Reklama

"Miejsce, w którym chciałbym być"

Eldo, wspólnie z Jotuze, tworzy jeden z najlepszych i najbardziej znanych obecnie zespołów hiphopowych w Polsce - Grammatik, który na koncie ma dwie płyty: "Ep+" oraz "Światła miasta". W 2001 roku ukazał się pierwszy solowy album Eldoki, zatytułowany "Opowieść o tym, co tu dzieje się naprawdę", do którego warstwę muzyczną przygotował Dena. Nie tak dawno ukała się druga solówka Eldo, zatytułowana "Eternia". Z Eldo rozmawiał Tomek Walkiewicz (mhh.com).

Gdy wziąłem płytę do ręki, od razu w oczy rzuciła mi się okładka. Skąd pomysł na taką koncepcję i co symbolizuje ta postać?

Reklama

Generalnie chodziło o to, że miała to być okładka rysunkowa. Nie planowaliśmy umieszczać na niej żadnych zdjęć, jest tam jakaś ideologia, ale ta bardziej prywatna, która dla mnie coś znaczy. Symbolizuje coś, co ja myślę o tej płycie, ale są to na tyle sprawy osobiste, że nie chcę ich omawiać w wywiadach.

W "Tylko słowo" mówisz, że odciąłeś się od hip hopu po tym, jak zauważyłeś, że ludzie chcą tylko na tobie zarobić, wykorzystać cię. Co dał ci ten okres, te ostatnie dwa lata?

Te dwa lata dały mi bardzo dużo. Jestem starszy o dwa lata. Każde doświadczenie, które w jakiś sposób do ciebie dociera, w pewien sposób kształtuje cię coraz bardziej, tak mi się wydaje. Coraz bardziej zaczynam docierać do jakiejś świadomości, w której orientuję się, że to, co nagrywam teraz, ma jakiś większy sens i sprawia mi tą przyjemność, którą chciałbym czuć przy nagrywaniu.

Teraz bawi cię to, co inni mówią o tobie - dlaczego wcześniej się tym przejmowałeś ("kiedyś kipiałem, teraz się śmieję szczerze")?

Jak byłem młodszy, to może rzeczywiście, jak docierało do mnie wiele rzeczy, miałem ochotę się wkur***ć. A teraz jest tak, że tak naprawdę, jeżeli nie mówi tego ktoś, kto zna mnie wiele lat, albo ktoś, na kogo zdaniu mi zależy, to tak naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Takie zdanie nie jest ważne. Ja też mogę się wypowiadać na temat księcia Williama z rodziny królewskiej Wielkiej Brytanii, ale nie mam o nim zielonego pojęcia. Geneza tego jest taka, jeżeli jesteś w jakiś tam sposób osobą rozpoznawana, czy znaną, jakkolwiek to nazwać, to zaraz dorabiają do twojego życia jakąś ideologię. Generalnie kiedyś to mnie wkurzało, a teraz mam to głęboko gdzieś i tak naprawdę podchodzę do tego z olbrzymim dystansem i umiem się z tego po prostu śmiać.

W "Oryginalnym Pilsnerze (My!)" gościnnie występują Indy i DJ Wich. Jak doszło do tej współpracy?

Poznałem ich, kiedy graliśmy koncerty w Pradze, tam się zaprzyjaźniliśmy. Pojechałem do nich parę razy na wakacje. W roku 2001 byłem w Pradze z siedem razy, spałem u Indiego, razem łaziliśmy, poznałem większość sceny tych old schoolowych graficiarzy, wiekszość b-boyów, raperów. Zagraliśmy parę koncertów, m.in. świetny koncert w "Roxy" i jakoś tak wyszło, że zaprosili mnie na swoją płytę. Zgodziłem się i doszliśmy do wniosku, że ja też chcę ich zaprosić na swoją. Jeżeli będziemy robili płytę Grammatika, też będę chciał ich zaprosić.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: światła | muzyka | słuchać | chcę | świat | studia | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje