Reklama

Przewodnik rockowy: Wrześniowe dzieci rewolucji Marca Bolana

Dokładnie 40 lat temu ukazał się słynny post-hippisowski hymn grupy T. Rex. Jej lider, Marc Bolan, zginął tragicznie w 1977 roku, krótko przed swoimi 30. urodzinami. W ramach "Przewodnika rockowego" przybliżamy sylwetkę ikony glam rocka.

O tym, że rock w okresie swojej wspaniałej młodości (czyli w latach 60. i 70. ubiegłego wieku) był muzyką młodzieżową, wie chyba każdy. I nikt przy zdrowych zmysłach z tą tezą, czy raczej faktem, nigdy raczej nie polemizował. A zatem, po co to przypomnienie? Ano po to, abym mógł dojść do kolejnego truizmu: jedną z najistotniejszych cech młodości jest bunt. Bunt przeciwko nudzącym "starym", ich stylowi bycia, hołdowanej przez nich modzie, a także, co wydaje się o wiele istotniejsze, wobec zastanej rzeczywistości społeczno-politycznej.

Reklama

Przechodząc do konkretów, a zajmując się samymi latami 60., warto (i tylko dla przykładu) wspomnieć o uwolnieniu szyj z krawatów, a ramion z marynarek, o wydłużających się włosach oraz skracających się sukienkach i dajmy na to, o kolorach zastępujących dawne szarości. Ale to oczywiście nie wszystko, bo dochodziły do tego też sprawy znacznie poważniejsze: coraz większa popularność poglądów lewicowych; sprzeciw wobec skostniałemu systemowi edukacji oraz sytuacji ekonomicznej (choćby wydarzenia w maju 68 r. we Francji); kwestia wciąż, tu i ówdzie, obowiązującej segregacji rasowej (np. na amerykańskich uniwersytetach); czy przeciwstawianie się imperializmowi (wojna w Wietnamie). Wszystko to (a proszę pamiętać, że tylko zarysowałem temat) sprowadzało się do tak istotnych zmian, że niektórzy byli skłonni uznać je za wręcz rewolucyjne.

Trafił na plakaty

30 września 1947 r., w Hackney, w północnym Londynie, tułający się po świecie bocian z Polski przyniósł zawiniątko, w którym grzecznie spał malutki chłopczyk. Przesyłka trafiła do domu pani Phyllis Winifred (z domu) Atkins i kierowcy ciężarówki Simeon Felda. Dodam od razu, że nie przypadkiem zwróciłem uwagę na "nasze" pochodzenie ptaszyska-dostawcy, bowiem pan Feld był polsko-rosyjskim Żydem rzuconym przez los do Anglii. Marc (bo takie imię nadano maleństwu) po pewnym czasie wraz mamą i tatą przeniósł się do Wimbledonu, gdzie nie wiadomo dlaczego zamiast w tenisie (lub jakiejś tenisistce) zakochał się w rock'n'rollu. W efekcie tata najpierw - gdy nasz bohater miał lat 10 - załatwił mu gitarę i dał szansę grania modnego wtedy skifflu, a gdy syn skończył 15 lat, uwolnił go raz na zawsze, od tak przecież niepasującego do rocka obowiązku szkolnego.

W następnych dniach, miesiącach i latach nastolatek nie tylko związał się z modsami (subkultura młodzieżowa przykładająca ogromną wagę do ubioru oraz fryzur, nienawidząca edukacji, jeżdżąca na "wypasionych" skuterach i prowadząca stałą "wojnę" z konkurencyjnymi rockersami), ale także stał się czymś w rodzaju ich ambasadora, bo jako model reklamujący sklepy sprzedające odzież oraz dodatki w ich stylu, trafił na plakaty (i do prasy).

W 1965 r., po serii raczej nieudanych prób dostania się do świata show-biznesu, Marc Feld (przez pewien czas używający pseudonimu Toby Tyler) zmienił się najpierw w Marca Bowlanda, a zaraz potem w Marca Bolana i zaczął pół-profesjonalną karierę muzyczną. W praktyce oznaczało to, że Decca wydała jego pierwszego singla - "The Wizard".

Upragniony sukces jednak nie przyszedł, co sprawiło, że następne lata można uznać za niezbyt radosną i męcząca rozgrzewkę do tego, co miało nastąpić na przełomie dekad. A wspomniałem, że było ciężko, bo gdy w 1967 r. przyszły gwiazdor zawiązał swój pierwszy poważny projekt - Tyrannosaurus Rex, okazało się, że zupełnie mu nie wychodzi granie na żywo muzyki elektrycznej (ponoć zdarzyło się, że podczas koncertów byli wygwizdywani). Po owym niechlubnym starcie Bolan poszedł po rozum do głowy i postawił na akustyczną muzykę psychodeliczną (warto pamiętać, że był to czas wielkiej popularności protest-songów w takiej właśnie konwencji), a także, wraz ze swoim ograniczonym już wtedy do duetu Tyranozaurem, nagrał trzy albumy i kilka mniejszych krążków. Te zostały zauważone, co sprawiło, że Mark odzyskał wiarę w swoje umiejętności i znów zaczął grywać na gitarze elektrycznej. Tym samym znalazł się u progu wielkiej kariery.

Jazda na łabędziu

Następna dekada przyniosła dwa ważne wydarzenia. Raz, Mark Bolan napisał i nagrał swój pierwszy prawdziwy przebój - piosenkę "Ride A White Swan", a dwa, skrócił szyld Tyrannosaurus Rex do T. Rex. We wspomnianym przed momentem utworze nie było perkusji (jedynie tamburyn i oklaski), co sprawiło, że ten bardzo oszczędny w warstwie aranżacyjnej temat był dość podobny do innego wielkiego hitu wakacji 1970 r. - utworu "In The Summertaime" grupy Mungo Jerry. Jak to zwykle bywa, a w myśl zasady, że żelazo należy kuć póki gorące, idący za ciosem T.Rex w następnych miesiącach i latach wręcz sypnął świetnymi bestsellerami. Na listy trafiły m.in. melodyjne i rytmicznie wykonywane kompozycje: "Hot Love", "Get It On", "Jeepster", "Telegram Sam", "Metal Guru", "Solid Gold Easy Action" i, jak czas pokazał, najsłynniejsza z nich - mocno brzmiąca Children Of The Revolution".

T.Rex i "Dzieci rewolucji":


Sprawdź tekst piosenki "Children Of The Revolution"

"Dzieci rewolucji" trafiły do sklepów 8 września 1972 roku i zyskały ogromną popularność dzięki świetnej melodii (szczególnie dającego się chóralnie śpiewać refrenu), aranżacji mającej wiele wspólnego z hard rockiem i tekstowi odwołującemu się do wspomnień powoli już wtedy dorastających nastolatków hippisowskiej ery. To oni, niedawne Dzieci Kwiaty, poczuli się tytułowymi bohaterów tej pieśni. Warto też dodać, że do unieśmiertelnienia owej kompozycji przyczyniły się też jej późniejsze wersje, z których warte wspomnienia są: The Violent Femmes z 1986 r.; grupy The Killers (chodzi o zespół byłego wokalisty Iron Maiden - Paula Di'Anno, a nie o goszczących niedawno w Polsce Amerykanów) z 1992 r.; filmowa, nagrana przez Gavina Fridaya i Bono na potrzeby słynnego "Moulin Rouge" w 2001 r.; koncertowa, dokonana przez Eltona Johna i Pete'a Doherty'ego w czasie "Live 8" w 2005 r. i wreszcie Scorpionsów, z ich płyty "Comeblack" z 2011 r.

Na koturnach

Choć z tego, co dotąd napisałem, można by sądzić, że Marc Bolan był i jest kojarzony głównie z latami 60., to jednak status wielkiej gwiazdy zyskał dopiero, gdy hippisowska epoka już się kończyła, natomiast modny stawał się (właściwie pozbawiony ideologii, bo dotyczący tylko sposobów ubierania się na potrzeby estrady itp.) tzw. glam rock. Już geneza tego określenia wiele wyjaśnia, bo wywodzi się ono od angielskiego słowa glamour (urok, czar, blask i przepych). W praktyce oznaczało to, że hołdujący tej modzie artyści występowali w błyszczących, trochę szmirowatych wdziankach (kombinezonach), często obszytych cekinami i zwykle o dość dziwacznym kroju. Do tego obowiązkowe były złote lub srebrne buty na bardzo wysokich koturnach.

Natomiast jeśli idzie o muzyczne konotacje tego stylu, to w większości przypadków oznaczał on powrót do prosto, acz ekspresyjnie granego rock'n'rolla. To właśnie na fali glam rocka wypłynęli (oczywiście m.in.) Gary Glitter, Suzi Quatro, Smokie, The Sweet, Slade, Mud, Kiss, Roxy Music, a po trosze nawet Queen i David Bowie. Co ciekawe, owa moda nie ominęła też muzyków z kręgu tych najambitniejszych, bo nawet członkowie Yes (szczególnie Rick Wakeman), Uriah Heep (David Byron) czy Deep Purple Mk. III (Glenn Hughes) ubierali zgodnie z jej przykazaniami. A skoro aż tyle teraz napisałem o tym zjawisku, to chyba oczywistym jest, że także Bolan zaliczał się do elity jego gwiazd. Właściwie powinienem napisać, że był on wręcz symbolem owej mody.

Lata 1970-72 to nie tylko wielka popularność płyt T. Rex, ale także autentyczne uznanie, jakim Marc Bolan cieszył się wśród ówczesnych supergwiazd. Warto wspomnieć, że miał okazję współpracowania z Ringo Starrem, Eltonem Johnem, Jeffem Lynnem (szefem Electric Light Orchestra) i z duetem Ike & Tina Turner. A ponieważ - jak zresztą każda - moda na prostotę glam rocka w pewnym momencie zaczęła przymierać, to ratujący się przed utrata popularności Bolan najpierw zaczął wzbogacać swoje utwory, a potem, gdy okazało się, że nie dało to zamierzonego rezultatu, dopuścił w 1975 r. do rozsypania się podstawowego składu jego grupy. Zaraz potem artysta wyjechał na jakiś czas do Stanów, skąd wrócił, aby spróbować odzyskać dawną popularność (proszę pamiętać, że był to już czas po wybuchu mody na punk).

Niestety, 16 września 1977 r., czyli na dwa tygodnie przed swoimi 30. urodzinami, artysta zginął w wypadku samochodowym (był pasażerem mini morrisa, który prowadzony przez jego przyjaciółkę Glorię Jones wypadł z drogi i uderzył w drzewo). On zginął na miejscu, a ona połamana trafiła do szpitala.

Świeć Panie nad jego duszą!

Czytaj poprzednie odcinki "Przewodnika rockowego"!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje