Reklama

Reklama

Beyonce wydaje siódmy solowy album, "Renaissance". Kiedy premiera?

"Beyonce podnosi temperaturę" - brzmi tytuł zamieszczony na okładce lipcowego numeru brytyjskiego magazynu "Vogue". Artystka, jak przystało na gwiazdę jej pokroju, powraca z rozmachem. Spogląda na fanów siedząc dumnie na grzbiecie wierzchowca stojącego na tanecznym retro parkiecie - tym adekwatnym wstępem zapowiada swój wielki powrót na scenę. 29 lipca premierę będzie miał jej siódmy solowy album "Renaissance", wydany po sześciu latach od głośnej płyty "Lemonade".

"Beyonce podnosi temperaturę" - brzmi tytuł zamieszczony na okładce lipcowego numeru brytyjskiego magazynu "Vogue". Artystka, jak przystało na gwiazdę jej pokroju, powraca z rozmachem. Spogląda na fanów siedząc dumnie na grzbiecie wierzchowca stojącego na tanecznym retro parkiecie - tym adekwatnym wstępem zapowiada swój wielki powrót na scenę. 29 lipca premierę będzie miał jej siódmy solowy album "Renaissance", wydany po sześciu latach od głośnej płyty "Lemonade".
Beyonce pokaże światu nową muzykę / Kevin Winter /East News

Przez wiele miesięcy Beyonce była nieobecna w mediach społecznościowych. Gdy w czerwcu artystka wznowiła swoją aktywność wrzucając kilka zdjęć na Instagrama i usuwając swoje zdjęcie profilowe, fani zaczęli przeczuwać, że gwiazda za chwilę ogłosi coś wielkiego. I rzeczywiście, była to zapowiedź jej siódmego solowego albumy, na który fani czekali aż sześć lat. 

O tym, że autorka hitu "Crazy in love" pracuje nad nowym materiałem było jasne już od pewnego czasu. W wywiadzie dla magazynu "Harper’s Bazaar", którego piosenkarka udzieliła w zeszłym roku, wspomniała, że od półtora roku przesiaduje w studiu nagrań. Jednak jeszcze wtedy trudno było przepowiadać, kiedy zaprezentuje fanom efekty swojej pracy. W jej przypadku mogły to być godziny, miesiące a nawet lata. Tym bardziej że perfekcjonizm to jej drugie imię.

Reklama

"Czasem przesłuchanie i znalezienie odpowiednich dźwięków zajmuje mi ponad rok" - zdradziła wówczas artystka. Dodając, że mimo ogromu pracy, który wkłada w każdy utwór, jego najmniejszy dźwięk, tworzenie muzyki wciąż napełnia ją pasją, miłością i jest uzdrowieniem. Tak było w przypadku płyty "Lemonade", która odbiła się w mediach szerokim echem.

Jaki charakter będzie miała najnowsza płyta gwiazdy? Rąbka tajemnicy uchylił redaktor naczelny magazynu "Vogue" Edward Enninful, który miał okazję, jako jeden z nielicznych, wysłuchać albumu na długo przed jego premierą. Zdradził on, że będzie to jeden z najbardziej ambitnych projektów muzycznych Beyonce, jaki stworzyła.

"To muzyka, która sprawia, że zaczynasz się poruszać, która kieruje umysł w stronę kultur i subkultur. Muzyka, która zjednoczy wielu na parkiecie, która porusza duszę" - napisał w krótkiej nocie Enninful. O tym, jak wyglądał sam proces pracy nad płytą i co swoim najnowszym albumem artystka chce przekazać, fani będą mogli przeczytać w najnowszym numerze "Vogue", który ukaże się 21 czerwca. Pewne jest to, że będzie to najbardziej dopieszczona płyta, bowiem, jak przyznała artystka, pandemia dała jej znacznie więcej czasu na przemyślenie każdej decyzji, rozważenie każdego dźwięku.

Jak dowiedział się brytyjski serwis Daily Mail, który dotarł do osoby współpracującej z artystką, ten album ma łączyć ludzi. "Większość utworów powstała w czasie pandemii, kiedy to Beyonce desperacko pragnęła być ze swoimi fanami i występować. To będzie najbardziej interaktywny projekt, piosenkarka chce się skoncentrować na doświadczeniach na żywo, kontakcie z fanami, poza trasami koncertowymi planuje również bardziej intymne, kameralne występy" - zdradził informator "Daily Mail".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL