Reklama

Reklama

Soulfly: Marc Rizzo wyrzucony. Jest odpowiedź gitarzysty

Marc Rizzo nie jest już członkiem Soulfly. Wybitnie utalentowany gitarzysta zarzuca zespołowi Maksa Cavalery (eks-Sepultura) brak wsparcia w trudnym okresie pandemicznego zastoju.

Marc Rizzo nie jest już muzykiem grupy Soulfly

Nakreślmy sekwencję wydarzeń. W czwartek, 5 sierpnia, grupa słynnego Brazylijczyka poinformowała o tym, że na zbliżającej się trasie po USA gitarzystą Soulfly będzie Dino Cazares z kalifornijskiego Fear Factory. Oficjalne oświadczenie o rozstaniu się Marca Rizzo z Soulfly pojawiło się dopiero dwa dni później, w sobotę, 7 sierpnia.

"Zamierzam skupić się na projekcie solowym. Czuję się z tym lepiej. To zdrowsze otoczenie dla mnie i mojej rodziny. Przebywam częściej w domu i zajmuję się projektem solowym, którym jestem mocno nakręcony. Mam także (nowy zespół) Hail The Horns, oraz deathmetalowy Revenge BeastAcoustic Vendetta. Sprawy mają się dobrze. Robię sporo fajnych rzeczy. Wkładam w to całe serce i to tu mogę liczyć na uznanie za to, co komponuję, za moją ciężką pracę, która jest właściwie doceniana" - powiedział 44-letni Marc Rizzo, zanim jeszcze usłyszeliśmy o jego odejściu z Soulfly.

Reklama

Max Cavalera, grający na gitarze wokalista i lider amerykańskiego Soulfly oraz były frontman brazylijskiej Sepultury, przedstawił tę kwestę nieco inaczej.

"Chciałbym odnieść się do czegoś, co dotyczy Soulfly. Chodzi oczywiście o Marka Rizzo. Rzecz w tym, że to nie on odszedł z zespołu. Postanowiliśmy się z nim rozstać z powodów osobistych. Życzę Markowi powodzenia w jego karierze i pragnę podziękować mu za 18 lat w barwach Soulfly" - rzucił zwięźle 52-letni Brazylijczyk rodem z Belo Horizonte.

W tle pojawiają się jednak inne okoliczności, w tym przede wszystkim - jak twierdzi Rizzo - brak jakiegokolwiek wsparcia zespołu w niepewnych czasach pandemii.

"To był bardzo trudny rok. Zero wsparcia ze strony Soulfly. Nie było żadnych pożyczek, które mogliby wziąć członkowie zespołu czy ekipy technicznej. Jeśli spojrzysz do sieci, widać, że Soulfly nie zrobił nic, by wspomóc nas finansowo. Nie miałem kontaktu z Maksem od (marca) 2020 roku, czyli od festiwalu Hell & Heaven, na którym zagraliśmy w Meksyku. On chyba nie ma nawet telefonu, trudno więc się do niego dodzwonić. To szczera prawda o tym, co się działo" - mówi z pewną goryczą Marc Rizzo.

"Musiałem wrócić i znaleźć regularną pracę. Zajmowałem się remontami, roboty hydrauliczne, instalacje elektryczne, pracowałem w pocie czoła po 10 godzin dzienne, a gdy ukazał się koncertowy album Soulfly, nic z tego tytułu nie dostałem. Po pół roku od wybuchu pandemii koronawirusa nie chciałem już nawet wracać do Soulfly. Ostatnie osiem do 10 lat (w Soulfly) nie były takie fajne. Biorąc pod uwagę wariacki harmonogram, brak życia osobistego i możliwości zaplanowania czegokolwiek oraz rozłąkę z rodziną, wolę skoncentrować się na swoim projekcie solowym, spędzać czas z rodziną, w otoczeniu której jestem szczęśliwy i mogę liczyć na uznanie za wszystko, co robię" - dodał amerykański gitarzysta.

Przypomnijmy, że znany wcześniej z Ill Niño Marc Rizzo figurował w składzie Soulfly od 2003 roku i od tamtej pory zagrał na wszystkich płytach formacji z Phoenix w stanie Arizona oraz na wszystkich albumach Cavalera Conspiracy, projektu współtworzonego przez Maksa i jego brata Igora Cavalerę, niegdysiejszego perkusistę Sepultury.

Aktualnie Rizzo skupia się przede wszystkim na projekcie solowym oraz tworze pod nazwą Hail The Horns, w którym odnajdujemy także basistę Tony'ego Camposa, byłego muzyka m.in. Soulfly, Ministry, Prong i Possessed oraz obecnego członka Fear Factory, a także kojarzonego z Dead By Wednesday i Ellefson perkusistę Christiana "Opus" Lawrence'a.

Hail The Horns opublikowali niedawno przeróbkę "God Of Thunder" Kiss, na której Campos pełni rolę wokalisty. Możecie ją sprawdzić poniżej:

Zobacz teledysk "Unleash" Soulfly z udziałem Marka Rizzo:


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Soulfly | Fear Factory

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama