Reklama

Kamil Sipowicz po śmierci Kory: Mam z nią personalny kontakt

W Porannej rozmowie w RMF FM u Roberta Mazurka Kamil Sipowicz opowiedział, że istnieje życie po śmierci a on sam ma "personalny kontakt" ze zmarłą przed trzema miesiącami swoją żoną Korą.

Kamil Sipowicz i Kora w 2013 r.

Kora, czyli Olga Sipowicz (po pierwszym mężu Jackowska), zmarła 28 lipca o godzinie 5:30. Informację o śmierci przekazał na Facebooku jej mąż, Kamil Sipowicz.

Reklama

Kora była jedną z najważniejszych polskich wokalistek działających w muzyce rozrywkowej, ikoną polskiego rocka, autorką tekstów, producentką i osobowością telewizyjną.

Posłuchaj przeboju "Krakowski spleen" Maanamu w serwisie Teksciory.pl

Wokalistka grupy Maanam od 2013 roku zmagała się z chorobą nowotworową.

W trakcie małżeństwa z gitarzystą Maanamu Markiem Jackowskim Kora związała się z Kamilem Sipowiczem. W 1976 r. na świat przyszedł ich syn Szymon. Kora i Kamil wzięli ślub w grudniu 2013 r. tłumacząc to chęcią usprawnienia kwestii formalnych.

"Jest życie po śmierci, tak. Jestem przekonany już w tej chwili, że istnieje życie po śmierci. Zawsze wątpiłem i wierzyłem. W wierze jest też w środku wątpienie, ale jestem przekonany w tej chwili, że istnieje życie po śmierci" - mówi Sipowicz w rozmowie z RMF FM.

Filozof i pisarz dodaje, że ma "personalny kontakt" z Korą.

"Mówiło się o energii, często jest taka narracja, że to energia. Ale ja mam kontakt z osobą. Nie tylko z energią, ale też z osobą, więc nie mogę jako filozof powiedzieć, jaka to jest rzeczywistość - czy jest to rzeczywistość duchowa czy to są na przykład światy równoległe i to się zgadza, powiedzmy, ze współczesną fizyką kwantową... Ale ta rzeczywistość istnieje i istnieje wpływ ludzi zmarłych na nasze życie, na pewno".

"Żyję, ponieważ - odnoszę się do tego, co powiedziałem na początku - ponieważ czuję opiekę i ochronę Kory. A byłem w tak skrajnych różnych sytuacjach przez ostatnie dwa miesiące, że bez jej pomocy bym najprawdopodobniej nie przeżył, więc wydaje mi się, że jej zależy, żebym żył, żebym był zdrowy, żebym działał" - dodaje Sipowicz w programie Roberta Mazurka.

Robert Mazurek, RMF FM: Przyjeżdża pan do Warszawy. Czy ten dziennik, który pan pisał, bo dowiedziałem się, że pan tworzył dziennik...

Kamil Sipowicz: - Od pięciu lat pisałem i nadal go piszę i w tej chwili... Śmialiśmy się dzisiaj z moim przyjacielem, że zaczynam już w dzienniku pisać o tym, że poprawiam dziennik. Dziennik od dzienników.

Autodziennik, metadziennik.

- Metadziennik.

A będzie pan chciał to wydać?

- Tak, tak. Oczywiście będę. 

A kiedy?

- Bardzo trudno mi powiedzieć, bo to są tak bolesne sprawy... To właściwie jest pięć lat choroby Kory. Bolesne i wstrząsające, że ja w ogóle sam boję się do tego dziennika zaglądać. Jeszcze na to nie jestem gotowy. Szczerze mówiąc - nie wiem. Może za rok, może za dwa lata...

Czyli prędko się nie dowiemy. Tomik wierszy ma być podobno.

- Oczywiście, odkryliśmy... To znaczy ja wiedziałem, że Kora pisze różne teksty i odkryliśmy dwa czy trzy zeszyty. To znaczy znałem te zeszyty. Ale odkryłem, że tam jest bardzo dużo tekstów napisanych cienkich pismem i niezrozumiałych. I daliśmy w tej chwili to do Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego...

Żartuje pan.

- ... żeby zrobili zdjęcia. Nie chodzi o grafologię, tylko żeby zrobili zdjęcia, bo Kora pisała tak cienkim ołówkiem, żeby było widać, co tam jest napisane.

Rozumiem.

- Znaczy w sensie materialnym.

Jest pan w stanie to odczytać, tylko chodzi o to, że to się rozpadnie.

- Ale z odczytaniem też są kłopoty, ja nie wiem, czy my dalej nie pójdziemy do grafologa, wie pan, bo...

To już naprawdę wyższa szkoła jazdy.

- Z tego, co odczytaliśmy fragmenty, to są to bardzo piękne rzeczy, bardzo piękne rzeczy.

RMF24.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Sipowicz | Kora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje