Reklama

Reklama

Austin Butler na planie "Elvisa" został poddany eksperymentowi. "Wracałem ze łzami w oczach"

Praca nad biografią Elvisa Presleya okazała się dla odtwórcy głównej roli mocno wyczerpująca - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Austin Butler, który po zakończeniu zdjęć trafił do szpitala wskutek skrajnego wyczerpania, ujawnił teraz, że reżyser produkcji pokusił się na planie o dość drastyczny eksperyment. Polecił on innym aktorom, by w czasie, kiedy Butler wykonywał jeden z utworów słynnego piosenkarza, głośno go wyśmiewali. Zabieg ten miał pomóc mu zidentyfikować się ze swoim bohaterem. "Tego wieczoru wracałem do domu, mając łzy w oczach" - zdradził aktor.

Praca nad biografią Elvisa Presleya okazała się dla odtwórcy głównej roli mocno wyczerpująca - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Austin Butler, który po zakończeniu zdjęć trafił do szpitala wskutek skrajnego wyczerpania, ujawnił teraz, że reżyser produkcji pokusił się na planie o dość drastyczny eksperyment. Polecił on innym aktorom, by w czasie, kiedy Butler wykonywał jeden z utworów słynnego piosenkarza, głośno go wyśmiewali. Zabieg ten miał pomóc mu zidentyfikować się ze swoim bohaterem. "Tego wieczoru wracałem do domu, mając łzy w oczach" - zdradził aktor.
Austin Butler wcielił się w postać Elvisa Presleya /Jon Kopaloff /Getty Images

Choć opinie krytyków o filmowej biografii "Króla Rock and Rolla" są podzielone, recenzenci zgodnie twierdzą, że najwartościowsza w "Elvisie" jest kreacja Austina Butlera. Nieznany dotąd szerszej widowni aktor natychmiast zwrócił na siebie uwagę branży, która już okrzyknęła go wschodzącą gwiazdą kina. "Przenikliwy instynkt melodramatyczny i naturalna charyzma Butlera nadają jego postaci niezbędną surowość. Choć jest bardzo ekspresyjny, ani przez chwilę nie ociera się o karykaturę" - zachwycał się nim Steve Pond z serwisu "The Wrap".

Reklama

Przygotowania do roli nie należały do najłatwiejszych - aktor miesiącami ćwiczył pod czujnym okiem trenerów dialektu, aby wypracować charakterystyczny, południowy akcent Presleya i udoskonalić brzmienie swojego głosu. Wcielenie się w legendarnego piosenkarza sporo go kosztowało. Po zakończeniu zdjęć Butler trafił do szpitala w wyniku skrajnego wyczerpania. "Następnego dnia obudziłem się nad ranem. Poczułem przeszywający ból i od razu pojechałem do szpitala. Gdy tylko skończyliśmy film, moje ciało dosłownie się zbuntowało" - zdradził w jednym z wywiadów.

Okazuje się, że przeszkód, jakie musiał pokonać Butler podczas pracy nad filmem, było znacznie więcej. W rozmowie z magazynem "V MAN" gwiazdor ujawnił, że reżyser produkcji Baz Luhrmann pokusił się na planie o pewien eksperyment, dzięki któremu odtwórca roli Presleya miał poczuć na własnej skórze ciężar krytyki, z jaką muzyk sam wielokrotnie się mierzył. "Zaprosił innych aktorów do studia i powiedział, żeby usiedli twarzą do mnie. Kiedy śpiewałem, oni mieli otwarcie ze mnie drwić. Gdy więc kręciliśmy później scenę, w której Elvis zostaje wyśmiany przez publiczność, doskonale wiedziałem, jak to jest. Tego wieczoru wracałem do domu mając łzy w oczach" - wyjawił Butler.

W wywiadzie udzielonym wcześniej "Entertainment Weekly" aktor zdradził, że zanim wszedł na plan, konsultował się z Leonardo DiCaprio, który współpracował z Luhrmannem przy dwóch produkcjach - "Romeo i Julia" oraz "Wielki Gatsby"

"Leo powiedział mi, że Baz będzie próbował wytrącić mnie z równowagi i wydobędzie ze mnie rzeczy, o które nigdy bym samego siebie nie podejrzewał. Były dni, kiedy kompletnie go nie rozumiałem i zastanawiałem się, dlaczego nie możemy po prostu zrealizować pierwotnego planu, czemu musi wprowadzać nagłe zmiany. Bardzo szybko jednak uświadomił mi, że jak nikt inny potrafi wykorzystać mój potencjał" - podkreślił aktor. "Elvis" trafił na ekrany polskich kin 24 czerwca. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL