Reklama

Nie tylko Beatle. Paul McCartney świętuje 80. urodziny

/ Mondadori Portfolio / Contributor /Getty Images

Ciężko wskazać kogoś bardziej zasłużonego dla współczesnego przemysłu muzycznego. Od ponad 65 lat zaskakuje i bawi się dźwiękami, wydając kolejne przeboje. W The Beatles spędził zaledwie kilka lat, a później z sukcesami prowadził swoją solową karierę. Na okrągłe urodziny przyjrzałem się jego najważniejszym utworom wydanym pod własnym nazwiskiem.

Jak na nieżyjącego od ponad 55 lat muzyka, sir Paul McCartney może pochwalić się naprawdę opasłym katalogiem piosenek. 

Oczywiście nawiązuję do słynnej legendy, według której Macca nie żyje i został zastąpiony przez sobowtóra. Najlepszym dowodem na to, że ta miejska legenda to jeden wielki żart jest jego dorobek - w ciągu ponad sześciu dekad na scenie nagrał tyle, ile niektórzy nie daliby rady nagrać w ciągu kilku żyć. Na swoim koncie ma ponad 500 piosenek, niezliczoną ilość nagród i szacunek, jakiego w środowisku nie ma nikt inny. 

Na świat przyszedł 18 czerwca 1942 roku. Tylko jego oddani fani wiedzą, że naprawdę nazywa się James Paul McCartney. Drugie imię przyjęło się jako pierwsze, by nie mylił się z ojcem, Jamesem seniorem, gdy matka Paula wołała męża jeszcze za czasów życia przy 20 Forthlin Road w Liverpoolu. 

Reklama

"Hey Jude", "Eleanor Rigby", "Yesterday" - fenomenalne melodie stworzone przez McCartneya można wyliczać godzinami. A co z jego solową twórczością? W końcu występy z grupą Wings, a także na własną rękę prowadzi od 1970 roku. Wśród 28 albumów wydanych w tym czasie znalazło się kilka wyśmienitych utworów, które w taki dzień jak dziś muszą zostać przypomniane. 

Tylko od czego tu zacząć?

"Junk" (1970)

Przykuwająca uwagę krótka piosenka z McCartneyem na wokalu i gitarze. Powstała jeszcze za czasów Beatlesów, podczas ich pobytu w Indiach. Alegoryczny tekst o wyrzucaniu rzeczy na śmietnik brzmi z ust Paula jak podświadomy lęk na temat tego, co wkrótce stanie się z Beatlesami. Pochodzi z jego pierwszej solowej płyty, którą w całości nagrał sam w swoim londyńskim domu. 

"Heart of the Country" (1971)

Byli Yoko i John, to na rynku muzycznym musieli też zadebiutować Paul i Linda. Jedyna płyta sygnowana nazwiskiem duetu uchodzi za jedną z najważniejszych w dyskografii McCartneya. Pogrążony w depresji po rozpadzie Beatlesów Paul szukał ukojenia - znalazł je u boku żony i dzieci w Szkocji. Towarzystwo zwierząt, bliskość natury pozwoliły mu podreperować nadszarpnięte zdrowie psychiczne - przy okazji stworzył jedną z najładniejszych i najbardziej rozkosznych kompozycji w swoim repertuarze.

"Bluebird" (1973)

W dorobku z Wings najsłynniejszym albumem jest "Band on The Run" - Paul doznawał przebłysków geniuszu i znów poczuł się w zespole tak dobrze, jak na początku Beatlesów. Tak jak "Blackbird" opowiadało o emancypacji czarnoskórych w USA, tak "Bluebird" było opowieścią o emancypacji... uczuć. Paul i Linda przeżywali wtedy kolejny już miesiąc miodowy, a natchniony muzyk sypał kompozycjami jak z rękawa. W dodatku cały krążek Wings powstał w nigeryjskim Lagos, co tym skrzydłom nadało egzotycznego brzmienia i dodało jeszcze więcej polotu.

"Let 'Em In" (1976)

To jedna z tych prostych melodii, które rozpoczyna znany przez wszystkich dźwięk - dzwonka do drzwi. Harmonijne, rytmiczne brzmienie i naprawdę niezbyt skomplikowany tekst uczyniły z tej piosenki przebój. Utwór o wpuszczaniu do siebie ludzi był w zamyśle McCartneya czymś normalnym - zapraszasz ludzi, których gościsz w domu, na przestrzeni lat i kryzysów migracyjnych zmienił nieco swoje znaczenie. Całość dopełniają werble i flety, które brzmią jak żywcem wyjęte z koncertu orkiestry wojskowej. 

W tekst McCartney wplótł wielu przyjaciół, których chętnie wpuściłby do domu "na imprezę". Wśród wymienionych byli m.in. bracia Everly, Keith Moon czy John Lennon

"Kiedy pojechaliśmy na Jamajkę na wakacje, wielu miejscowych chłopaków z jakiegoś powodu mówiło do Lindy 'Susie'. Trochę nam się to podobało. Potem 'brat John' - myślałem albo o Johnie Lennonie, albo o bracie Lindy, Johnie. Ale najdziwniejsze jest to, że moja obecna żona, Nancy, ma siostrę Susie i brata Johna" - komentował po latach McCartney.

"Ebony and Ivory" (1982)

Podczas tworzenia utworu Paulowi przyświecała jedna idea - nieważne są różnice - ważne, by żyć w harmonii. Ebony, czyli heban, a także ivory, czyli kość słoniowa - muszą nauczyć się egzystować w zgodzie. I choć w powierzchownej warstwie to piosenka o kolorach klawiszy, to pod spodem jest bardzo prostym i jasnym manifestem o zaprzestaniu podziałów rasowych. 

Tytuł miał zostać zainspirowany słowami Spike'a Milligana: "Czarne klawisze, białe klawisze, jedyne co postaraj się, by tworzyły harmonię". Wokalnie w piosence wsparł go Stevie Wonder. Utwór spędził na pierwszym miejscu list przebojów aż 7 tygodni!

"The Girl Is Mine" (1982)

Jeden z kilku duetów z Michaelem Jacksonem. Krytycy uznają ją za najsłabszą kompozycję na albumie "Thriller", choć ten dość niespotykany mix stał się z latami kultowy. 

Słynna współpraca McCartneya z Jacksonem odbiła mu się czkawką - niedługo po wspólnych nagraniach, Paul w przyjacielskiej rozmowie nakłonił Króla Popu do inwestowania w muzyczne katalogi - wkrótce Jackson przebił ofertę Paula i kupił cały katalog The Beatles. Wielka przyjaźń się skończyła, ale obok "Say Say Say" pozostał ten wyjątkowy popowy przebój, za którego produkcję odpowiadał Quincy Jones.

"No More Lonely Nights" (1984)

Oprócz albumu "Run Devil, Run" z 1999 roku, to najbliższa wersja tego, do czego mogło dojść z połączenia sił Pink Floyd i The Beatles - na gitarze brawurową solówkę zagrał David Gilmour, który przeniósł do piękna beatlesowskiej melodii nieco progresywności rodem z "The Wall". Romantyczna ballada powstała do produkcji "Give My Regards to Broad Street" i była nominowana do Złotych Globów w 1985 roku. 

Gilmour zrzekł się swojego honorarium za udział w jej powstawaniu - przekazał je na cele charytatywne. Utwór dotarł do 6. miejsca na liście przebojów w Stanach Zjednoczonych i 2. w Wielkiej Brytanii. W dorobku obu artystów - autentycznie jedna z najpiękniejszych i najbardziej "dopieszczonych" kompozycji.

"Early Days" (2013)

Ile to razy Paul McCartney musiał tłumaczyć dziennikarzom fakty z życia The Beatles. Co robił tu i tam, co powiedział Johnowi przed śmiercią, kto rozbił zespół. Mimo to, zawsze znajdował się ktoś, kto poprawiał McCartneya i sugerował, że było inaczej, niż on twierdzi. W ten sposób powstało "Early Days" - utwór-wspomnienie o pierwszych latach z Beatlesami, a jednocześnie odpowiedź dla wszystkich, którzy zarzucali mu przeinaczanie rzeczywistości - "Nie odbiorą mi tego, nawet jeśli spróbują/ Ja byłem tam w te dni, na początku" - śpiewa w piosence. 

"Early Days" jest też dowodem dla niedowiarków, że Paul z biegiem lat nie stracił kunsztu kompozytorskiego - po dekadach na scenie nadal ma zdolność pisania angażujących słuchacza tekstów, a przy okazji prostych melodii - jak za tych wczesnych, beatlesowskich lat.

"I Don’t Know" (2018)

"Najlepsza piosenka Paula McCartneya od co najmniej dwóch dekad" - tak brzmiała moja pierwsza myśl, gdy ją usłyszałem. Wzruszający tekst, podniosły wstęp na pianinie, a także podstarzały głos Paula, przyrzekam, że miałem poczucie, że słucham Dylana! Naprawdę niespotykanie ponura melodia tworzyła ogromny kontrast między jego ostatnimi dokonaniami. Dziś wydaje mi się, że było to trochę mrugnięcie okiem do dawnych fanów, którzy dzięki "I Don't Know" dostali od McCartneya cudną niespodziankę.

Paul - jak wspominał - napisał tę piosenkę, gdy przechodził przez trudny okres. Nazwał ją "rozmową z psychiatrą, wizytą na terapii", bo dzięki kompozycji przelał swoje lęki na słowa i zamknął w ledwo ponad czterech minutach muzyki. 

"Winter Bird/ When Winter Comes" (2020)

W szczycie pandemii koronawirusa Paul McCartney ogłosił wydanie nowej płyty. Dla tworzenia trzeciej części albumu, który zawsze powstawał w pojedynkę, nie mogło być lepszych warunków jak lockdown lub - jak nazwał je Paul - "rockdown". 

Płyta świata nie zwojowała, na pewno nie tak mocno jak jej poprzedniczka. W jednym utworze słyszymy bardzo odmłodzonego wokalnie Paula i jest to właśnie "When Winter Comes". Piosenka powstała jeszcze w 1992 roku z pomocą George'a Martina, ale aż do teraz jej nie dokończono. Chwała Panu, że McCartney zdecydował się wydać tę słodką, a jednocześnie poruszającą w warstwie tekstowej opowieść. Wszystko dopełnia świetny teledysk, na którym widzimy szczęśliwą rodzinę, która kiedyś - jak każdy - przemija.

"To ja, wspominając tamten okres, piszę piosenkę z punktu widzenia tego człowieka, który tworzył dom dla swojej rodziny na wsi. To właśnie kiedyś robiłem. Malowałem dach, naprawiałem kanalizację, płot. Wiem, że w dzisiejszych czasach wiele osób się tym zajmuje. To bardzo satysfakcjonujące. W moim przypadku horrorem było to, jak ciężka stała się sytuacja The Beatles, ale dla wielu ludzi w dzisiejszych czasach horrorem jest to, co dzieje się na świecie - zwłaszcza w tym roku z Covidem. Chcę po prostu zasadzić trochę warzyw dla mojej rodziny i patrzeć, jak rosną. Stałem się bardzo ambitny. Zrobiłem stół kuchenny. Jestem z niego niesamowicie dumny" - mówił w rozmowie z UNCUT po wydaniu albumu.

"Pretty Boys (feat. Khruangbin)" (2021)

Paul McCartney ma 80 lat, jego głos wyraźnie osłabł w ostatnich latach. Co wymyślił? Ostatni album "McCartney III" oddał w ręce młodych artystów, którzy na swoją mantrę przebudowali wszystkie piosenki z krążka. Niektórzy sugerowali, że Paul zacznie pisać utwory dla innych, młodszych, którzy mają większe możliwości głosowe, a także bardziej rozbudowaną bazę fanów. Na razie w tej materii nic się nie stało, choć po usłyszeniu "McCartney III Imagined" mam ochotę na więcej. Oprócz "Pretty Boys" na albumie znalazły się świetne wersje m.in. "Kiss of Venus", "Find My Way" czy "When Winter Comes".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL