Reklama

"Malarz pokojowy"

Uznawany jest za najważniejszego artystę nurtu ambient od czasu Briana Eno. Archeolog, alpinista i muzyk, Geir Jenssen, od ponad dwunastu lat w niewielkim mieście Tromsř, 400 mil od koła podbiegunowego, tworzy tzw. "arktyczną muzykę" jako Biosphere. Jego najnowsza płyta "Autour de la Lune" to jednak podróż razem z Juliuszem Verne aż na Księżyc. Z artystą o pojęciu muzyki ambient, elektroakustyce i "popowej niespodziance" rozmawiał Jacek Skolimowski.

Ambient jest dosyć specyficznym gatunkiem muzycznym. Wiele osób, szczególnie wychowanych na rocku, narzeka, że jest on wtórny i nudny. W takim razie powiedz, jakie powinno być nastawienie słuchacza, kiedy włącza płytę z muzyką ambient, żeby mógł ją zrozumieć?

Reklama

Ja raczej nie staram się nikogo namawiać do słuchania ambientu, szczególnie fanów rocka. Jeśli uważają, że jest to nudna muzyka, to i dobrze, bo nie usłyszą tam solówek i refrenów. Natomiast myślę, że niewiele potrzeba do zainteresowania się ambientem. To często po prostu kwestia charakteru, trzeba tylko potrafić i chcieć się wyciszyć, a później zanurzyć się w świecie dźwięków.

Taka czasem nawet agresywna reakcja na muzykę ambient w środowisku rockowym może trochę dziwić. Krytycy przecież często wskazują na to, że takie zespoły jak Pink Floyd czy Tangerine Dream były prekursorami gatunku. Nawet Brian Eno grał w rockowym Roxy Music. Wśród takich wykonawców jak Jean-Michel Jarre, Vangelis, Kraftwerk także upatrywano ojców ambientu. Jestem ciekaw, na ile dorobek muzyczny wspomnianych artystów ukształtował ciebie?

Dla mnie większość zespołów i artystów, których wymieniłeś, jest strasznie kiczowata. Nie określiłbym muzyki Kraftwerk, Jean-Michel Jarre'a czy Vangelisa jako muzyki ambient, ale jako elektroniczny pop. Z tego grona wyróżniłbym na plus tylko Kraftwerk, ale zupełnie z innych powodów. Poza tym na wiele z tych zespołów już się nie załapałem, bo za późno się urodziłem. W latach 80. słuchałem raczej OMD, Depeche Mode, New Order czy Cabaret Voltaire. Później kupiłem sobie syntezator i sam zacząłem tworzyć podobną muzykę. Najbardziej czuję się częścią pokolenia acid house i techno. Później ta kultura rozwinęła się w Detroit techno czy drum'n'bass, a ja poszedłem w ambient.

Sięgając jednak trochę głębiej do prehistorii ambientu, często za prekursora gatunku uznaje się Erika Satie, który na początku XX wieku przygrywał na balach dla możnych gości i krzyczał, żeby go nie słuchali. Później oczywiście był Brian Eno ze swoją "Muzyką dla lotnisk". Czy tworzenie tła muzycznego było też ideą przyświecającą twojej twórczości?

Nie do końca. Jak wspomniałem, zaczynałem od muzyki tanecznej i szło mi całkiem dobrze. Dopiero kiedy pojawiła się presja ze strony wytwórni, żebym grał drum'n'bass czy inne modne gatunki, zdecydowałem się pójść w przeciwnym kierunku. Definicja muzyki ambient jako tła czy tapety dźwiękowej raczej nigdy mi nie odpowiadała. W końcu świat jest pełen "muzaka" i nie ma sensu robić czegoś tylko po to, żeby nikt nie zwracał na to uwagi. Moja muzyka w ogóle nie nadaje się jako tło, więc może nie robię ambientu? Jednak jeśli ambient jest tylko tapetą dźwiękową, to ja chcę, żeby moja muzyka była wspaniałym obrazem na ścianie, który przykuwa uwagę wszystkich gości.

Zine

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ambient | Księżyc | radio | pomysł | nagrania | pokojowy | malarz | muzyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje