Reklama

Reklama

Zakopower "Widzialne | Niewidzialne": Podhalański eklektyzm [RECENZJA]

Wygląda na to, że wraz z nowym krążkiem Zakopower wraca do łask głównego nurtu. Ale na "Widzialne | Niewidzialne" kryje się zdecydowanie więcej niż mogliście się spodziewać, pamiętając chociażby "Boso".

Zakopower nie rozpieszcza w ostatnich latach swoich fanów. Od czasów debiutu muzycy dowodzeni przez Sebastiana Karpiela-Bułeckę trzymali się kurczowo dwuletniego cyklu wydawniczego - niezależnie czy mowa była o płytach studyjnych, czy też wydawnictwach koncertowych lub krążku z kolędami. Przy "Widzialne | Niewidzialne" mamy z kolei powrót po przerwie pięcioletniej. Dodajmy, że to powrót do "przystępnej" formy po niestroniącym od eksperymentów i - chciałoby się rzecz, że w naturalny sposób - niedocenianym projekcie z Atom String Quartet. Na szczęście to nie znaczy, że na "Widzialne | Niewidzialne" muzycy porzucili jakiekolwiek ambicje.

Reklama

Jeżeli miałbym za coś szczególnie chwalić Zakopower, to za fakt, w jak naturalny sposób w swoją folk-popową formułę mocno naznaczoną muzyką podhalańską wpisują inne gatunki muzyczne. Czy ta otwartość sprawia, że gdzieś w tle powiewają skojarzenia ze Skaldami? Ależ jak najbardziej.

Recenzja nowego albumu Zakopower - "Widzialne | Niewidzialne": podhalański eklektyzm

Szczególnie słyszalne jest to w "Chwili" czy utworze tytułowym, które nie boją się eksponowania smyczków, współgrających z big-beatowymi dęciakami i podszytych rock’n’rollem, dostregalnym w poruszających się w tle gitarach. Zwrotki "Idę dalej" również mają w sobie coś z analogowości lat sześćdziesiątych, ale już refren stanowi transpozycję zaskakująco... metalową.

Horyzonty Zakopower są naprawdę szerokie i mogą wydawać się zaskakujące dla osób, które kojarzą muzyków przede wszystkim z największych przebojów. Otrzymujemy bowiem latynoskie "Szczęście" (serio, Santana nie brał udziału w nagraniu tej piosenki?), a także emocjonalnych, mroźnych w brzmieniu "Wołosów", imponujących solidną partią gitary basowej oraz inspiracji fusion.

Jazz w pełni przemawia w dźwiękach wygrywanych przez fortepian w "Bóg dał, Bóg wziął". "Oczka zmruż" z brudnego numeru napędzanego przez dęciaki niespodziewanie przekształca się w trip-hopowy kawałek, o który prędzej oskarżylibyśmy jeżeli nie Massive Attack, to na pewno Archive. Ale gdy przypomnimy sobie, że głównym kompozytorem utworów Zakopower jest Mateusz Pospieszalski, który spróbował w życiu chyba każdego gatunku muzycznego, wszystko staje się jasne.

Nazwa płyty doskonale spina się z tekstami Bartłomieja Kudasika, pisanymi niekiedy wespół z ich wykonawcą. Warstwa liryczna nieustannie przeskakuje między rzeczywistością a treściami niemal metafizycznymi. Te przenikają siebie wzajemnie, by ostatecznie pomóc odpowiedź na najprostsze pytanie na świecie: gdzie szukać szczęścia? Czy to będzie otoczenie gór, lasów i natury, czy też miłość - zarówna ta dojrzała, mająca swój najbardziej intensywny czas dawno za sobą, jak i rodzicielska.

"Widzialne | Niewidzialne" najłatwiej skwitowałbym jako album dojrzały - może nie nadmiernie szokujący, czy rzucający swoją eklektycznością w sposoby, które powodują ataki paniki, ale zwyczajnie ludzki i na tyle bogato zaaranżowany, aby zostawić ze sobą słuchacza na dłużej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że góralski zaśpiew Sebastiana Karpiela-Bułecki nie będzie dla każdego do przejścia, a i są tu momenty toporne (trudno mi być fanem kolędowego poprowadzenia zwrotek "Było, minęło", mimo mocarnego refrenu, który aż zachęca do agresywniejszego podejścia).  Ale koniec końców fani Zakopower nie powinni być rozczarowani.

Zakopower, "Widzialne | Niewidzialne", Kayax

7/10

Czytaj też:

Sorry Boys "Renesans": jeszcze więcej miłości [RECENZJA]

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Zakopower

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy