Reklama

Reklama

Dayal Patterson: Black metal wciąż się rozwija

​"Black Metal - Ewolucja kultu" to bez wątpienia jedna z najgłośniejszych książek w dziedzinie metalowej literatury ostatnich lat. Z okazji premiery polskiej edycji o kulisach powstawania tej wyjątkowej pozycji rozmawialiśmy z jej autorem Dayalem Pattersonem, wreszcie kimś, kto pisząc o black metalu nie musi przekonywać, że wie, o czym mówi.

​"Black Metal - Ewolucja kultu" to bez wątpienia jedna z najgłośniejszych książek w dziedzinie metalowej literatury ostatnich lat. Z okazji premiery polskiej edycji o kulisach powstawania tej wyjątkowej pozycji rozmawialiśmy z jej autorem Dayalem Pattersonem, wreszcie kimś, kto pisząc o black metalu nie musi przekonywać, że wie, o czym mówi.
Satyr z Satyricon i Dayal Patterson (z prawej) /

Bartosz Donarski, Interia: "Black Metal - Ewolucja kultu" trafiła już do polskich księgarń. Twoje książki były już zapewne tłumaczone na wiele języków, podejrzewam jednak, że każda nowa, obcojęzyczna edycja jest dla ciebie powodem do dumy. Dla autora to chyba zawsze szczególny moment.

Dayal Patterson:
Sprawia mi to, rzecz jasna, ogromną satysfakcję, kiedy widzę, że dane przedsięwzięcie, któremu poświęciłem wiele czasu, ma swój ciąg dalszy, dociera do nowych ludzi i do innych krajów. Jest też coś szczególnego w tym, gdy istota twoje pracy przekracza bariery językowe. Szczególnie zaś cieszę się, że "Ewolucja kultu" jest już dostępna w polskim przekładzie, zwyczajnie dlatego, że w trzech ostatnich moich książkach pojawia się wiele polskich zespołów. Wydaje mi się zresztą, że choć wielu Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii miało już okazję ją przeczytać (niektórzy kupowali ją na koncertach i przez nasz sklep internetowy), jeszcze do niedawna spora część tych, którzy mieszkają w Polsce nie do końca zdawała sobie sprawę z istnienia tej serii. Liczę więc na to, że polska edycja pierwszej książki zwiększy świadomość istnienia całego przedsięwzięcia w waszym kraju, docieranie z informacjami poza bezpośrednie kontakty bywa bowiem nie lada wyzwaniem.

Reklama

Prześledzenie historii black metalu musiało być dla ciebie zarówno fascynującym, jak i trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę ogrom tego zjawiska i jego zawiłe dzieje. Miałeś jakąś sprawdzoną receptę, żeby to wszystko ogarnąć, jakąś metodę pomagającą ci ułożyć całą tę historię w sposób pozwalający właściwie opisać ten bezbożnie ewoluujący gatunek?

- To z pewnością swego rodzaju przygoda, zarówno dla mnie, jak i dla czytelników. Trochę egoistycznie powiem, że najwspanialszą sprawą związaną z pisaniem tych książek jest to, że mogę poświęcić czas na powrót do konkretnych zespołów i przypomnienie sobie pewnych albumów, a w niektórych przypadkach odkrywanie nowych dokonań i nagrań, których nigdy wcześniej aż tak szczegółowo nie zgłębiałem. Przy "Ewolucji kultu" najtrudniejszym zadaniem było bez wątpienia ułożenie i uporządkowanie książki, stworzenie pewnej logicznej i przejrzystej osi czasu, z którą łatwo podążać i która byłaby możliwie jak najbardziej ciekawa dla czytelnika. Jak słusznie zauważasz, black metal to gatunek ciężki do ogarnięcia, zawsze jednak skupiałem się na specyfice jego rozwoju i artystach, którzy przyczynili się do ukształtowania tej muzyki, kultury, ideologii. Książka ta jest więc ułożona chronologicznie, ale jest w niej też miejsce na zrobienie kroku w bok i podążenie w innych kierunkach, w których rozgałęziała się ta muzyka na przestrzeni lat.

Zebranie tego wszystkiego przez ciebie w tak kapitalny sposób wynika moim zdaniem nie tylko z faktu pisania z punktu widzenia autentycznego pasjonata, ale i z samej formy tej książki. Chodzi mi o to, że nie jest to ani przyciężkawa rozprawa naukowa (jak spora część boleśnie akademickich "Władców chaosu"), ani coś przypominającego swym stylem ziny (jak, zacny skądinąd, "Szwedzki death metal" czy "American Hardcore"). Może więc to jest ten (Nie)święty Graal?

- Być może, tak czy inaczej, miło mi to słyszeć! Z pewnością książka ta miała pobudzać intelektualnie, aniżeli stymulować w sposób akademicki. Mnóstwo ludzi pisze referaty naukowe o black metalu, w których snują różne teorie, niekoniecznie znajdujące swe potwierdzenie w oparciu o dowody empiryczne. Na to też jest miejsce, mnie interesuje jednak bardziej namacalna, żywa historia, nie zaś teoretyzowanie w odosobnieniu i poleganie na wtórnych źródłach. Książki te są dla mnie sposobem na danie zaangażowanym w to muzykom możliwości bezpośredniego wypowiedzenia się, zebranie wiedzy z pierwszej ręki na temat znaczenia i motywów stojących za różnymi dokonaniami, jak również okazją do przyjrzenia się życiu i postaciom o silnych osobowościach, które definiują ten gatunek.

W napisanie tej książki włożyłeś wiele wysiłku i zdecydowanie widać to na jej kartach. Czy coś jeszcze, z technicznego punktu widzenia, sprawiło ci większą trudności?

- Jak już wcześniej wspominałem, najtrudniejszym zadaniem było ułożenie tego w całość, opracowanie, co i gdzie wykorzystać, jakie zespoły wybrać, w którym miejscu umieścić dane wypowiedzi i tak dalej. Pod wieloma względami najbardziej wymagającym zadaniem było dotarcie do osób, z którymi chciałem porozmawiać, oraz, co jasne, przekonanie ich, by zgodzili się wziąć w tym udział. No a potem to już pilnowanie, żeby trzymali się ustalonego terminu na przeprowadzenie wywiadu etc. Ta ostatnia kwestia stała się znacznie łatwiejsza po ukazaniu się pierwszej książki; obecnie zespoły doskonale wiedzą, jak do tego podchodzę, czego można po mnie oczekiwać i ogólnie rzecz biorąc z zadowoleniem się w to angażują (niekiedy sami mnie zagajają i nawiązują kontakt). Kiedy pisałem "Ewolucję" musiałem z mozołem tłumaczyć wielu ludziom, dlaczego i czym moja książka będzie się różnić od tych, które już zostały wydane. Powiem ci tak, nastawienie zespołów co do pomysłu powstania kolejnej książki o black metalu było wyjątkowo sceptyczne.

Opracowanie wszystkiego, przedstawienie każdego zespołu czy zagłębienie się w każde wydarzenie jest praktycznie niemożliwe. Miałeś jakąś złotą regułę w doborze zespołów, tego, co odrzucić, albo - wprost przeciwnie - zbadać jeszcze dogłębniej?

- Był to chyba najtrudniejszy element całej układanki - wybór tego, co umieścić. Kryterium było takie, że pojawiające się zespoły muszą być albo bardzo oryginalne (i stanowić źródło inspiracji dla późniejszych grup), albo przedstawiać sobą konkretny nurt w black metalu lub związane z nim zagadnienie - na przykład folk black metal albo industrialny black metal. Z tego względu sporo miejsca poświeciłem black metalowi z lat 80. i 90., jako że to właśnie wówczas gatunek ten nabierał kształtów, z jakich znamy go obecnie. Inny istotny aspekt dotyczył tego, że zależało mi na materiałach i wywiadach, które wnosiłyby coś nowego. Nie chciałem umieszczać danego zespołu bez konkretnego celu, a następnie opisać go posiłkując się cytatami z drugiej ręki.

- Z tego właśnie powodu w "Ewolucji kultu" nie pojawia się Satyricon, ma za to poświęcony mu rozdział na 10 tysięcy słów w kontynuacji, czyli książce "Black Metal: The Cult Never Dies Vol. One", na potrzeby której przeprowadziłem trzygodzinny wywiad. W tamtym czasie, kiedy pisałem pierwszą książkę, nie miałem po prostu na tyle materiału z wywiadów, żebym z czystym sercem mógł stwierdzić, że przedstawiłem zespół w sposób, na jaki zasługuje. Po ukazaniu się pierwszej książki porozmawiałem więc z Satyrem jak należy. Mówimy tu wszak o pewnej serii, nie przywiązuję więc szczególnej wagi do tego, w której książce pojawia się dany zespół; wszystkie te książki to na dobrą sprawę jedno wielkie przedsięwzięcie.

Jak sam wspominałeś, black metal był już przedstawiany, filmowany i zgłębiany - z lepszym bądź gorszym skutkiem - w przynajmniej kilku obszerniejszych publikacjach, nie mówiąc już o podziemnych kronikach w rodzaju "The Slayer Mag Diaries" czy całkiem odkrywczego miejscami "Krew Ogień Śmierć - Historii szwedzkiego metalu". Gdzie w takim razie, twoim zdaniem, kryje się przewaga "Black Metalu - Ewolucji kultu" w porównaniu z innymi pozycjami na ten temat? 

- Sięgając po jeden z twoich przykładów, uważam, że "The Slayer Mag Diaries" stanowią istotny wkład, jest to bowiem zbiór relacji z pierwszej ręki i wywiadów z czasów, o których mowa (na przykład lat 90.). Sądzę, że książki, które piszę uzupełniają pozycje takie jak ta, oferując korzyść wynikającą z analizy tematu z perspektywy czasu - wiele zespołów i muzyków, o których tutaj mówimy udzielało wywiadów wcielając się do pewnego stopnia w jakąś "rolę", kiedy byli młodzi, dziś z kolei są starsi i przedstawiają to bardziej całościowo, a w niektórych przypadkach wypowiadają się bardziej otwarcie o tym, co działo się dawniej i jak to wygląda obecnie. Jest wielu dobrych autorów, którzy w ciekawy sposób opisywali to zagadnienie na przestrzeni lat. Szczerze mówić, główny problem (a zarazem motywacja, by w ogóle rozpocząć tę serię) polegał na tym, że przez pewien czas o black metalu pisało wielu ludzi, którzy właściwie nie mieli zbyt wiele wspólnego z blackmetalową scenę, i myślę, że stąd brały się błędne wyobrażenia, nieporozumienia i niedomówienia związane z black metalem.

Dałeś też czytelnikom możliwość wnikliwego wejrzenia w specyfikę polskiej sceny blackmetalowej lat 90. i późniejszych. Sporo piszesz o tutejszym NSBM (narodowosocjalistyczny black metal), całej tej naszej "wojnie" i zespołach reprezentujących obie strony konfliktu. Z drugiej strony, mam jednak pewną obawę, że dla ludzi spoza Polski ogólne wrażenie może być takie, że to stara antysemicka/rasistowska historia/sensacja, że jak black metal w Polsce, to tylko NS, to zaś z pewnością nie jest cała prawda o polskim black metalu. Co ty na to?

- Jeśli chodzi o wewnętrzne spory, jest to kwestia, która wypływała przy okazji rozmowy z każdym moim przyjacielem z Polski oraz wieloma zespołami, z którymi przeprowadzałem wywiady (Behemoth, Graveland, Mastiphal, Sacrilegium etc.) i które działały na blackmetalowej scenie lat 90. Odniesienie się do tego rozdziału historii polskiego black metalu było więc dla mnie rzeczą najzupełniej naturalną. Należy też chyba stwierdzić, że zjawisko NSBM zrodziło się w dużej mierze w Polsce i stamtąd rozprzestrzeniło się dalej. Dziś, oczywiście, sprawy wyglądają inaczej, ale jeśli przyjrzeć się korzeniom tego środowiska w pierwszej połowie lat 90., żaden inny kraj nie miał na to aż takiego wpływu.

Biorąc pod uwagę zainteresowanie, jakim darzysz polską scenę, zastanawiam się, czy dostrzegasz coś, co można by nazwać fenomenem polskiego black metalu ostatnich lat? Z jednej strony sprawia to czasami wrażenie swoistej polskiej reduty black metalu, z drugiej - nieustannego zmieniania się tego gatunku i odkrywania go na nowo.

- Jako osoba z zewnątrz, uważam, że polski black metal posiadał w latach 90. dość jasno zdefiniowaną tożsamość (w sensie muzycznym), można więc powiedzieć, że jest coś takiego, co określilibyśmy jako "klasyczne polskie brzmienie"; to mocno klawiszowe, bogate w klimat podejście do grania, z folkowym i pogańskim sznytem, podniosłą aurą i dość prostymi, gitarowymi melodiami. Przykładami tego mogą być wczesne dokonania grup Behemoth, Graveland, Infernum, Arkona, Sacrilegium, Mastiphal, North i tak dalej.

- Z drugiej strony, w ostatniej dekadzie Polska zmieniła się w tym względzie za sprawą zespołów takich jak Mgła, Furia, Blaze Of Perdition i innych. Można powiedzieć, że grupy te mają pewne wspólne muzyczne cechy i zapatrywania, charakteryzuje je chyba jednak większa różnorodność, a nowe pokolenie zespołów skłania się ku brzmieniu, które znacząco różni się od formacji powstałych wcześniej w tym kraju (z oczywistymi wyjątkami, jak choćby Evilfeast). Pomiędzy tymi okresami istnieje więc wyraźne rozgraniczenie.

Z tego, co mi wiadomo, o wiele więcej piszesz o polskich zespołach w następnej książce "Black Metal: Cult Never Dies" i niedawno opublikowanej "Black Metal: Into The Abyss". Czy te dwie późniejsze pozycje różną się w jakiś sposób w ujęciu i formie od solidnej podstawy, którą zbudowałeś w "Ewolucji kultu"?

- Książki podążają dokładnie tym tropem, który został wyznaczony w "Ewolucji kultu", szczególnie zaś sięgają głębiej w historię norweskiego black metalu, polskiego black metalu i depresyjnego black metalu, o którym wspominałem w pierwszej książce. W tym celu znalazły się w nich wywiady z Satyricon, Manes, Kampfar, Solefald, Wardruna / Jotunspur / Gorgoroth, Xantotol, Arkona, Mastiphal, Evilfeast, Mgła / Kriegsmaschine, Strid, Silencer, Bethlehem, Forgotten Tomb, Total Negation, Furia, Massemord, 1349, Forgotten Woods, Tsjuder, Nocturnal Depression, Vemod, One Tail, One Head, Mystifier, Black Altar, Besatt, Mord 'A' Stigmata, Trist, Helheim, Hypothermia, Loits, Deinonychus, Psychonaut 4, Koldbrann, Urgehal, Sacrilegium i Blaze Of Perdition. Warto jednak dodać, że "Black Metal: Into The Abyss" różni się nieco od dwu wcześniejszych książek, a to z tego względu, że charakteryzuje się bardziej bezpośrednim, gawędziarskim stylem i nieco bardziej oldskulową estetyką na wzór fanzinów.

Będąc autorem (a dziś również wydawcą) poczytnych książek, współpracownikiem różnych magazynów jako freelancer, realizujesz się również na innych polach, w tym jako fotograf i grafik. Jak wszyscy wiemy, blackmetalowe zespoły zwracają szczególną uwagę na wizerunek i symbolikę. Zważywszy na wizualny aspekt black metalu, podejrzewam, że twoje zainteresowania w tej dziedzinie były niezwykle pomocne w przedstawieniu - nomen omen - pełnego obrazu gatunku. Swoją drogą, trudno wyobrazić sobie lepsze środowisko twórcze dla kogoś, kto chce ukazać muzykę nie tylko poprzez dźwięk.

- Wizualny pierwiastek to niewątpliwie ważny element black metalu, w "Ewolucji" zaś aż roi się od zdjęć. Dość powiedzieć, że przy okazji dwóch kolejnych książkach zdecydowałem się nawet na przygotowanie specjalnych edycji, boksów, w których znalazły się dodatkowe książki ze zdjęciami. Na gruncie osobistym szczególnie zależy mi na uwidocznieniu pracy wielu utalentowanych fotografów i artystów z blackmetalowej / ekstremalnej sceny, uważam bowiem, że zasługują na takie same słowa uznania co muzycy, a różnie z tym bywa. Jak wspomniałeś, dziś mamy też własne wydawnictwo w postaci Cult Never Dies i na tym polu zdecydowanie chcemy się rozwijać.

- Niebawem wydamy książkę z pracami Davida Thiérrée, wyjątkowo utalentowanego artysty, dla którego - zrządzeniem losu - przełomem było stworzenie okładek do pierwszych albumów Behemoth. Człowiek ten tworzy też sztukę inspirowaną fantastyką i folklorem. Jeśli zaś o mnie chodzi, fotografia musiała ustąpić miejsca pisaniu, aczkolwiek moje doświadczenie / wykształcenie wywodzi się z dziedziny fotografii i projektowania / grafiki (tak zresztą zaczęła się moja współpraca z metalowymi magazynami), w idealnym świecie miło byłoby więc mieć więcej czasu, by się temu poświęcić. Mimo wszystko przygotowałem oprawę i szatę graficzną dla tej serii książek, moje umiejętności w tym fachu są więc do pewnego stopnia wciąż wykorzystywane.

Dla lepszego zrozumienia, sposobu narracji czy, powiedzmy, z powodów praktycznych, często posługujesz się terminami "pierwsza fala", "druga fala", "post black metal". Odnosząc się do nieustannie ewoluującej natury black metalu, myślisz, że czeka nas coś, co nazwiemy wkrótce "trzecią falą"? A może to już się dzieje?

- To poniekąd przydatne określenia, ale jedno, co podkreślam w "Ewolucji" to kwestia tego, że w gruncie rzeczy nie było jasno zdefiniowanej pierwszej i drugiej fali, są bowiem zespoły, które pojawiały się pomiędzy tymi dwoma "pokoleniami" (np. Rotting Christ, VON, Master's Hammer). Druga fala wyróżniała się precyzyjniej zdefiniowanym zestawem muzycznych i środowiskowych wartości. W tym kontekście nie sądzę, by można było posługiwać się terminem "trzecia fala", jako że od chwili ponownego przebudzenie się black metalu na początku lat 90., środowisko to nieustannie się rozwija, i to w każdym z możliwych kierunków i z różną prędkością. Co roku poznajemy nową i oryginalną muzykę, która - mimo wszystko - jest w swej naturze niezaprzeczalnie blackmetalowa. To najlepsze świadectwo braku ograniczeń w black metalu. 

Co wiesz o black metalu - sprawdź się:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL