Reklama

Reklama

Kanye West zniknie ze Spotify? Jest decyzja szefa platformy

Słynny amerykański raper znalazł się ostatnio w ogniu krytyki. Znanemu z kontrowersyjnych wypowiedzi muzykowi tym razem oberwało się za opublikowanie w sieci antysemickich postów. Na artystę natychmiast posypały się gromy, popularne marki zerwały z nim współpracę, a wielu odbiorców zaapelowało o bojkotowanie jego twórczości. Na apele o usunięcie utworów Westa ze Spotify nie zgodził się szef tej platformy. Jak stwierdził, muzyka rapera sama w sobie "nie narusza zasad" serwisu.

Słynny amerykański raper znalazł się ostatnio w ogniu krytyki. Znanemu z kontrowersyjnych wypowiedzi muzykowi tym razem oberwało się za opublikowanie w sieci antysemickich postów. Na artystę natychmiast posypały się gromy, popularne marki zerwały z nim współpracę, a wielu odbiorców zaapelowało o bojkotowanie jego twórczości. Na apele o usunięcie utworów Westa ze Spotify nie zgodził się szef tej platformy. Jak stwierdził, muzyka rapera sama w sobie "nie narusza zasad" serwisu.
Kanye West nie ma teraz dobrej passy /SplashNews.com/East News /East News

Kanye West jest mistrzem w zniechęcaniu do siebie ludzi. Wygląda na to, że raper, który wielokrotnie wywoływał oburzenie swoimi obraźliwymi komentarzami, tym razem posunął się za daleko. Najnowszy skandal wywołały jego antysemickie wypowiedzi. 

Wszystko zaczęło się od pokazu nowej kolekcji należącej do niego marki odzieżowej Yeezy, podczas którego modelki paradowały ubrane w bluzy z napisem "White Lives Matter". Slogan ten używany jest przez amerykańskich rasistów jako odpowiedź na walczący z dyskryminacją ruch Black Lives Matter.

Na początku października raper opublikował na Instagramie fragment korespondencji z Seanem "Diddym" Combsem. "Wykorzystam to jako przykład, aby pokazać Żydom, którzy kazali ci do mnie dzwonić, że nikt nie będzie mi groził" - napisał muzyk. A gdy zablokowano mu konto, dał upust swojej frustracji zamieszczając coraz bardziej niepokojące wpisy na Twitterze. W jednym z nich zasugerował, że uruchomi wobec Żydów "trzeci poziom defcon" oznaczający gotowość sił zbrojnych USA do mobilizacji wobec zagrożeń zewnętrznych. W udzielonym później wywiadzie przekonywał zaś, że branżą medialną rządzi spisek uknuty przez "podziemną mafię żydowską".

Reklama

Wypowiedzi te wywołały nie tylko oburzenie internautów, ale też stanowcze reakcje znanych postaci ze świata show-biznesu i przedstawicieli organizacji żydowskich. Na słowach potępienia się jednak nie skończy. Jak się właśnie okazało, na skandalu ucierpi nie tylko i tak już mocno nadszarpnięta reputacja rapera, ale i jego majątek. W ciągu ostatnich kilku dni współpracę z Westem zerwały bowiem takie firmy, jak producent odzieży GAP, dom mody Balenciaga, bank JPMorgan czy sportowy gigant Adidas, z którym raper był związany od 10 lat.

Kanye West zniknie ze Spotify? Platforma zaprzecza

Równie stanowczych kroków nie planuje jednak podjąć Spotify. Do tej platformy, podobnie jak do innych serwisów muzycznych, wielu fanów wysyłało apele o usunięcie twórczości Westa. We wtorek dyrektor generalny Spotify Daniel Ek poruszył tę kwestię w wywiadzie dla agencji Reutersa. 

Jak podkreślił, choć wypowiedzi Ye były "okropne", to jego muzyka "nie narusza zasad" firmy. Ek dodał, że decyzja o wyrzuceniu artysty z katalogu mogłaby nastąpić jedynie w sytuacji, gdyby feralny komentarz padł w nagranym przez niego podcaście lub innym materiale zamieszczonym w serwisie. "Naruszyłoby to naszą politykę dotyczącą przeciwdziałania mowie nienawiści" - skwitował szef Spotify.

Zobacz też:

Jak działa Spotify? "The Playlist": Daniel Ek i tajemnice Spotify w nowym serialu Netfliksa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy