Reklama

Reklama

Renata Przemyk ma 50 lat i wciąż "tańczy na stole"

- Ja byłam strasznie nieśmiała kiedyś. Chorobliwie - opowiadała Interii w jednym z wywiadów Renata Przemyk. Jedna z najoryginalniejszych i najmniej medialnych (raczej nie spotkacie jej na ściankach) polskich wokalistek 10 lutego kończy 50 lat.

"Babę zesłał Bóg", "Protest dance" (z tekstem "tańczę na stole, kieckę zadzieram") - oba jeszcze nagrane z grupą Ya Hozna, "Kochaj mnie jak wariat", "Zero (odkochaj nas)", "Bo jeśli tak ma być" czy "Kochana" w duecie z Katarzyną Nosowską to największe przeboje Renaty Przemyk, która mimo sporej popularności (szczególnie w połowie lat 90.) niemal od zawsze funkcjonuje na pobrzeżach polskiej sceny muzycznej.

- Bardzo późno zaczęłam traktować muzykę poważnie. Zawsze wyobrażałam sobie, że będę samodzielna i samowystarczalna życiowo. Mam bardzo silnie rozwiniętą potrzebę wolności i niezależności. W związku z tym wybrałam zawód, który mi ułatwił bycie samodzielnym - mówiła nam w jednym z wywiadów.

Reklama

- Jak wiemy, sztuka i muzyka zawsze były moją pasją, ale odsuwałam myśl, że mogę się nią zajmować profesjonalnie, zawodowo. Jako pracę. Nie chciałam brukać muzyki tym, że muszę na niej zarobić. Wydawało mi się, że nie można robić rzeczy ambitnych i zarabiać na nich. (...) Okazało się jednak, że co festiwal to nagroda (śmiech). W 1989 roku to się skumulowało i otrzymałam na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie Grand Prix i nagrodę dziennikarzy, rok później nagrodę w Sopocie, a w 1991 roku w Opolu. Po tych trzech mocnych latach stwierdziłam, że nie ma się co bronić. Wydałam dwie płyty, ale wciąż kontynuowałam studia. Po ich zakończeniu stwierdziłam, że to jest moment, kiedy mogę zdecydować się na przejście na zawodowstwo - wspominała.

- Cenię sobie bardzo wąskie grono bliskich ludzi i zacisze domowe, zdecydowanie bardziej niż tłumy i hałas wielkiego miasta, powierzchowne kontakty, o których zapomina się następnego dnia. Taka jestem, musiałam to tylko przenieść do piosenek - opowiadała Renata Przemyk Interii.

- Ktoś, kto nigdy w życiu nie zaznał bólu, nie będzie wiedział, jak może smakować szczęście - podkreślała.

- Każdy ma niezbywalne prawo do własnego pokoju, do decydowania o samym sobie i dążeniu do spełniania swoich marzeń. W tym gdzieś mieści się mój feminizm, ale jestem pacyfistką i wszystkie metody związane z agresją i przemocą są mi obce - mówiła nam w 2001 r.

Od ponad 20 lat współtworzy artystyczny duet z Anną Saraniecką, która napisała dla niej niemal wszystkie teksty. Dopiero na ostatniej płycie "Rzeźba dnia" (2014) Przemyk zdecydowała się umieścić piosenki (9 z 11), do których sama stworzyła słowa.

- Mogłam troszkę przyzwyczaić do tego, że jest mrocznie, że jest refleksyjnie. Tutaj też jest refleksyjnie, ale faktycznie trochę mniej ponuro. Może się zmieniło. Może faktycznie widzę światełko w tunelu i jest więcej tych pozytywnych aspektów. Wiem, że ta płyta jest tak odbierana - jako najbardziej pozytywna ze wszystkich moich. To jest odzwierciedlenie tego, co się dzieje w moim życiu prywatnie, zawodowo. Jest bardzo energetycznie teraz, jest intensywnie, dużo się dzieje i siłą rzeczy musiało to znaleźć oddźwięk na płycie - mówiła nam o "Rzeźbie dnia".

- Ja byłam strasznie nieśmiała kiedyś. Chorobliwie. I to bardzo mi pomogło wyjść do ludzi, przełamywać kolejne bariery, zobaczyć w drugim człowieku kogoś podobnego do siebie. Ludzie przychodzili po koncercie i mówili o tekstach: "to jest o mnie, ja też tak czuję". Fajnie jest zorientować się, że jest tylu podobnych do mnie - podkreślała Renata Przemyk pod koniec 2014 r.

Obecnie wokalistka koncertuje ze swoim nowym projektem akustycznym pod nazwą Renata Przemyk Trio.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL