Reklama

Reklama

Brian May zakażony Omicronem?

Gitarzysta i współzałożyciel grupy Queen informował niedawno o "podwójnej kresce" na teście na COVID-19 co oznaczało, że jest chory. Teraz muzyk nie może się doprosić lekarzy z brytyjskiej, publicznej służby zdrowia o wyjaśnienie, na jaką odmianę choroby spowodowanej przez wirus SARS-CoV-2 zachorował. Wnioskując z objawów, uznał, że dopadł go Omicron. Jego zdaniem... to świetnie.

Gitarzysta i współzałożyciel grupy Queen informował niedawno o "podwójnej kresce" na teście na COVID-19 co oznaczało, że jest chory. Teraz muzyk nie może się doprosić lekarzy z brytyjskiej, publicznej służby zdrowia o wyjaśnienie, na jaką odmianę choroby spowodowanej przez wirus SARS-CoV-2 zachorował. Wnioskując z objawów, uznał, że dopadł go Omicron. Jego zdaniem... to świetnie.
Brian May, Rami Malek i Roger Taylor po rozdaniu Złotych Globów w 2019 roku /Kevin Winter /Getty Images

Brian May, który od kilku dni referuje objawy swojego zakażenia koronawirusem (zachorował mimo przyjęcia trzech dawek szczepionki Pfizera) poskarżył się w mediach społecznościowych, że krajowi medycy odmawiają mu szczegółowych informacji, jaki wariant koronawirusa go dopadł. W najnowszym poście na Instagramie napisał, że to "prawdopodobnie" Omicron.

Stwierdził tak na podstawie szybkości i rozprzestrzeniania się infekcji pośród grupy, która uczestniczyła razem z nim w imprezie urodzinowej ("ponad połowa, około 40 osób odczuła skutki zakażenia po trzech dniach") oraz symptomów, o których przeczytał w Internecie ("miałem bardzo zatkany nos, gorączkowałem i kaszlałem przez około dwa dni, ale nie straciłem zmysłu smaku ani węchu, a co ważniejsze - nie miałem trudności z oddychaniem").

Reklama

Mimo że służba zdrowia w Wielkiej Brytanii odmówiła zasłużonemu artyście informacji - czym naprawdę się zaraził - on pociesza się wynikami własnej diagnozy. "Nowy wariant jest zupełnie inną bestią od tej, która po raz pierwszy wstrzymała życie publiczne prawie dwa lata temu" - stwierdził. Po czym dodał, że "z optymizmem patrzy w przyszłość", ponieważ, jego zdaniem, koronawirus stał się "bardziej skuteczny w rozprzestrzenianiu", za to "mniej śmiertelny". Mniej zabójczy dla tych, którzy się na niego zaszczepili, jak zaznaczył. Bo zaraz dodał: "Szybko tracę cierpliwość do błądzących dusz, które nazywają to 'fałszywą' pandemią. Zejdź na ziemię. Zapytaj pielęgniarek, czy to fałszywka".

Ze swojej aktualnej choroby May wyciągnął jednak pocieszające wnioski. Uznał, że skoro go nie zabiła, to znaczy, że maleje skuteczność kolejnych mutacji koronawirusa i niebawem stanie się on po prostu kolejnym powszechnym wirusem wywołującym grypę.

Brian May jest jednym z najsłynniejszy gitarzystów w historii rocka. Dla grupy Queen napisał przeboje jak m.in. "We Will Rock You", "The Show Must Go On" czy "Tie Your Mother Down".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL