Reklama

Reklama

"Jestem szczęśliwym człowiekiem"

Mezo (wcześniejsze ksywy Mejger, Mez), czyli Jacek Mejer, hip hopem zajmuje się od wielu lat. Nagrywał płyty pod szyldem Lajner. Ma na swoim koncie trzy "nielegale" ("Demo" - 1999, "Mezo" - 2000, "Słowem" - 2001). Gościnnie pojawiał się na wielu produkcjach z Wielkopolski, m.in. na płytach: "Rapnastyk" Owala/Emcedwa, "Na Legalu" Slums Attack, "Apogeum" Ascetoholix. Ponadto szersze grono słuchaczy mogło znaleźć jego wcześniejsze utwory na składankach "Szkoła Życia" czy "Hiphop Rasizm Stop". Teksty, których celem według Meza jest niesienie pozytywnej energii, łączą w sobie elementy bragadaccio, storytellingu, ale także bardziej zaangażowanego rapu. Nie ukrywa przy tym zamiłowania do fristajlu. W maju 2003 roku wydał własny album "Mezokracja". Z Mezo rozmawiał Tomek Walkiewicz (mhh.pl).

Jesteś znany jako Mezo, Mez, Mejger - powiedz mi, dlaczego tyle tych ksywek i przede wszystkim czy były jakieś inne po drodze?

Pierwsza moja ksywa to był Mejger, której trzymałem się długi czas, potem był Mezostan, potem skróciła się do Mezo. Ja sobie to tłumaczyłem tak, że Mezostan, czyli stan Mezo, ciężko tu szukać jakiegoś klucza. Potem był Mezo i Mezi, ale dla mnie najważniejsze to Mezo i Mez.

Twoja płyta nosi tytuł "Mezokracja". Mnie się to kojarzy trochę z jakimś ustrojem politycznym. Jaki ty miałeś zamysł?

Reklama

Są dwie koncepcje tłumaczenia tytułu "Mezokracja" - tak jak mówiłeś: jak jest demokracja, czyli rządy ludu, tak jest Mezokracja, czyli rządy Mezo, czyli ja tu pokazuję swoje zasady gry. Ma to związek ze stylem bragadaccio, jestem dyktatorem tej płyty i kto chce jej słuchać, musi się podporządkować moim zasadom. Drugie tłumaczenie to "mezo" (z łac. pomiędzy) i to jest mój idealistyczny apel, aby nie wpadać w skrajności, ani radykalne poglądy i żeby wszyscy byli otwarci na wyśrodkowanie miedzy ideałem, a rzeczywistością, aby znaleźli swoje mezo w formie jakiegoś dialogu z drugim człowiekiem, i zrozumienie, i żebyśmy potrafili na tym świecie jakoś ze sobą żyć, i żeby nie było nie.

Twoja płyta różni się od innych stylem. Jak ty byś go nazwał?

Mój styl to mieszanka takiego stylu przechwalczego. Lubię kasety, gdzie raperzy przewijają, że są najlepsi, mówią o swoich umiejętnościach i ja też o nich mówię, takie techniczne podejście do sprawy. Z drugiej strony to jest rap społeczny - studiuję na co dzień politologię, czytam gazety, książki, czasopisma i to mnie inspiruje, tu jest refleksja. Trzecia sprawa to taki żartobliwy storytelling, ale z dystansem do samego siebie, bo każdy powinien umieć się z siebie śmiać, bo nikt nie jest idealny. A czy styl jest lajtowy czy nie, to zostawiam innym do oceny. Wszystko ocenia się na zasadzie porównań. Jeżeli ktoś twierdzi, że polski rap to Zipera czy Firma, to mój styl jest bardzo lajtowy, a jeżeli ktoś sądzi, że polski rap to Pan Duże Pe, Pezet lub Prezes, to mój styl nie jest lajtowy. To jest mój styl i on jest taki, jaki ja jestem.

Jeżeli chodzi o muzykę, to aż cztery osoby robiły ci bity. Z którym producentem najlepiej się pracowało?

Małe sprostowanie: na płycie jest pięciu producentów, ponieważ bit do "Ekstradyski" wyprodukował Owal, ale ja często też mowię, że było ich czterech, zapominając o Owalu, zwłaszcza, że ten kawałek był kiedyś na moim nielegalu i przeniosłem go ze względu na to, że jest ponadczasowy i stal się swoistym hitem w podziemiu. Główni producenci to Tabb, Doniu i Silent. Doniu i Tabb po 5 bitów, Silent 4 i Kada 2 bity. Tak się złożyło że podczas pracy nad płytą wielu producentów chciało ze mną współpracować, a ja nie chciałem robić płyty tylko z Silentem (poprzednie robiłem tylko z nim).

Mimo iż jego bity mi podchodzą, to chciałem spróbować czegoś innego, dlatego jest Doniu, który robił bity sentymentalno-lajtowe i Tabb, który dodał trochę pikanterii do płyty i dał dobre bity do stylu bragadaccio lub nadał klasycznego brzmienia, np. do kawałka "Glosy". Teraz z perspektywy czasu będę starał się zawęzić grono producentów, może nawet do jednej osoby, bo współpraca z tyloma jest ciężka, bo trzeba tu pojechać, tam pozałatwiać i jest to męczące. Myślę, że jednak to, że jest czterech producentów, nie przeszkadza w niczym, a materiał zamyka się w jedną całość. Chciałbym wszystkich pozdrowić i podziękować im.

Która piosenka z tej płyty jest ci najbliższa?

Mam kilku swoich faworytów - piosenki, które mi się nie nudzą i wiedziałem wcześniej, że będą one dobre. Jedną z nich jest "Mezokracja". Miałem już kręgosłup płyty, tak około 10 kawałków, i dostałem bit od Tabba. Przesłuchałem go, zajarałem się od razu i powiedziałem mu tak: ten kawałek będzie nazywał się "Mezokracja", będzie kawałkiem singlowym i będzie najlepszy na tej płycie. "Mezokracja" jest dla mnie definicją tego, co chcę robić. Poza tym podoba mi się "Rejs czwarty" i "Wodzu prowadź", bo tu wpadłem na fajny, oryginalny pomysł.

Co zmieniło się po wydaniu tej płyty, oprócz tego, że jesteś bardziej rozpoznawany i grasz pewnie więcej koncertów?

Właśnie wymieniłeś to, co się zmieniło (śmiech). Ja nie twierdzę, że wydanie tej płyty jest jakimś tam przełomem. Robię to samo od 5 czy 6 lat - nagrywam płyty. Ta wyszła legalnie, więc zmieniło się to, że jest więcej koncertów, jest na nich telewizja, są wywiady, tak jak dzisiaj, mam mniej czasu, zaczęliśmy zarabiać na tym jakieś pieniądze, co na pewno cieszy. Ale jest też druga strona medalu, są pociągi po 5-7 godzin dojazdu, jest zmęczenie, ale ja do tego dążyłem, miałem w planach pokazanie się gdzieś szerzej. Jestem zadowolony z tej płyty, z tego, co robię. Mam zajeb**te życie i jestem szczęśliwym człowiekiem.

W twoich kawałkach rzuca się w oczy dobra dykcja i niebanalne porównania - trenujesz jakoś dykcję?

Nie. Już na pierwszych moich demówkach niektórzy mieli zastrzeżenia do mojej dykcji. Szczególnie gdy ojciec dostał jakąś płytę w ręce, to było potem: dykcja, dykcja... To się jakoś wykształciło, potem przylgnęło do mnie, że mam niby dobrą dykcję. Teraz gdy słucham mojego drugiego nielegala, "Mezo", to uważam, że wręcz przesadzałem w niektórych momentach, chciałem za mocno wszystko podkreślić.

Natomiast porównania są na podstawie tego, co ktoś ma w głowie, bo możesz je tworzyć na zasadzie wiedzy. Mam dużo porównań, bo to cechuje styl bragadaccio, gdzie porównujesz się do kogoś, kto jest najlepszy w jakiejś tam dziedzinie.

Twoje płyty wychodzą średnio co 17 miesięcy...

Tak sobie ostatnio wyliczyłem i to ogłosiłem, że moje płyty wychodzą co 17 miesięcy. Jest to zbieg okoliczności, ale wychwyciłem to i jest już przesądzone, że premiera następnej płyty przypada na październik 2004 roku i kontynuujemy to. Muszę się jednak trochę spiąć, bo na razie liczne featy mam do nagrania. Szukam na razie koncepcji na płytę - myślę, że ona będzie bardziej spójna, jeśli chodzi o tematy, nie mówię, że będzie monotematyczna.

A co robisz, jak nie nagrywasz? Ponoć jedną z twoich pasji jest piłka nożna?

Dobrze słyszałeś. To wyrasta z tego, że grałem dosyć intensywnie w piłkę, miałem kiedyś marzenie, żeby być piłkarzem, ale w wieku 17 lat musiałem wybrać między piłką a hip hopem. Wybrałem muzykę, ale piłka wciąż mi towarzyszy. Chodzę na mecze Lecha, oglądam mecze reprezentacji w TV, czytam gazety. W moich tekstach przewijają się porównania piłkarskie i niektórzy uważają, że jest ich za dużo i ich to denerwuje, a ja będę ich tak denerwował na następnych płytach, bo mi się to podoba i uważam, że jest to oryginalne.

A nie żałujesz, że wybrałeś muzykę?

Nie żałuję, bo rozmawiam czasem z kolegami, co się zapowiadali na lepszych ode mnie piłkarzy i teraz biegają po czwartej lidze, mając stypendium po 200 złotych. Biegają po jakiś wioskach - co nie mówię, że jest złe, bo być może też grałbym na jakieś wiosce - ale sądzę, że na drugą ligę byłoby mnie stać, bo kaleką nie byłem, ale żeby dostać się do pierwszej ligi, trzeba mieć talent, umiejętności i niestety kontakty. Nie żałuję mojego wyboru, bo hip hop jest na pierwszym miejscu, a piłka to hobby.

Może po zakończeniu kariery muzycznej zajmę się komentowaniem meczów albo jakimiś sprawami organizacyjnymi - zobaczymy. Bardzo nie podoba mi się klasyfikacja ludzi po miejscu zamieszkania, wrogość i nienawiść między kibicami różnych klubów, bo dla mnie są to zjawiska obce. Wiadomo, że jeśli Lech będzie grał z Wisłą, to będę kibicował Lechowi, ale jeżeli Wisła będzie grała np. z Anderlechtem, to będę trzymał kciuki za krakowian.

Znany jesteś z zamiłowania do freestyle'u. Powiedz coś więcej o tym.

Mam zamiłowanie do freestyle'u. Wielu ludzi to robi, ja też jestem z tego dumny. Lubię sprawdzać się na wolno, nie lubię jednak walki na freestyle'u pod jakimś ciśnieniem i podtekstem, że freestyle jest walką na śmierć i życie. Uważam, że jest to styl nieograniczony i można w nim przekazać wszystko i dziwi mnie, jak ktoś się oburza mówiąc, że pojechałem mu po matce. Nie twierdzę, że należy tak robić, ale wiesz, to jest walka na słowo, choć trzeba brać odpowiedzialność za te słowa. To jest spontan. Nigdy nie będę się mierzył na wolnym stylu z kimś, kto będzie mi chciał za wszelką cenę coś udowodnić.

Powróćmy do twojej płyty - powiedz coś więcej o gościach.

No dobra. Owal - koleś, z którym najlepiej mi się współpracuje, często jeździmy razem na koncerty, mamy dużo wspólnych tematów i choć nagrywamy osobno, niezależnie, to zawsze na płycie jednego z nas znajdzie się wspólny kawałek. Na mojej płycie są to "Głosy", jeden z moich ulubionych kawałków.

Jest Liber - osoba, z którą na co dzień współpracuję i jesteśmy dobrymi kumplami - tu zrobiliśmy dwa kawałki, które są kawałkami singlowymi, co mam nadzieję da też dużo Liberowi, który pracuje nad solową płytą.

Potem Pan duże Pe - poznałem go w Warszawie, uważam że jeśli chodzi o słownictwo i technikę, jest to jeden z lepszych ludzi w Polsce, a jeśli chodzi o freestyle jest on może najlepszy w Polsce. Nie chcę tu podważać pozycji Ostrego, chodzi o to, że Duże Pe jest bardzo dobry na wolnym - zjada mnie i zjada wszystkich. Jest to dobry artysta, warto go pokazać i chciałem mieć go na płycie.

Ostatni gość to Prezes - poznałem go dzięki temu, że miał dziewczynę w Poznaniu. Jest to kontrowersyjny artysta, ale mnie się z nim dobrze pracuje. Sadzę, że zaprosiłem ludzi, których cenię i nie są oni tam, by zwiększyć sprzedaż, tylko dlatego, że ich lubię.

Praktycznie z dnia na dzień stałeś się osobą medialną. Jakie są blaski i cienie tego faktu?

Fajne jest to, że grasz koncerty, wyrabiasz sobie kontakty, żyjesz hip hopem pełną parą, jesteś członkiem tej kultury, w pełni realizujesz się na koncertach, zarabiasz na tym pieniądze. Ja mam z moją dziewczyną rozmowy na temat, czy to jest praca czy rozrywka? Jest to przyjemna praca, to jest piękne i mam zamiar robić to jak najdłużej i cieszyć się z tego.

Jakie są cienie? Cienie są takie, że czasem ta popularność jest męcząca. Ludzie są zainteresowani twoją osobą, bo jesteś medialny, a tak naprawdę nie wiedzą o tobie nic. No i te podróże i brak czasu, zwłaszcza dla szkoły i dziewczyny...

A jak rodzina zaczęła reagować na twój sukces?

Wiesz, rodzina wspiera jak może. Mama nawet Vivę zaczęła oglądać, a ojciec zaczął się wkręcać, przekręcając w cudowny sposób wszystkie nazwy. Więc rodzice wkraczają w ten hip hop nie z miłości do tej muzyki, tylko dlatego, że ja tam jestem, bo chcą mi pomoc. Zawsze mogę na nich liczyć i to mi w życiu pomaga.

Czy na co dzień słuchasz wyłącznie hip hopu?

W 90 procentach jest to hip hop. Lubię sobie tam czasem posłuchać jakiegoś soulu, jazzu, r'n'b, ale to na zasadzie, że jeśłi usłyszałem coś, to posłucham całej płyty. Ale ogólnie jestem może ograniczony horyzontalnie - słucham rapu, zwłaszcza klasycznego, który jest dla mnie inspiracją, natomiast nowoczesny rap mnie przeraża, bo boję się, że nie odnajdowałbym się w nim.

Pytanie polityczne: byłeś kiedyś w młodzieżówce SLD?

W SLD byłem przez bardzo krótki czas i było to właściwie... Właściwie to ja tam grałem w piłkę, bo mieli zespól piłkarski, a ja poczułem wtedy takie lewicowe zajawki i wtedy miałem taki motyw, że zainteresowałem się dość mocno polityką. Tak naprawdę grałem tam w piłkę, pomagałem im w organizacji turniejów piłkarskich, ale nie byłem mocno zaangażowany i uważam, że SLD jako partia jest to wielki moloch, w którym ciężko przebić się działaczom, którzy mają coś do powiedzenia i mają jakieś nowatorskie rozwiązania. To jest partia w dużej części postkomunistów, którzy grzeją swoje stołki. Mimo wszystko centrolewica jest mi najbliższa i gdybym miał działać w polityce, to gdzieś w tamtych kręgach i to wszystko.

Na zakończenie chciałbyś coś dodać, może kogoś pozdrowić?

Tradycyjnie ludzi, którzy czytają moje wywiady. Zapraszam na moje koncerty, trzymajcie kury, nie dajcie się stłamsić rapowym konwenansom, miejcie otwarte głowy. Trzymajcie się.

Dzięki za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje