Reklama

Reklama

Joanna Moro przerwała milczenie po wpadce z playbackiem w Sopocie: Dla nas liczy się przede wszystkim dobra zabawa i show

O Joannie Moro można już powiedzieć, że popularność przyniosły jej dwa występy. Pierwszy w roli serialowej Anny German, drugi na deskach Opery Leśnej w Sopocie, podczas finałowego koncertu Wakacyjnej Trasy Dwójki. Wokalistka postanowiła przerwać milczenie po głośnej wpadce z playbackiem.

Joanna Moro podczas Wakacyjnej Trasy Dwójki w Sopocie

Wielki finał Wakacyjnej Trasy Dwójki odbył się 29 sierpnia w Sopocie. W Operze Leśnej wystąpili m.in. Maryla Rodowicz, Helena Vondráčkova, Zenek Martyniuk, Marcin Miller i Boys, Roksana Węgiel, Viki Gabor.

W gronie prowadzących znaleźli się Rafał Brzozowski, Joanna Moro, Norbi i Izabela Krzan.

Znana przede wszystkim z tytułowej roli w serialu "Anna German" Joanna Moro wykonała na scenie przebój "La Plage De Saint Tropez" (zobacz!) z repertuaru szwedzkiej grupy Army Of Lovers.

Reklama

Joanna Moro - wpadka z playbackiem w Sopocie

Podczas emisji powtórki programu, zaraz po zakończeniu głównego koncertu, podczas jej występu widzowie mogli usłyszeć oryginalną ścieżkę dźwiękową z mocno fałszującą i mylącą tekst piosenki Joanną Moro.


Po kilku dniach przerwy Joanna Moro postanowiła się odnieść do całej sprawy, wydając oświadczenie na Instagramie.

"Myślę, że już przyszedł czas, aby przekazać Wam kilka słów na temat ostatniego koncertu Wakacyjnej Trasy Dwójki. Mnożą się artykuły, które uderzają przede wszystkim w nas, wykonawców i ekipę niedzielnego koncertu. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia w realizowaniu programów na żywo, ten nie zrozumie, z jakimi sytuacjami ekipa musi się zmierzać i niekiedy podejmuje decyzje pod ogromną presją czasu i w niewyobrażalnym stresie. Dla nas liczy się przede wszystkim dobra zabawa i show. I taki ten koncert był. Radosny, taneczny i żywy. Dziękuję ekipie za świetną współpracę przy każdym z koncertów podczas wakacyjnej trasy, uśmiech na twarzach publiczności to dla nas największa nagroda. A błąd jest rzeczą ludzką. Człowiek, który nie popełnia błędów zwykle nie robi nic" - napisała artystka zanim przeszła do sedna, czyli wyrazów oburzenia, że kogoś może irytować lub chociażby ciekawić, dlaczego osoba, która nie umie śpiewać chwyta za mikrofon.

"Ile złośliwości i jadu było w tych licznych artykułach, ile języka nienawiści" - dodała. "Przykro mi jest, że tyle nieprzychylnej uwagi zostało poświęcone mojej osobie. A tyle dookoła nas dzieje się ważnych i istotnych spraw. Może warto czasami odpuścić, nawet kosztem klikalności, i sprawić byśmy mogli wszyscy wspólnie pomóc tym, którzy tej pomocy teraz najbardziej potrzebują. Bądźmy dla siebie milsi..." - napisała Moro.

I chyba odniosła sukces, bo w zaskakująco nielicznych komentarzach pod tym postem znalazły się jedynie miłe dla niej słowa. Ma się nie przejmować, jest kochana i ma piękną osobowość oraz "bądźmy mocni w duchu". Tym razem nikt nie podaje w wątpliwość jej wokalnego talentu. Może dlatego, że swój wpis artystka okrasiła zdjęciem, na którym ktoś wyżłobił na plaży symbol serca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje