Reklama

Fear Factory: Mechaniczna ekstaza

W poniedziałek 9 sierpnia, w warszawskim klubie Progresja wystąpili pionierzy cybermetalu Fear Factory. Koncert upłynął pod znakiem znakomitej, ekstremalnej muzyki i tropikalnej temperatury wewnątrz klubu. Określenie "uwijali się jak w ukropie", było nad wyraz adekwatne.

Wokalista Amerykanów Burton C. Bell parokrotnie prosił o otwarcie okien na sali. Nie doczekał się, ponieważ hałas, jaki generowała czwórka muzyków, prawdopodobnie ściągnąłby na organizatorów uzasadniony gniew mieszkańców okolicznych bloków. Upał i wilgotność w środku klubu przekraczały więc wszystkie dopuszczalne normy, co nie przeszkodziło Fabryce Strachu zaprezentować bardzo intensywnego setu.

Reklama

Co prawda najcięższy wagowo w zespole - gitarzysta Dino Cazares już po trzech utworach wyglądał jakby właśnie opuścił wnętrze pralki, po jego minie można było wywnioskować, że entuzjastyczne reakcje licznie przybyłej publiczności, wynagradzają mu cierpienia. Bell dyrygował tłumem z dużą pewnością siebie, przepraszając za wieloletnią nieobecność koncertową w Polsce. Pewne kontrowersje budziło wspomaganie "z puszki" jego czystych wokaliz, ale jak cybermetal, to cybermetal.

Duże zainteresowanie towarzyszyło zwłaszcza perkusiście Fear Factory - Gene'owi Hoglanowi (eks- Death, Testament, Strapping Young Lad), który z zupełnie beznamiętnym wyrazem twarzy, dawał pokaz niesamowitej precyzji i wytrzymałości kończyn. Ten facet wciąż należy do bezwzględnej czołówki metalowych bębniarzy na scenie.

Fear Factory zaczęli od tytułowego nagrania z nowej płyty "Mechanize", by następnie przejść do bloku utworów z "Obsolete": "Shock - Edgecrusher - Smasher/Devourer" spotkały się z doskonałym przyjęciem, a motoryczna, niemal numetalowa rytmika tych kawałków okazała się zabójczo skuteczna na żywo. Dalej dwa numery z "Digimortal", garść nowości (m.in. "Powershifter", "Fear Campaign") i spocony Bell (już dawno bez koszulki...) zapytał retorycznie, czy pamiętamy ich debiut "Soul Of A New Machine". Ba, reakcje towarzyszące "Martyr" i "Scapegoat" udowodniły, że polscy fani, a jakże, pamiętają. To było jednak dopiero preludium przed tym, co miało nastąpić po krótkiej przerwie, czyli segmentowi utworów z przełomowej płyty Fear Factory - "Demanufacture" z 1995 roku. Kompozycja tytułowa, znakomity "Self Bias Resistor", jeszcze lepszy "Zero Signal" i na koniec oczywiście pamiętny przebój "Replica", przy którym klub eksplodował w uniesieniu. Na sali nie było chyba osoby nie wydzierającej się wraz z Bellem - "I Don't Want To Live That Way!".

Amerykanie skrócili swój standardowy set o "H-K (Hunter Killer)", który też byłoby miło usłyszeć, ale biorąc pod uwagę warunki "klimatyczne", 75-minutowy koncert zespołu był wystarczającą dawką uderzeniową.

Przed Amerykanami zagrała formacja Toxic Bonkers, dla której było to kolejne duże wydarzenie w zespołowym CV, po niedawnym koncercie przed Lamb Of God, a przed występami u boku Sepultury w przyszłym tygodniu.

Dzisiaj powtórka w Krakowie. Będzie się działo...

Łukasz Dunaj, Warszawa

Zobacz teledyski Fear Factory na stronach INTERIA.PL.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Fear Factory | ekstazy | koncert | F.E.A.R.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje