Reklama

"Kierujemy się instynktem"

Travis to jeden z najpopularniejszych gitarowych zespołów rodem z Wielkiej Brytanii. Grupa, po wydaniu czterech albumów, postanowiła podsumować dotychczasowe dokonania i pod koniec 2004 roku wydała kompilację o wszystko mówiącej nazwie "Singles". Znalazło się na niej 18 utworów, w tym wielkie przeboje grupy, "Why Does It Always Rain On Me" czy "Sing". Równocześnie ukazała się płyta DVD o tym samym tytule, na której znalazły się wideoklipy nakręcone do poszczególnych singli Travis. Z tej okazji Fran Healy, frontman Travis, i perkusista Neil Primose, opowiedzieli o teledyskach zespołu, ulubionych składankach i kolejnym etapie w historii Travis.

Opowiedzcie najpierw o płycie DVD "Singles", zawierającej teledyski Travis.

Reklama

Fran: Znalazło się na niej 18 naszych teledysków.

Neil: Po cztery z każdej płyty.

Fran: I całe mnóstwo prywatnych materiałów, które nakręciliśmy przez te wszystkie lata. To niesamowite, że uzbierało się tego aż tyle. Dobrze pamiętam jeszcze, jak kręciliśmy klip do "U16 Girls" - wtedy nigdy bym nie uwierzył, że nagramy ich aż 18! To naprawdę spora ilość, można by to złożyć w całkiem długi film pełnometrażowy.

Jak ogląda wam się teraz materiały z początków waszej kariery?

Neil: To faktycznie dość dziwaczne uczucie, ale dzięki tamtym zdjęciom widzimy, jak bardzo dorośliśmy przez te lata. To przerażające, jak młodzi wtedy byliśmy... (śmiech). Udowodniliśmy w pewien sposób swoją pozycję, przy każdym kolejnym teledysku mieliśmy już coraz więcej do powiedzenia.

Kręcąc pierwsze klipy wspaniale się bawiliśmy, ale nie były to majstersztyki filmowego rzemiosła. Później było tylko lepiej.

Fran:Gdy okazało się, że wystarczy się tylko nade mną poznęcać, aby klip było dobry, wszystko poszło już gładko (śmiech).

Czy jest jakiś element wspólny dla wszystkich waszych 18 klipów?

Neil: No tak, za każdym ktoś znęca się nad Franem.

Fran: Wszystkie są dość proste, ale i zaskakujące. Tylko raz nagraliśmy klip koncertowy do kawałka "Happy", ale od razu stwierdziliśmy, że to nie był najlepszy pomysł. Klip wyszedł nudny, choć atmosfera tamtego koncertu była bardzo dobra.

Wolimy grać w naszych teledyskach, stąd moim ulubionym jest chyba "Re-Offender", w reżyserii Antona Corbijna, w którym udawaliśmy zupełnie innych niż w rzeczywistości. Nawet jeżeli niektóre stacje telewizyjne odmawiały jego emisji, bo... jak oni to określili? Aha, za bardzo przypominałem tam Joe'a Pesciego (śmiech)!

A skąd bierzecie pomysły na teledyski? Pochodzą one od was czy od reżyserów?

Neil: Zawsze wspólnie nad nimi dyskutujemy, wtedy początkowy pomysł ulega małym modyfikacjom. Czasami jest tak, że to, czy pomysł był naprawdę dobry, wychodzi dopiero w praktyce, kiedy jest już realizowany. Nawet jeżeli jest trochę szalony, to nie boimy się zaryzykować. Kierujemy się instynktem - to chyba cała tajemnica naszych klipów.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: przeboje | pomysły | DVD | pomysł | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje