Reklama

Reklama

"Jeszcze nie wykorzystałem potencjału"

Finsta to człowiek, którego śmiało można nazwać hiphopowym weteranem. Ten urodzony w Bushwick MC i producent, zajmuje się tworzeniem muzyki od ponad 15 lat, zawsze będąc w zgodzie z samym sobą. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z faktu, że zaczynał swoją karierę jako oryginalny członek Black Moon. Świat poznał go kilka lat później, kiedy pojawił się na scenie jako solowy artysta z singlem "Finsta Baby". Jego solowy epizod nie trwał zbyt długo. Wkrótce Finsta połączył siły z Bundym i razem wyrobili sobie markę, wydając kilka 12" i występując w różnych krajach w latach 90. Niestety, jedną z rzeczy, której nie udało im się osiągnąć, to album. Dobrą wiadomością jest, że duet Finsta Bundy nadal funkcjonuje, więc kto wie, może dane nam będzie usłyszeć ich raz jeszcze. Z raperem rozmawiał Paweł Kumiszcze (Magazyn Hip Hop).

Jak się zaczęła twoja przygoda z tą muzyką?

Od czasów gimnazjum co roku uczęszczałem do klas o profilu muzycznym, zresztą dorastałem wraz z muzyką. Moja mama miała kilka świetnych 8-śladowych taśm, takich wykonawców, jak The Drfiters czy Gladys Knight & The Pips. Natomiast jeśli chodzi o hip hop, to przy okazji imprez blokowych słyszałem Grandmaster Flasha & The Furious Five, Busy Bee, Treacherous Three. Dodatkowo w Bushwick byli ludzie, którzy występowali z DJ-ami. Można powiedzieć, że oficjalnie związałem się z hip hopem, kiedy poznałem Evil Dee w liceum. Wcześniej grałem na saksofonie, śpiewałem w kościelnym chórze i próbowałem tworzyć utwory z gatunku gospel.

Reklama

Jak już wspomniałeś o Evil Dee, jak ważną rolę odegrał on w twojej karierze? Pamiętam, że kiedyś przeczytałem z nim wywiad, gdzie mówił o załatwieniu ci kontraktu z jakąś wytwórnią.

Evil pomógł mi podpisać mój pierwszy kontrakt w roli solowego artysty, zaraz po tym jak odszedłem z Black Moon. Trafiłem do wytwórni CRACD Records. Jej właścicielem byli Gucci Man [oldschoolowy MC - przyp. red.] i jego partner Chuck. W tym czasie byłem jedynym artystą w ich labelu. Evil Dee współprodukował mój singel "Finsta Baby", który był właściwie pierwszym wydawnictwem spod ręki Da Beatminerz. Poza muzyką był i nadal jest moim przyjacielem. Black Moon wydał swój pierwszy krążek później, więc w sporej części musiałem sam zapoznać się z zasadami, jakie panują w przemyśle muzycznym.

Zatem jednak należałeś do Black Moon, bo słyszałem różne wersje?

Tak, byłem w gronie założycieli. Zaczynaliśmy jako High Tech - była to nazwa zapożyczona od sklepu, który sprzedawał ubrania w naszej dzielnicy - zanim zmieniliśmy nazwę na Black Moon.

W pewnym momencie byłeś w Black Moon, a chwilę później znalazłeś się w duecie Finsta Bundy. Skąd ta zmiana?

Opuściłem Black Moon, kiedy urodziła się moja córka i potem rozpocząłem solową karierę. Znałem Bundy'ego z okolicy. Miał swój własny sprzęt i był znakomitym DJ-em, imponował wykonywanymi trickami i tak się złożyło, że został moim DJ-em. W tamtym czasie próbował również swoich sił pisząc teksty. Gdzieś w 1993 roku występowaliśmy na koncercie w Północnej Karolinie i Bundy wyszedł zza decków i zaczął rymować wraz ze mną. Od tego momentu zaczęła się historia Finsta & Bundy. Trochę później zrezygnowaliśmy z "&", w wyniku czego zostało Finsta Bundy.

Chciałbym zatrzymać się jeszcze przy temacie twojej pierwszej grupy. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale wśród ludzi krąży historia o tym, że Buckshot nie chciał, żebyś został w grupie, ponieważ w tamtym czasie znacznie wyżej ceniono twoje umiejętności i powiedział ci, że masz odejść. Każde kłamstwo ma w sobie ziarenko prawdy. Mógłbyś się do tego odnieść?

Nigdy nikt nie powiedział mi, żebym odszedł. Mówiąc prawdę, kiedy wysyłaliśmy dema do różnych wytwórni, to Buckshota ceniono wyżej. Mnie powiedziano, że muszę więcej rymować. Nasza sytuacja nie wyglądała różowo, staliśmy w miejscu nie mogąc znaleźć sobie żadnej wytwórni. Biorąc pod uwagę fakt, że urodziła mi się córka musiałem odejść i poszukać pracy.

Jakbyś opisał swoje relacje z Buckshotem?

Ja i Buck jesteśmy w dobrych stosunkach. Nadal dzwonię do niego od czasu do czasu, żeby porozmawiać.

Mnie jednak zastanawia jedna rzecz. Mówiłeś o swoim powrocie w 1991 roku, zaznaczonym singlem "Finsta Baby". Black Moon nadal nie miał jeszcze podpisanego kontraktu, stało się to w 1992 roku, więc teoretycznie mogłeś do nich dołączyć czy nie?

"Finsta Baby" wyszedł właściwie w 1992 roku. Do tego czasu utarło się już, że oni są grupą, a ja solowym artystą. Nie było jednak żadnego problemu, ponieważ nie było między nami konfliktu.

Wiem, że zamęczam cię tym tematem (śmiech), ale czas płynął, a Black Moon stał się jednym z najbardziej znanych i szanowanych zespołów. Próbuję zrozumieć, dlaczego was się w ogóle ze sobą nie łączy, chociaż byłeś kiedyś w tej grupie. O tym fakcie można usłyszeć jedynie z szeptów "od ucha do ucha". I teraz, kiedy mówisz, że nie było między wami żadnych problemów nie wątpię w to, ale z drugiej strony nie mogę pojąć, dlaczego na przykład nie pojawiłeś się na przynajmniej jednym z utworów Black Moon w roli gościa? To nie byłaby dla nich wielka sprawa, a ty mógłbyś zwrócić na siebie uwagę znacznie szerszego grona fanów.

Rozumiem, co masz na myśli. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego nigdy nie wystąpiłem na żadnym ich kawałku. Nasze relacje układały się dobrze, w takim wypadku upatrywałbym przyczyny w tym, że obraliśmy różne drogi. Nawet cieszę się w pewnym sensie z takiego obrotu spraw, ponieważ ja i Bundy nic nikomu nie zawdzięczamy i sami sobie wszystko wypracowaliśmy. Jeśli chodzi o dotarcie do szerszej publiki, to powiedziałbym, że bez wielkiego komercyjnego sukcesu, klipów i gościnnych występów, nasza muzyka zdołała dosięgnąć równie dużo osób i miejsc. Minęło czternaście lat, a ja nadal tworzę muzykę niezależnie. Myślę, że musieliśmy robić jednak coś słusznego.

Okej, wróćmy do tematu Finsta Bundy. Zrezygnowanie z "&" miało swoje konsekwencje. Zauważyłem, że wiele osób zaczęło brać was za jednego artystę albo wymyślało inne zabawne teorie.

To było rzeczywiście zabawne. Ludzie zwracali się do mnie per Finsta Bundy, tak jakby Bundy było moim nazwiskiem. Myślę, że wynika to z faktu, iż na większości imprez lub jakichś innych wydarzeń, ludzie widzieli tylko mnie. Bundy nie chodził zbyt często na imprezy, więc rzadko widziano nas razem. Pamiętam, jak ktoś ze mnie żartował, mówiąc że stosuję Humpty Humpa [Humpty Hump był wcieleniem Shocka G - przyp. red.], żeby płacili mi podwójnie.

Przez te wszystkie lata wydałeś wiele 12", ale nigdy nie ujrzeliśmy waszego pełnego albumu. Jak spojrzysz w przeszłość, to widzisz tam jakąkolwiek okazję na tyle dogodną, aby wypuścić pełnowymiarową płytę?

W okolicach 1998 roku zaczęliśmy nagrywać płytę w studiach D&D z Da Beatminerz, ale nie została ona nigdy ukończona. Ludzie, którzy mieli ją wydać stwierdzili, że nie mają funduszy, aby sfinalizować proces nagrywania.

Mówisz o ludziach z D&D czy z jakiejś innej wytwórni?

Bundy i ja byliśmy w tamtym okresie związani z labelem Tape Kingz, wcześniej znanym jako Big Willie Records. Właścicielami byli ludzie z Londynu, którzy wydali właściwie wszystkie single Finsta Bundy.

Tak, już skojarzyłem. Oni mieli na swoim koncie kilka interesujących wydawnictw oprócz waszych. Z ich usług korzystali m.in. Ron G, Mr Cee, Shadez Of Brooklyn. Jak się tam w ogóle znaleźliście?

Jeśli się nie mylę, poznałem ich zupełnie przypadkowo, podczas kiedy pracowałem w sklepie z płytami w Brooklynie. Byłem już wtedy po wydaniu "Finsta Baby" i oni znali ten singel. Potem, jeden z właścicieli przyjechał z Londynu i spotkał się ze mną i z Bundym w Bushwick.

Co się stało z nagranym materiał w D&D?

Przeszedł niesłyszany z wyjątkiem kilku kawałków, które wrzuciłem do sieci. To był chyba utwór "Cactus" i jeszcze jeden, ale zapomniałem tytułu. Mamy szpulki z materiałem z ówczesnych sesji, więc jest szansa, że fani Finsta Bundy usłyszą tamte utwory z przeszłości.

To świetna nowina. Słuchaj chciałem się jeszcze dowiedzieć, jaki jest wasz związek z Dysfunkshunal Familee?

Dysfunkshunal Familee to ludzie z naszego sąsiedztwa, z którymi spędzaliśmy czas i nagrywaliśmy. Faktycznie to nasz DJ Primetime był swego czasu ich DJ-em.

Nie wypuściłeś czasem razem z Primetimem mixtape'u zawierającego kawałki, które ukazały się wcześniej na waszych singlach?

Mieliśmy mixtape, był normalnie wydany, ale w sumie cały nakład wzięliśmy ze sobą, aby sprzedać go podczas naszych koncertów w Niemczech i Japonii. Tak jak mówisz, były tam tracki z singli, ale także dema i freestyle.

Istnieje taka EP-ka z 1997 roku "Bazarro Presents: Finsta Bundy & Dysfunkshunal Familee".

Bazarro był częścią Dysfunkshunal Familee, więc to było naturalne, że nagrywaliśmy razem. Zresztą to była kwestia przejścia kilkunastu metrów i zorganizowania sesji nagrań.

Właśnie ze względu na Bazzaro spytałem o DF. Niedawno przesłał mi demo ich solowej płyty i jest na niej utwór "Feeling Da Highs", który zwrócił moją uwagę. Wygląda na to, że byliście dla nich inspiracją.

Zawsze spędzaliśmy razem czas, więc na pewno czerpaliśmy od siebie nawzajem. Czy wymienili by nas jako swoją inspirację? Musiałbyś się ich zapytać.

Oprócz własnych singli, pojawialiście się też na innych, ale w roli gości, np u Lady Apache czy DJ Krusha.

Ten utwór z Lady Apache powstał, ponieważ ona była artystką wytwórni Nervous, a Evil Dee miał zająć się remiksem. Spytał się nas, czy chcemy na nim być i wkroczyliśmy do akcji. Z kolei z DJ Krushem poznaliśmy się przez Kena "Duro" Iffila. Krush się o nas pytał, a z tej racji, że Duro znał Evil Dee, mogliśmy nagrać ten kawałek.

Był jeszcze 12", gdzie razem z Lin Que wystąpiliście gościnnie u Da Germa.

Tak, ten utwór nosi tytuł "It's Useless". Germ jest szalony. Pamiętam jak pokazał mi jedną grę komputerową - to była jedna z tych gier typu "zbuduj miasto".

"Sim City"? W każdym razie widziałeś się z nim ostatnio? Wiem, że w tych czasach, o których rozmawiamy, cały czas podróżował pomiędzy Niemcami i Stanami.

To było jeszcze przed "Sim City". Co do Germ'a to jakiś czas się już z nim nie widziałem. Został nam jeszcze EZD i kawałek "War & Position". EZD pracował w D&D Studio. Autorem beatu jest Mr. Walt. Sam singel na pewno znalazł się na rynku, ale nie wiem, w jakim kraju, ani ile egzemplarzy sprzedano.

Co się z tobą działo po 1998 roku. Zrobiłeś sobie przerwę od muzyki?

Tak naprawdę, to nie była przerwa. W tamtym okresie prowadziłem audycję Neva Say Neva/ Beatminerz Radio na 88hiphop.com Występowałem na imprezach w Nowym Jorku, były to też występy w roli DJ-a razem z Evil Dee. W 1999 roku byłem w Niemczech z moim znajomym Harvy Dentem aka Anon i nagraliśmy tam kilka tracków, które nie ujrzały światła dziennego.

Jeszcze więcej niewydanych utworów? Zdecydowanie jesteś prześladowany przez nieszczęście. Był kiedyś taki okres, że miałeś już tego wszystkiego dosyć i chciałeś skończyć z robieniem muzyki?

Właściwie to chciałem przestać rymować i skupić się na produkcji. Robię beaty, więc muzyka jest zawsze częścią mnie. Dlatego nie myślę o poddawaniu się, ponieważ czuję, że nawet nie wykorzystałem tkwiącego we mnie potencjału.

Od kiedy zajmujesz się produkcją?

Zaczynałem od produkcji, tworzenia muzyki a gdzieś około 1989 roku zacząłem rymować. Jestem odpowiedzialny za beaty na większości 12" Finsta Bundy.

Dobra, to powiedz kogo pomysłem było - twoim czy Evil Dee - użycie sampla z Donovana "Get Thy Bearings" w utworze "Crush", ponieważ efekt jest znakomity.

Ten podkład dostałem od Evil Dee. Zawsze lubiłem ten utwór, więc kiedy puścił mi stworzony przez siebie beat, po prostu musiałem coś do niego napisać.

Po wielu latach wspólnego nagrywania na tym singlu z 2001 r. nie było Bundy'ego...

To był tylko jeden projekt, nad którym pracowałem z Evil Dee, jako część ustanowienia Pandemonium Wreckordz - firmy Evil

Jaki jest obecny status Finsta Bundy?

Nic się nie zmieniło z wyjątkiem tego, że nie mamy ostatnio zbyt wiele czasu, żeby odwiedzać studio, ale nadal nagrywamy kawałki.

Porozmawiajmy o najbliższej przyszłości. Pracujesz nad swoim solowym debiutem.

Mam album, który jest już ukończony. Nosi tytuł "AFC3 (A Finsta Creation)". To jest muzyczny mix. Pierwotnie planowałem zaprosić innych MC's na niego, ale mając trochę więcej czasu, sam zacząłem pisać i nagrywać. Mam kawałek zatytułowany "My Pen, My Pad, My Microphone" - dedykacja dla tych trzech rzeczy. Jest też jeden o nazwie "Smelly Feet", który mogłeś usłyszeć. Powiem tylko, że dla pełnego zrozumienia trzeba przesłuchać całą płytę.

Będzie na niej "NZ to BK" z projektu Del Rey System?

Nie, tego kawałka akurat nie będzie.

Biorąc pod uwagę fakt, że ludzie przyzwyczajają się do dźwięku danego artysty, jaką reakcję na twój krążek przewidujesz u swoich fanów?

Kiedy zaczynaliśmy, ciągle poznawaliśmy nowe rzeczy, uczyliśmy się. Myślę, że mój dźwięk dojrzał na wiele sposobów, nie są to już te same podkłady. Myślę, że ktokolwiek usłyszy "AFC3" będzie zaskoczony. Moja sugestia to przesłuchanie całego albumu od razu.

Jak zamierzasz go wydać i kiedy?

Myślałem o wydaniu go niezależnie samemu, tak szybko jak to będzie możliwe, z drugiej strony mam nadzieję, że znajdę jakiś label, który zdecyduje się mi w tym pomóc.

Wiem, że co tydzień grasz w klubach jako DJ. Co puszcza Finsta, żeby zwabić wszystkie panie na parkiet?

Zależy jakiego typu jest to publika. Tam, gdzie teraz gram, jest ona dosyć zróżnicowana. Puszczam wszystko - hip hop, reggae, r&b, house, rock, muzykę z lat 80. i klasyki. Staram się wybadać, co bardziej działa na daną publikę. Jeden z utworów, który sprawia, że wszystkie kobiety chcą tańczyć jest "Groove is in the Heart" autorstwa Dee-Lite.

Jakie jest Twoje najlepsze doświadczenie w roli DJ-a?

Pewnego razu za deckami obok mnie pojawiła się kobieta i zaczęła pokazywać mi swoje piersi. Dostrzegłem kątem oka co robi, ale nie miałem pełnego widoku. Powiedziałem, żeby zrobiła to jeszcze raz, no i tak się stało, z tym, że położyła na nich moje ręce. To był jedyny raz, kiedy coś podobnego mi się przydarzyło w klubie, w którym grałem.

Nie będę już wnikał jak to się skończyło (śmiech). Najgorsze?

Kiedyś musiałem rozkręcić domową imprezę, ale miałem tylko jeden adapter.

Czego nauczyłeś się przez te lata o muzyce i przemyśle muzycznym?

Jedną z najbardziej istotnych rzeczy, jakich się nauczyłem, jest tworzenie muzyki, zgodnie z tym co czuję i nie przejmowanie się trendami występującymi w danym czasie. Kiedy starasz się robić hity możesz ulegać różnym wpływom - temu, co ludzie myślą, że jest dobre. W większości przypadków to wytwórnie i stacje radiowe wpajają gusta publice. Staram się być uczciwy wobec siebie i robić muzykę, z którą ludzie będą mogli się utożsamiać. Pewnie, że aspekt biznesowy jest ważny, ale dla mnie wyżej stoi tworzenie muzyki prosto z duszy, nie dla kasy. Pamiętać należy jednak, żeby zajmować się swoimi finansami, żeby nikt nie wykorzystał cię dla swoich zysków. Aha, bycie niezależnym artystą nie jest takie złe.

Jakie są twoje najlepsze wspomnienia z czasów wydawania przez Finsta Bundy muzyki?

Podróże i możliwość występowania w różnych krajach. Jedną z najbardziej szalonych rzeczy było otrzymanie emaila od Japonki, ze zdjęciem, na którym trzyma wszystkie nasze single. Powiedziała, że nie do końca wszystko rozumie jeśli chodzi o teksty, ale kiedy słucha mojej muzyki, to poprawia jej to samopoczucie. Nie mogłem w to uwierzyć, poczułem się doceniony.

Gdzie udało ci się do tej pory wystąpić?

W Japonii, Niemczech, Szwajcarii, Francji, Kanadzie, Nowej Zelandii i w Stanach. W wielu z nich byliśmy więcej niż raz. Do tej listy chciałbym dodać kiedyś Polskę.

Jeśli miałbyś się przeprowadzić do innego kraju, to który z nich byś wybrał?

Wybrałbym Nową Zelandię. Było mi tam dobrze. Ludzie byli przyjaźni, jedzenie zdrowe i muzyka miała kulturę. Nie usłyszałbyś tam zbyt wiele komercyjnych kawałków chyba, że od lokalnych artystów. Ja słyszałem pełno dobrych jointów, bo stacje radiowe grały wszystkie rodzaje muzyki. Do tego góry, plaże i cała sceneria działają kojąco. Brzmię już jak agent podróży? Tu chciałbym wrócić jak przejdę na emeryturę.

Dziękuję za rozmowę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: hip hop | muzyka | utwór | baby | rzeczy | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje