Reklama

Reklama

Violetta Villas doczeka się filmu biograficznego

Zmarła w 2011 roku diva doczeka się filmowej biografii. Choć o produkcji mówiono od lat, to wygląda na to, że w końcu marzenie fanów piosenkarki się ziści. Wszystko za sprawą jej syna i synowej, którzy zaangażowali się w tworzenie obrazu.

Zmarła w 2011 roku diva doczeka się filmowej biografii. Choć o produkcji mówiono od lat, to wygląda na to, że w końcu marzenie fanów piosenkarki się ziści. Wszystko za sprawą jej syna i synowej, którzy zaangażowali się w tworzenie obrazu.
Violetta Villas zmarła w wieku 73 lat w 2011 roku /Niemiec /AKPA

Jeszcze rok temu podawano, że fabularny debiut Karoliny Bielawskiej, pod tytułem "Kolorowe łzy" będzie biografią Violetty Villas. W projekcie reżyserkę wspierała Małgorzata Gospodarek, synowa Villas. Nie udało się jednak doprowadzić go do końca, a wkrótce koncepcję porzucono.

Teraz okazuje się, że nowa produkcja nosi tytuł "Violetta i dzięcioł" - za kamerą ma znów stanąć Bielawska. "Tym naszym dzięciołem jest syn Violetty, Krzysztof Gospodarek. Ona go tak właśnie nazywała. Muszę przyznać, że długo przekonywałam Krzyśka do opowiedzenia tej historii z jego perspektywy, ale w końcu udało się" - mówiła "Faktowi" reżyserka.

Reklama

Można się spodziewać, że w filmie nie zobaczymy jedynie powierzchownej Violetty, która chodziła w ekstrawaganckich strojach i miała liczne romanse. Reżyserka sądzi, że jej historia jest "zbyt ciekawa i uniwersalna, by ją spłycić".

'Jest to fascynująca historia. Nie tylko o gwieździe, ale o kobiecie, matce i artystce. Poznajemy ją z perspektywy syna. Odkrywamy tajemnice Violetty, te do tej pory nam nieznane" - mówi.

Nadal nie wiadomo, kto wcieli się w rolę Villas. Fabuła ma rozpocząć się w momencie, gdy jest ona "nikomu nieznaną, naiwną, ale wierzącą w swój talent dziewczyną z Lewina Kłodzkiego". Kiedyś mówiono, że będzie to Margaret, ale od tych plotek minęło już wiele lat.

"Patrzymy na życie Villas jej oczami, ale też oczami jej syna Krzysztofa. On też zapłacił wysoką cenę za jej karierę. On był ofiarą, dorastał w cieniu wielkiej matki i obserwował jej wzloty i upadki. W pewnym momencie, jako nastolatek, zerwał nawet relację z nią - mówił Jerzy Kapuściński, szef Studia Munka w rozmowie z WP. Film jednak miał pochłonąć ok. 10-12 milionów złotych, co było nieosiągalną kwotą dla studia. 

Wygląda na to, że filmowcy nie dopowiedzą historii Villas z ostatnich lat życia, gdy była pod opieką Elżbiety Budzyńskiej. W 2019 roku sąd skazał opiekunkę gwiazdy na 1,5 roku więzienia za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad wokalistką.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL