Reklama

Gazpacho i biblijny potwór (nowa płyta "Molok")

Pod koniec października do sprzedaży trafiła nowa płyta rozmarzonych Norwegów z grupy Gazpacho - "Molok".

Okładka płyty "Molok" grupy Gazpacho

Na swoim nowym wydawnictwie "Molok" muzycy Gazpacho znów konsekwentnie poszerzają granice, by stworzyć skomplikowaną, porywającą muzykę i jednocześnie są pierwszym w historii zespołem, który swoją płytą próbuje wywołać zagładę wszechświata. Kod, który pod koniec albumu brzmi jak dziwny odgłos, zmusza system korekcji błędów w każdym odtwarzaczu CD do wygenerowania dowolnej liczby za każdym razem, gdy odtwarzać się będzie album "Molok". Jeśli ta liczba będzie odpowiadać aktualnej pozycji wszystkich elektronów we wszechświecie, wtedy - technicznie rzecz ujmując - wszechświat przestanie istnieć.

Reklama

"Jeśli mogą go zniszczyć tak maleńkie istoty będące jego częścią, jeśli to tylko reakcja chemiczna, to czy ma on w ogóle jakiś wymiar duchowy? W tym scenariuszu nie ma dobra i zła, jest tylko brak jakiegokolwiek znaczenia" - przekonują Norwegowie.

Przez cały album przewijają się tematy religijne, które zderzają się ze współczesnymi ideami i teoriami naukowymi. "Album opowiada o człowieku, który gdzieś w latach dwudziestych ubiegłego wieku dochodzi do wniosku, że wszędzie tam, gdzie ludzie wierzą w Boga, zawsze oddają cześć jakiejś formie kamienia. Obojętne czy jest to wielka katedra, kamień w Mekce czy Stonehenge. Wydaje się, że Bóg został zapędzony przez swoich wyznawców do kamienia, by nigdy stamtąd nie wrócić. To echo norweskich mitów, w których wystawiony na światło słoneczne troll zamieniał się w kamień i jednocześnie nawiązanie do faktu, że Bóg od bardzo dawna nie komunikował się z ludźmi" - mówi Thomas Andersen, grający na klawiszach współzałożyciel zespołu.

"W mechanicystycznej wizji wszechświata wszystkie wydarzenia są konsekwencją poprzedniego. To oznacza, ze mając odpowiednią ilość informacji powinno się obliczyć przeszłość i przyszłość i on właśnie to robi. Nadaje maszynie imię 'Molok' na cześć biblijnego potwora, w którego paszczę wrzucano dzieci, bo jego maszyna pożera liczby. W dzień przesilenia włącza maszynę, która szybko zamienia się w inteligentną formę i pędzi przez historię, przechodząc swoją własną ewolucję" - dodaje.

Na płycie członkowie Gazpacho nawiązali też bezpośrednią więź z historią. Norweski muzyk i archeolog Gjermund Kolltveit zagrał w utworze "Molok Rising" na rekonstrukcjach instrumentów z epoki kamienia, próbując odtworzyć brzmienie najwcześniejszych hymnów. Wykorzystał więc małe kamienie, szczęki łosi oraz cały wybór fletów i instrumentów strunowych. Zagrał też na Skara, śpiewającym kamieniu, który bardzo prawdopodobnie wykorzystywano już od zakończenia ostatniej epoki lodowcowej ponad 10 tysięcy lat temu. Od strony technicznej oznacza to, że na albumie po raz pierwszy pojawia się najstarszy instrument w historii muzyki.

Na płycie gościnnie zagrał też słynny norweski akordeonista Stian Carstensen, na co dzień członek grającej bałkański jazz orkiestry Farmers Market.

Działający od 1996 roku sekstet z Oslo w dorobku ma osiem studyjnych płyt, debiutancką EP-kę "Get It While It's Cold (37°C)" oraz dwa albumy koncertowe. Grupę tworzą: Jan-Henrik Ohme (wokal), Jon-Arne Vilbo (gitara), Thomas Andersen (klawisze), Lars Erik Asp (perkusja), Kristian Torp (bas) i Mikael Kromer (skrzypce, mandolina). 

Oto szczegóły płyty "Molok":

1. "Park Bench"
2. "The Master's Voice"
3. "Bela Kiss"
4. "Know Your Time"
5. "Choir Of Ancestors"
6. "ABC"
7. "Algorithm"
8. "Alarm"
9. "Molok Rising".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gazpacho | nowa płyta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje