Reklama

"Atmosfera wolności"

Szwedzki zespół Falconer to jeden z najciekawszych przedstawicieli nowej fali power metalu, który przekracza tradycyjne granice gatunku. Dwie pierwsze płyty - "Falconer" i "Chapters From A Vale Forlorn" - zjednały mu sporą rzeszę fanów, a latem 2002 roku przyjdzie czas na pierwsze koncerty. O początkach zespołu, dniu dzisiejszym i najbliższych planach, ze Stefanem Weinerhallem, liderem Falconer, rozmawiał Jarosław Szubrycht.

W jakich okolicznościach Falconer został powołany do życia?

Reklama

Myślę, że Falconer można uznać za naturalną kontynuację tego, co robiłem w swoim poprzednim zespole. Nazywał się on Mithotyn i zakończył działalność w 1999 roku. Ja jednak nie przestałem komponować utworów, z tą tylko różnicą, że nie musiałem już słuchać opinii innych i skupiłem się na muzyce, która najbardziej mi odpowiadała. Nie była to zmiana rewolucyjna, ale wszystkie melodie z gitar przeniosłem na linie wokalne. W Mithotyn wokale były nieczytelne, deathmetalowe, a w moim nowym zespole wyobrażałem sobie klasyczne heavymetalowe śpiewanie. Kiedy już miałem gotowy materiał na debiutanckie demo, zaprosiłem do współpracy pozostałych muzyków.

Wolta, którą wykonałeś - z death metalu przerzucając się na power metal - jest dość zaskakująca.

Ja tam nie wiem, czy to jest power metal... Chciałem grać szybką, metalową muzykę, z czystymi partiami wokalnymi i nie zastanawiałem się, jak to się nazywa i czy w ogóle się nazywa. Dzisiaj wszyscy mówią o power metalu, wszyscy chcą grać power metal i nas też wciągnięto w ten trend. Nigdy jednak nie mieliśmy takich aspiracji.

Fani Mithotyn nie mieli ci za złe tej zmiany?

Nie było źle. Nikt mi nie zarzucał zdrady, nikt nie obrzucał wyzwiskami, ale pojawiły się tu i ówdzie opinie, że jako Mithotyn graliśmy fajniej i że agresywny, deathmetalowy sposób śpiewania, to było to. Nie sposób wszystkim dogodzić. Mam jednak wrażenie, że 99% fanów zaakceptowała naszą ewolucję. Pewnie dlatego, że muzyka Falconer jest dużo łatwiejsza w odbiorze niż twórczość Mithotyn.

Bardzo trudno zrobić coś nowego w klasycznym metalu, ciężko być oryginalnym, ale Falconer należy do tych nielicznych zespołów, którym się udało. Na czym polega wasza tajemnica?

Myślę, że najmocniejszym punktem brzmienia Falconer jest charakterystyczna barwa głosu Mathiasa. Śpiewa inaczej niż wszyscy heavymetalowi wokaliści jakich znam i widzę, że z tą opinią zgadzają się wszyscy recenzenci. Oryginalne są również moje kompozycje, ale sam nie wiem, na czym to polega. Trudno mi podejść z dystansem do własnej twórczości. Myślę, że najważniejsze jest to, że sam nie słucham zbyt wielu zespołów powermetalowych i nigdy nie staram się, by utwory Falconer brzmiały podobnie do twórczości którejś z gwiazd tego gatunku. Po prostu układam dobrze brzmiące i chwytliwe melodie, po czym gram je na przesterowanej gitarze. A ludziom to się podoba.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Andy | śmiech | muzyka | metal | atmosfera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje