż przez 5 lat w przemyśle muzycznym.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: konkurs talentów | dziadkowie | 5 lat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje