Reklama

Prince nie żyje. "Nie spał przez sześć dni"

Szwagier Prince'a ujawnił, że legendarny muzyk nie spał przez sześć dni przed swoją niespodziewaną śmiercią.

Prince zmarł 21 kwietnia w wieku 57 lat. Lekarze zostali wezwani do jego posiadłości Paisley Park w związku z doniesieniami o zgonie. Ciało muzyka znaleziono w windzie w budynku, gdzie mieściło się jego studio nagraniowe.

Reklama

Badający śmierć Prince'a potwierdzili, że przeprowadzono już sekcję zwłok gwiazdora, jednak na wyniki trzeba będzie poczekać jeszcze kilka tygodni. Potwierdzono również, że ciało artysty zostało przekazane rodzinie - w sobotę (23 kwietnia) odbyła się prywatna ceremonia pogrzebowa (ciało zostało skremowane).

15 kwietnia "Książę" trafił do szpitala, gdy po koncercie pilot jego samolotu musiał awaryjnie lądować w Illinois w związku ze złym stanem zdrowia amerykańskiego wokalisty i muzyka. Wówczas przedstawiciele Prince'a uspokajali fanów, że to jakaś paskudna odmiana grypy. Artysta szybko został wypuszczony ze szpitala i wrócił do domu, gdzie miał dochodzić do siebie. Po śmierci pojawiły się niepotwierdzone informacje, że w szpitalu lekarze musieli odtruwać organizm Prince'a po zatruciu lekami przeciwbólowymi (Percocet), które miał on zażywać z powodu chronicznego bólu biodra.

Maurice Phillips, mąż siostry Prince'a - Tyki Nelson, miał powiedzieć fanom zgromadzonym wokół Paisley Park, że muzyk przed śmiercią pracował bez ustanku przez "154 godziny bez przerwy". Kerry Gordon, były menedżer muzyka, skomentował, że sześć dni bez snu mogło być "znaczącym czynnikiem" prowadzącym do śmierci.

"Prince funkcjonował inaczej niż normalny człowiek - potrzebował mniej snu, niż większość ludzi. Czasem nie spał przez trzy dni. Ale myślę, że sześć dni to nie było coś zwykłego" - podkreślił Kerry Gordon w "Good Morning Britain".

Prince (Prince Rogers Nelson) był innowacyjnym piosenkarzem, kompozytorem i autorem tekstów. Grał na gitarze, instrumentach klawiszowych i perkusyjnych. W swej muzyce łączył jazz, funk, rhytm and blues i disco. Do jego największych przebojów należą: "Purple Rain", "Kiss", "Raspberry Beret", "Little Red Corvette", "Let's Go Crazy" i "When Doves Cry". Sławę zdobył jeszcze w latach 70. Przez dziesięciolecia był jedną z najbardziej nowatorskich i ekscentrycznych postaci na amerykańskiej scenie pop. Siedmiokrotnie zdobył nagrodę Grammy, w 2004 roku został wprowadzony do Rockandrollowego Salonu Sław.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Prince

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje