"Nie zrobią z Feel artystów"
Zbigniew Hołdys krytykuje komercyjne stacje radiowe za bycie "wystawami sklepowymi". Artysta komentuje również swój udział w programie "Hit Generator".
Były lider Perfectu uważa, że szefowie ogólnopolskich rozgłośni w ogóle nie kierują się względami artystycznymi, decydując o playlistach.
"To nie są kreatywne radia, tylko wystawy sklepowe przedsiębiorstw handlowych. Ich biznesem jest sprzedaż czasu antenowego na reklamy. Jak się okaże, że cisza się lepiej sprzedaje niż muzyka - to będzie na antenie cicho. Ich muzyka jako forma sztuki nie interesuje, a jeśli tak - to na takiej zasadzie, jak właściciela straganu podczas odpustu" - mówi Zbigniew Hołdys w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
"Stacje komercyjne mogą wylansować Feel, Dodę, ale nie zrobią z nich artystów. Do wielu dyrektorów jeszcze to nie dotarło" - dodaje gitarzysta.
Hołdys, odnosząc się do swojego udziału w programie "Hit generator", podkreślił, że nie rezygnuje z ambitnych planów zmieniania układu sił na polskiej scenie.
"Ufam, że damy szansę artystom, a rynek się ożywi. Ważne dla mnie było również to, że Hit generator ma być realizowany na żywo. Trzeba wziąć gitarę do ręki, podłączyć się do prądu i grzmotnąć. Udawać nie można" - zaznacza Hołdys.
Muzyk opowiedział również anegdotę związaną ze swoim pierwszym przebojem.
"Kiedy miałem 16 lat, skomponowałem piosenkę O Tobie, jesieni i jeszcze innych rzeczach do tekstu Bogdana Olewicza, którą śpiewał zespół Portrety z Elizą Grochowiecką. Pamiętam, że pojechałem z kolegami do klubu Mechanik w Warszawie, gdzie dyskotekę prowadził Adam Halber. Puścił moją piosenkę, ludzie tańczyli i śpiewali. Podbiegłem do Halbera i krzyczę, że to ja skomponowałem. Usłyszałem, żebym spie... albo pokazał jakiś dowód tożsamości".
"Byłem tak zdeterminowany, że pożyczyłem pieniądze, wskoczyłem w taksówkę i pojechałem do domu po swój tymczasowy dowód. Wróciłem i pokazałem. Halber zdębiał i powiedział: Słuchajcie, to jest autor przeboju. To był mój pierwszy sukces. Chwilę później grałem z Marylą Rodowicz" - opowiada Hołdys.