Reklama

Reklama

Rihanna dementuje plotki. "Teraz albo nigdy"

Pogłoski o wzmożonych pracach nad płytą pojawiły się tuż po informacji, że to właśnie barbadoska artystka uświetni swoim występem Super Bowl. Rihanna jednak zdementowała te doniesienia, studząc buzujący w ostatnich tygodniach optymizm fanów.

Pogłoski o wzmożonych pracach nad płytą pojawiły się tuż po informacji, że to właśnie barbadoska artystka uświetni swoim występem Super Bowl. Rihanna jednak zdementowała te doniesienia, studząc buzujący w ostatnich tygodniach optymizm fanów.
Rihanna wróciła z nową piosenką /Axelle/Bauer-Griffin/FilmMagic /Getty Images

Gdy po sześciu latach Rihanna zaprezentowała nowy singel "Lift Me Up" (posłuchaj!), promujący film "Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu" - fani utwierdzili się w przekonaniu, że niedługo artystka ogłosi premierę długo wyczekiwanego albumu.

9 listopada użytkownicy platformy Prime będą mogli zobaczyć modowy spektakl Rihanny czyli prezentację jej najnowszej kolekcji bielizny "Savage X Fenty Show". W lutym z kolei artystka stanie przed ogromnym scenicznym wyzwaniem, jakim będzie występ podczas Super Bowl. Autorka hitu "Umbrella" jasno dała przy tym do zrozumienia, że jej udział w Super Bowl nie zwiastuje nowej płyty.

Reklama

"To nieprawda" - odniosła się do krążących plotek Rihanna. W rozmowie z AP wyjaśniła, że należy oddzielić te dwa przedsięwzięcia, które nie mają ze sobą nic wspólnego. "Super Bowl to jedno. Nowy album, to coś zupełnie innego. Słyszycie mnie fani! W momencie, gdy ogłosiłam tę informację pomyślałam sobie: 'Mój Boże, teraz wszyscy będą sądzić, że nadchodzi mój album, muszę wziąć się do pracy'" - wyznała. Tyle że Rihanna robi to, co chce, wtedy, kiedy chce.

Rihanna na Super Bowl: Jeśli mam zostawić swoje dziecko, zrobię to dla czegoś wyjątkowego

Tak było chociażby z przyjęciem propozycji występu podczas Super Bowl. Już raz, w 2019 roku, piosenkarka odrzuciła tę ofertę na znak solidarności z baseballistą, Colinem Kaepernickiem. Teraz uznała, że to jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna szansa. "Jeśli mam zostawić swoje dziecko, zrobię to dla czegoś wyjątkowego. Pomyślałam teraz albo nigdy. To największa scena, na jakiej kiedykolwiek występowałam" - wyjaśniła.

Udział w tak wielkim medialnym wydarzeniu, oglądanym przez miliony widzów, to ogromne wyzwanie i presja. Szczególnie, że artystka w maju urodziła syna i, jak sama przyznała, dość wygodnie było jej w tym macierzyńskim kokonie, w leginsach, z synem u boku. Artystka i jej partner ASAP Rocky, tak bardzo zatracili się w rodzicielskich obowiązkach, że zupełnie zapomnieli pochwalić się światu swoim pierworodnym. Na żadnym z oficjalnych kont nie znajdziemy ani zdjęcia malca, ani choćby wskazówki sugerującej jak syn gwiazdorskiej pary ma na imię.

"Jakoś się nie złożyło, nie zabraliśmy się za to, żyliśmy z dnia na dzień, ale domyślam się, że przekazanie tej informacji jest swego rodzaju uwalniające" - wyjaśniła Barbadoska. Może się jednak okazać, że para niechętnie przekaże światu tę informację, bowiem mimo ogromnego zainteresowania ze strony mediów, oboje bardzo cenią sobie swoją prywatność i chętniej chwalą się swoimi zawodowymi osiągnięciami, aniżeli szczegółami z ich życia.

W rozmowie z "Vogue" stwierdziła, że macierzyństwo to szaleństwo, to czas, który pozbawia kontroli, balansu i przynosi zmęczenie, którego nigdy wcześniej nie zaznała. Rihanna zapewnia jednak, że po krótkiej przerwie powraca z nową energią.

"Wszystko jest dla mnie stymulujące, z każdym nowym przedsięwzięciem czuję podekscytowanie, jestem bardzo zmotywowana i pełna energii do podejmowania nowych wyzwań" - zapewniła.

Od czasu wydania "Anti" w 2016 roku, Rihanna wzięła udział dosłownie w kilku muzycznych projektach - dograła się na "Lemon" N.E.R.D., '"Loyalty" Kendricka Lamara czy "Selfish" Future'a.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy